Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zakończył jeden z najważniejszych etapów tzw. afery kłodzkiej. Przemysław L. prawomocnie spędzi 25 lat w więzieniu. Sąd zdecydował ponadto, że kara ma być wykonywana w systemie terapeutycznym dla sprawców przestępstw seksualnych, a możliwość ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie pojawi się dopiero po odbyciu 20 lat kary.
Orzeczenie jest już prawomocne. Zwykłe środki odwoławcze nie przysługują; możliwa pozostaje kasacja do Sądu Najwyższego na zasadach określonych w procedurze karnej. Sąd nie ograniczył się przy tym do prostego utrzymania wcześniejszego rozstrzygnięcia. Podwyższył część kar jednostkowych, w tym jedną do 8 lat, inną do 12 lat, a także zwiększył część świadczeń na rzecz pokrzywdzonych.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie, które będzie wracało po prawomocnym wyroku Przemysława L. Była działaczka Platformy Obywatelskiej została w marcu nieprawomocnie skazana na 6,5 roku więzienia m.in. za nieudzielenie pomocy córce, która doświadczała przemocy seksualnej ze strony Przemysława L., oraz za czyn kwalifikowany na podstawie ustawy o ochronie zwierząt. Sama domaga się w apelacji uniewinnienia. Prokuratura również zaskarżyła wyrok, uznając karę za zbyt łagodną i domagając się 18 lat pozbawienia wolności.
Problem w tym, że – w przeciwieństwie do sprawy jej męża – termin rozprawy apelacyjnej Kamili W. nadal nie został publicznie ogłoszony. Jeszcze we wrześniu służby prasowe Sądu Apelacyjnego przekazywały, że termin ma zostać wyznaczony dopiero w październiku, a sama rozprawa może odbyć się w listopadzie. Na moment publikacji nie pojawiła się publicznie dostępna informacja o konkretnej dacie rozprawy.
Polityczny wymiar sprawy nie wynika z tego, że Przemysław L. był politykiem – nie był członkiem Platformy Obywatelskiej. Wynika z działalności jego żony. Kamila W. przez lata należała do lokalnych struktur PO. W latach 2017–2021 była wiceprzewodniczącą koła Platformy w Kłodzku, a w 2018 roku kandydowała z list tej partii do Rady Powiatu Kłodzkiego. Pierwsze zarzuty karne usłyszała 12 czerwca 2023 roku. Dotyczyły wówczas czynów związanych ze zwierzętami. Mimo tego jesienią 2023 roku uczestniczyła w kampanii parlamentarnej PO, fotografowała się z politykami ugrupowania, a na początku 2024 roku powierzono jej funkcję pełnomocnika wyborczego lokalnego komitetu Platformy w wyborach samorządowych. To właśnie ta chronologia pozostaje jednym z najtrudniejszych pytań dla lokalnych struktur partii.
Przedstawiciele Platformy konsekwentnie twierdzą, że nie wiedzieli o zarzutach wobec Kamili W. Sekretarz kłodzkiego koła Aneta Łosiewicz mówiła Onetowi, że działaczka była postrzegana jako „dobra matka czwórki dzieci” i nie informowała partyjnych znajomych o problemach. Szef powiatowych struktur KO Maciej Awiżeń również utrzymywał, że partia nie miała informacji o zarzutach.
Musielibyśmy być głupi, gdyby wiedząc o zarzutach, powierzali jej jakiekolwiek funkcje, czy robili sobie wspólne zdjęcia
– mówił Onetowi.
Według relacji lokalnych działaczy Kamila W. miała dopiero 18 marca 2024 roku poinformować przedstawicieli partii, że spodziewa się dalszych zarzutów związanych ze sprawą męża. Tego samego dnia miała zostać poproszona o rezygnację.
To stanowisko PO. Jednocześnie Onet przytaczał anonimowego lokalnego działacza Platformy, który twierdził, że w Kłodzku krążyły wcześniej informacje, iż Kamila W. może nie być jedynie ofiarą sytuacji rodzinnej. To relacja anonimowego źródła, a nie ustalenie organów ścigania dotyczące wiedzy władz partii. Onet
Najwięcej emocji wywołuje postawa Moniki Wielichowskiej, jednej z najważniejszych osób Platformy Obywatelskiej na Dolnym Śląsku: wicemarszałek Sejmu, zastępczyni sekretarza generalnego PO i zastępczyni przewodniczącego dolnośląskich struktur partii. Sama przedstawia się również jako polityczka silnie związana z powiatem kłodzkim. Kamila W. uczestniczyła w kampaniach lokalnej Platformy i pojawiała się na fotografiach z Wielichowską oraz innymi politykami ugrupowania.
2 kwietnia Wielichowska wydała lakoniczne oświadczenie, w którym zaprzeczyła, jakoby pomagała Kamilie W. lub osobom związanym ze sprawą. Podkreślała, że nie łączyły ich relacje prywatne i że stała się obiektem – jak to określiła – politycznej kampanii nienawiści. Do tego oświadczenia odwoływała się ponownie w lipcu, gdy PiS próbował doprowadzić do jej odwołania z funkcji wicemarszałka Sejmu. Jednocześnie po wydaniu oświadczenia w mediach wielokrotnie pojawiały się informacje, że Wielichowska nie chciała odpowiadać na dalsze szczegółowe pytania dotyczące swojej wiedzy o sytuacji Kamili W. i relacji z lokalnymi strukturami.
Przemysław L. został już prawomocnie skazany. Sąd wymierzył mu 25 lat pozbawienia wolności, z możliwością starania się o warunkowe zwolnienie dopiero po 20 latach. Kara będzie odbywana w systemie terapeutycznym.
Ale drugi proces odwoławczy – dotyczący Kamili W. – dopiero czeka na rozpoczęcie. I właśnie dlatego polityczne pytania pozostają aktualne. Dlaczego osoba z zarzutami pozostawała aktywna w strukturach Platformy? Kiedy dokładnie o zarzutach dowiedzieli się lokalni liderzy? Dlaczego powierzono jej odpowiedzialną funkcję wyborczą? Jakie wyjaśnienia otrzymały centralne władze PO po interwencji Donalda Tuska? I dlaczego pół roku po nieprawomocnym wyroku Kamili W. wciąż nie znamy nawet daty jej rozprawy apelacyjnej?
Odpowiedź „nie wiedzieliśmy” może być prawdziwa. Nie jest jednak odpowiedzią na każde z tych pytań. Tak samo jak polityczne znajomości Kamili W. nie są dowodem wpływania na wymiar sprawiedliwości, brak takich dowodów nie zwalnia polityków pełniących wysokie funkcje publiczne z wyjaśnienia własnej wiedzy i decyzji podejmowanych wewnątrz ich środowiska. Prawomocny wyrok Przemysława L. zamknął jego drogę zwykłego odwołania. Nie zamknął jednak afery kłodzkiej – ani sądowo, ani politycznie.















