Obraz, który od kilku dni można zobaczyć nad Jeziorem Pilchowickim i rzeką Bóbr, dla wielu jest wstrząsający. Dziesiątki tysięcy śniętych ryb, zalegające przy brzegach martwe zwierzęta i dramatyczne relacje mieszkańców oraz wędkarzy. Wszystko to jest skutkiem opróżniania zbiornika Pilchowickiego przed remontem zabytkowej zapory.
Nikt nie kwestionuje konieczności modernizacji obiektu, który pełni ważną funkcję przeciwpowodziową. Coraz więcej osób pyta jednak, czy naprawdę nie można było zrobić więcej, aby ograniczyć skalę śmierci ryb.
Sam inwestor nie ukrywa, że całkowitego odłowienia ryb nie udało się przeprowadzić.
Przy takiej skali działania nie ma możliwości, żeby wszystkie ryby zostały ze zbiornika odłowione
– przyznał Jacek Bieńkowski, kierujący projektem modernizacji.
Na ratunek rybom ruszyli przede wszystkim… wędkarze. To oni własnym sprzętem i własnymi siłami próbowali odławiać ocalałe okazy i przenosić je do bezpieczniejszych miejsc. Jednocześnie alarmowali, że skala strat jest ogromna i może oznaczać katastrofalne skutki dla lokalnego ekosystemu.
Trudno nie zauważyć kontrastu z wydarzeniami z 2022 roku, kiedy masowe śnięcie ryb w Odrze wywołało ogólnopolską debatę. Wówczas przez wiele tygodni media i politycy alarmowali o ekologicznej katastrofie, pojawiały się spekulacje dotyczące obecności rtęci, a organizacje ekologiczne prowadziły liczne konferencje prasowe i akcje protestacyjne.
Co więcej, właśnie wtedy wędkarze byli przedstawiani jako jedna z najbardziej wiarygodnych grup monitorujących sytuację na rzece. Ich relacje stanowiły podstawę wielu publikacji medialnych, a ówczesna opozycja – tworząca dziś rząd – wielokrotnie powoływała się na ich obserwacje jako rzetelne źródło informacji.
Dziś ci sami wędkarze alarmują o masowym śnięciu ryb w Jeziorze Pilchowickim. Tym razem jednak ich głos zdaje się wybrzmiewać znacznie ciszej.
Rodzi to pytania, dlaczego tragedia rozgrywająca się na Bobrze nie wywołuje porównywalnej reakcji opinii publicznej. Gdzie są organizacje ekologiczne, które jeszcze kilka lat temu niemal codziennie organizowały konferencje prasowe? Dlaczego nie słychać równie stanowczych apeli o wyjaśnienie okoliczności tej katastrofy?
Nie oznacza to oczywiście, że przyczyny obu zdarzeń są identyczne. W przypadku Odry mówiono o możliwym skażeniu rzeki, natomiast w Pilchowicach śnięcie ryb jest związane z opróżnianiem zbiornika przed inwestycją hydrotechniczną. Jednak z punktu widzenia przyrody efekt jest podobny – giną dziesiątki tysięcy ryb, a lokalny ekosystem ponosi ogromne straty.
Dlatego wielu mieszkańców i wędkarzy oczekuje dziś nie tylko deklaracji o przyszłym zarybieniu zbiornika po zakończeniu remontu, ale także rzetelnej odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście zrobiono wszystko, aby ograniczyć skalę tej katastrofy. I dlaczego głos ludzi, którzy jeszcze niedawno byli uznawani za wiarygodnych strażników stanu polskich wód, dziś wydaje się być ignorowany.















