Czy sędzia może zostać pozbawiona możliwości prowadzenia wykładów dlatego, że publicznie krytykuje sytuację w wymiarze sprawiedliwości? Kamila Borszowska-Moszowska uważa, że właśnie z takim przypadkiem mamy do czynienia w Świdnicy. Prezes Sądu Okręgowego Jacek Szerer odpowiada, że chodzi wyłącznie o wyniki jej pracy. Problem w tym, że polskie prawo wprost dopuszcza podejmowanie przez sędziów działalności dydaktycznej – pod warunkiem, że nie przeszkadza ona w wykonywaniu obowiązków orzeczniczych.
Borszowska-Moszowska jest sędzią VII Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Okręgowego w Świdnicy. Oficjalna strona sądu potwierdza zarówno jej obecne orzekanie, jak i to, że funkcję prezesa pełni Jacek Szerer. Borszowska-Moszowska chciała od 1 października prowadzić zajęcia w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. 23 września poinformowała o tym prezesa sądu, a dwa dni później otrzymała sprzeciw.
Według oficjalnego stanowiska sądu decyzja miała związek przede wszystkim z jej obciążeniem pracą. Rzecznik Sądu Okręgowego w Świdnicy sędzia Agnieszka Połyniak wskazywała, że Borszowska-Moszowska miała najwięcej niezałatwionych spraw, najwięcej spraw ponad trzyletnich oraz największą liczbę uchylonych orzeczeń za 2025 rok. Zdaniem prezesa dodatkowe zajęcia mogłyby utrudnić opanowanie zaległości przy dalszym napływie nowych spraw.
Sędzia zdecydowanie odrzuca taką argumentację. Twierdzi, że rzeczywistą przyczyną sprzeciwu jest jej aktywność publiczna i krytyczne wypowiedzi dotyczące praworządności, sądownictwa, prokuratury i działań Ministerstwa Sprawiedliwości. Co więcej, utrzymuje, że prezes miał wcześniej wprost sygnalizować jej, iż jeżeli nie zaprzestanie publicznych wystąpień, nie wyrazi zgody na działalność edukacyjną.
Prawdziwa przyczyna jest taka, jak prezes mi sygnalizował – mówił mi, że jeżeli nie zaprzestanę swojej działalności publicznej, nie wyrazi zgody na prowadzenie przeze mnie zajęć edukacyjnych
– relacjonuje sędzia.
Jeśli ta relacja jest zgodna z rzeczywistym przebiegiem rozmów, sprawa przestaje być wyłącznie sporem o statystyki orzecznicze. Staje się pytaniem o dopuszczalne granice administracyjnego nacisku na sędziego wypowiadającego się w debacie publicznej.
Warto zajrzeć do samego prawa. Art. 86 Prawa o ustroju sądów powszechnych stanowi, że sędzia może podejmować dodatkowe zatrudnienie na stanowisku dydaktycznym, naukowo-dydaktycznym lub naukowym, o ile nie przeszkadza ono w pełnieniu obowiązków sędziego. Sędzia sądu okręgowego ma obowiązek zawiadomić prezesa sądu o zamiarze podjęcia takiego zatrudnienia. Prezes może zgłosić sprzeciw, jeżeli uzna, że praca dydaktyczna będzie przeszkadzała w wykonywaniu obowiązków.
To oznacza, że Jacek Szerer posiada ustawową kompetencję do sprzeciwienia się dodatkowej pracy. Jednocześnie sam przepis pokazuje, dlaczego jego decyzja powinna podlegać szczególnie wnikliwej ocenie: ustawodawca traktuje działalność dydaktyczną sędziów jako co do zasady dopuszczalną, a sprzeciw ma być związany z realnym wpływem dodatkowej pracy na obowiązki orzecznicze. W art. 86 nie ma natomiast wskazanego miesięcznego terminu uprzedzenia, na który – według Borszowskiej-Moszowskiej – powołano się także przy uzasadnianiu decyzji.
Jeżeli argumentem przeciwko prowadzeniu kilku zajęć akademickich mają być zaległości sędzi, naturalne staje się pytanie, jak jej wyniki wyglądają na tle całego wydziału, jaka jest liczba przydzielonych spraw, stopień ich skomplikowania, wielkość referatu i przyczyny uchyleń. Samo wskazanie, że konkretny sędzia ma „najwięcej spraw” określonego rodzaju, nie wyjaśnia jeszcze, z czego taki wynik wynika.
Nie przesądza to oczywiście, że argument prezesa jest nieprawdziwy. Pokazuje jednak, że przy konflikcie, w którym jedna ze stron zarzuca drugiej politycznie motywowany odwet, maksymalna przejrzystość danych leży w interesie samego sądu. Borszowska-Moszowska nadal normalnie orzeka. Publiczna wokanda Sądu Okręgowego wskazuje prowadzone przez nią rozprawy zarówno we wrześniu, jak i na początku października.
Obawy sędzi nie powstały w próżni. Jeszcze w 2025 roku wszczęto wobec niej postępowanie dyscyplinarne dotyczące jej aktywności publicznej. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Sędziów „Sędziowie RP” informowało, że zarzut dotyczył m.in. publicznego prezentowania ocen, komentarzy i poglądów odnoszących się do problemów wymiaru sprawiedliwości.
Stowarzyszenie uznało to za próbę wywołania wobec sędzi „efektu mrożącego” i publicznie stanęło w jej obronie. W listopadzie 2025 roku Borszowska-Moszowska została również odwołana z funkcji zastępcy rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Świdnicy. Ministerstwo Sprawiedliwości potwierdziło tę decyzję w oficjalnym komunikacie. Samo następstwo tych wydarzeń nie dowodzi, że obecny zakaz wykładów jest elementem odwetu. Powoduje jednak, że zarzut sędzi trudno po prostu zbyć bez dokładnego wyjaśnienia wszystkich okoliczności.
Borszowska-Moszowska nie kryje, że decyzję prezesa odbiera osobiście jako niesprawiedliwość.
Czuję się skrzywdzona, bo uważam, że nie można instrumentalnie wykorzystywać swojej władzy. Ja jej nigdy nie wykorzystuję. A pan prezes to zrobił
– mówi.
Jej zdaniem chodzi o próbę zniechęcenia jej oraz innych sędziów do publicznego zabierania głosu.
To jest w mojej ocenie tylko i wyłącznie działanie odwetowe pana prezesa, które ma wywołać efekt mrożący
– ocenia.
W innych wypowiedziach używa jeszcze mocniejszych słów. Mówi o trwającym od około dwóch lat „mobbingu” i porównuje stosowane wobec niej metody do praktyk „z głębokiego socjalizmu”. To jednak jej ocena konfliktu, której prezes sądu nie podziela.
Zapowiedź skargi do Strasburga nie jest pozbawiona prawnego punktu odniesienia. Europejski Trybunał Praw Człowieka wielokrotnie podkreślał, że sędziowie – choć ze względu na urząd obowiązuje ich szczególna powściągliwość – korzystają z ochrony wolności wypowiedzi wynikającej z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
Szczególnie istotny jest wyrok Wielkiej Izby ETPC w sprawie Baka przeciwko Węgrom. Trybunał uznał wówczas, że wcześniejsze zakończenie kadencji prezesa węgierskiego Sądu Najwyższego w związku z jego publiczną krytyką reform wymiaru sprawiedliwości naruszyło wolność wypowiedzi. ETPC zwrócił uwagę również na „efekt mrożący”, jaki represja wobec jednego sędziego może wywołać w całym środowisku.
Nie oznacza to oczywiście, że sprawa Borszowskiej-Moszowskiej jest prawnie identyczna z przypadkiem Andrasa Baki. Skala i charakter zastosowanych środków są inne. Pokazuje jednak ważną zasadę: jeżeli negatywna decyzja wobec sędziego rzeczywiście byłaby reakcją na jego wypowiedzi o funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości, wchodziłaby w obszar chroniony przez Europejską Konwencję Praw Człowieka.
Nie sposób też nie zauważyć, że chodzi o konkretną szkołę wyższą – Akademię Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, założoną przez o. Tadeusza Rydzyka. AKSiM jest uczelnią kojarzoną ze środowiskiem konserwatywnym, Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Jej rektorem-założycielem pozostaje o. Tadeusz Rydzyk, a obecnym rektorem jest o. Zdzisław Klafka.
Nie przedstawiono jednak dowodu, że właśnie profil ideowy uczelni był podstawą sprzeciwu prezesa. Jeżeli sędzia spełnia wymogi ustawowe i działalność akademicka nie koliduje z jej obowiązkami, sam fakt prowadzenia wykładów na katolickiej uczelni nie powinien być traktowany gorzej niż dydaktyka na jakiejkolwiek innej legalnie działającej szkole wyższej. W przeciwnym razie pojawiłby się bardzo niebezpieczny precedens: akceptowalność działalności naukowej sędziego zaczęłaby zależeć od światopoglądowej reputacji miejsca, w którym chce wykładać.
Borszowska-Moszowska zapowiada dalszą walkę prawną. Chce podjąć działania na gruncie konstytucyjnym i skierować sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Deklaruje również, że nie zamierza rezygnować z działalności edukacyjnej. I trudno odmówić jej prawa do domagania się niezależnej oceny tej decyzji.
Prezes sądu ma ustawowe narzędzia pozwalające reagować wtedy, gdy dodatkowa praca rzeczywiście koliduje z obowiązkami sędziego. Tak poważna kompetencja nie może jednak stawać się narzędziem dyscyplinowania sędziego za poglądy czy udział w debacie o stanie wymiaru sprawiedliwości. Czy właśnie z tym mamy do czynienia w Świdnicy – ostatecznie wymaga ustalenia faktów. Nie można tego dziś przedstawiać jako rozstrzygniętego.
Naszym zdaniem argumenty Borszowskiej-Moszowskiej zasługują na bardzo poważne potraktowanie. Prawo wyraźnie dopuszcza działalność dydaktyczną sędziów. ETPC chroni ich prawo do udziału w debacie o sądownictwie. Sama sędzia twierdzi zaś, że przed wydaniem sprzeciwu usłyszała od prezesa jednoznaczny komunikat łączący możliwość wykładania z zaprzestaniem jej publicznej aktywności.
Jeżeli prezes Sądu Okręgowego uważa, że wyłącznym powodem jego decyzji były zaległości orzecznicze, najlepszą odpowiedzią byłoby możliwie pełne i przejrzyste wykazanie tego na danych, a nie pozostawienie sprawy na poziomie wzajemnych oskarżeń. Bo w tym sporze stawką nie jest wyłącznie kilka godzin wykładów w Toruniu.
Stawką jest pytanie, czy sędzia może publicznie krytykować działania władz i zmiany w wymiarze sprawiedliwości bez obawy, że administracyjne decyzje jego przełożonych staną się ceną za wypowiadane poglądy. Jeżeli sprawa rzeczywiście trafi do Strasburga, odpowiedź może mieć znaczenie daleko wykraczające poza Świdnicę i Akademię Kultury Społecznej i Medialnej.















