„Melduję wykonanie zadania” – tymi słowami Magdalena Ogórek podsumowała trzy lata pracy nad Muzeum Sztuki Zagrabionej. Placówkę otwarto 30 września w niewielkich Sulisławicach w powiecie ząbkowickim. W inauguracji uczestniczyło około stu osób, przede wszystkim mieszkańców regionu. Było przecięcie biało-czerwonej wstęgi, poświęcenie muzeum, wspólna modlitwa, orkiestra i przygotowany na uroczystość poczęstunek.
Muzeum prowadzi założona przez Ogórek w 2017 roku Polish Lost Art Foundation – Fundacja Polskiej Sztuki Utraconej. Według założycielki jest to pierwsza w Polsce placówka w całości poświęcona systemowej grabieży polskich dzieł sztuki podczas II wojny światowej. Tę deklarację należy traktować jako stanowisko twórców muzeum – nie ma oficjalnego państwowego rejestru pozwalającego jednoznacznie potwierdzić takie pierwszeństwo.
Temat, któremu poświęcono muzeum, dotyczy jednej z największych strat poniesionych przez Polskę podczas II wojny światowej. Ministerstwo Kultury podaje, że Polska utraciła wskutek wojny ponad pół miliona dzieł sztuki, a prowadzona obecnie baza strat wojennych zawiera około 70 tys. rekordów. Do macierzystych zbiorów udało się dotychczas odzyskać niemal 800 obiektów.
Niemiecka grabież nie była przy tym zbiorem przypadkowych kradzieży. Resort kultury opisuje ją jako systematyczną i wcześniej zaplanowaną akcję, w ramach której najcenniejsze polskie zabytki katalogowano, przejmowano i wywożono. Około 30 proc. obiektów ujętych w jednym z najważniejszych okupacyjnych katalogów do dziś pozostaje nieodnalezionych.
Według raportu dotyczącego polskich strat wojennych szkody w samej kulturze i sztuce, wraz ze zniszczeniami zabytków i obiektów sakralnych, oszacowano na co najmniej 51,878 mld zł według metodologii raportu z 2022 roku.
Lokalizacja nie jest przypadkowa. Ogórek wskazuje na związek Dolnego Śląska z ostatnimi miesiącami wojny, gdy najcenniejsze dzieła z polskich kolekcji wywożono z Krakowa przed zbliżającym się frontem. Wśród nich znajdowały się m.in. „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci, „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta oraz zaginiony do dziś „Portret młodzieńca” Rafaela. Według przedstawianej przez twórców muzeum rekonstrukcji losów zbiorów transport trafił w 1945 roku na Dolny Śląsk, w okolice Sichowa i Morawy. To właśnie bliskością miejsc związanych z wojennymi losami polskich zbiorów Ogórek tłumaczy wybór Sulisławic.
Dolny Śląsk zasługuje na muzeum, które przyciągnie pasjonatów historii II wojny światowej
– argumentowała wcześniej.
Centralnym elementem muzeum jest duża, multimedialna wystawa. Zwiedzanie rozpoczyna się od przedwojennego Lwowa. Częścią ekspozycji jest rekonstrukcja lwowskiego mieszkania, mająca wprowadzić odbiorcę w świat polskiego dziedzictwa sprzed wojennej katastrofy.
Zaczynamy w przedwojennym Lwowie, wchodzimy na wystawę stałą, żeby wyjść z poczuciem ogromnej straty. Z poczuciem, że Niemcy uderzyli w nasz fundament narodowy
– mówiła podczas otwarcia Magdalena Ogórek.
Osobną częścią jest tzw. „ściana niesprawiedliwości”, prezentująca osoby uczestniczące w grabieży polskich zbiorów. Ekspozycja przedstawia też sylwetki muzealników, profesorów i innych osób, które podczas okupacji próbowały chronić dzieła kultury.
W muzeum można poznać również historie najcenniejszych obiektów związanych z wojennym rabunkiem, w tym dzieł Leonarda da Vinci, Rafaela czy Rembrandta. Oryginałów tych arcydzieł w Sulisławicach oczywiście nie ma. W przypadku obiektów stanowiących element narracji wykorzystano reprodukcje i materiały multimedialne.
Nie oznacza to jednak, że cała ekspozycja składa się z kopii. Według informacji samego muzeum na wystawie znajdują się oryginalne obrazy i meble z XIX i XX wieku, a także dokumenty i publikacje z okresu 1939–1945. Znaczna część tych obiektów jest prywatnym depozytem Magdaleny Ogórek. Jednym z prezentowanych dzieł jest obraz „Św. Jan” Wlastimila Hofmana z 1951 roku. Punktem wyjścia do przygotowania wystawy były natomiast materiały archiwalne zgromadzone przez Ogórek podczas pracy nad książką „Lista Wächtera. Generał SS, który ograbił Kraków”.
Otwarcie miało również lokalny wymiar. Burmistrz Ząbkowic Śląskich Marcin Orzeszek podkreślał, że powstanie tak wyspecjalizowanej placówki w niewielkiej miejscowości może być ważnym elementem promocji całej gminy. Podobnie wypowiadali się mieszkańcy Sulisławic. Była sołtys Irena Piotrowska mówiła, że muzeum już wpłynęło na miejscowość – m.in. poprzez remont drogi przygotowujący wieś na większą liczbę odwiedzających.
Historia budowy muzeum ma jednak również drugą stronę. Ogórek poinformowała podczas inauguracji, że kontrola Urzędu Celno-Skarbowego trwa już około 3,5 roku. Według jej relacji spór dotyczy m.in. sposobu kwalifikowania budynku. Założycielka muzeum twierdzi, że administracja skarbowa traktuje obiekt jak przestrzeń biurową, co może mieć konsekwencje podatkowe.
Urząd Celno-Skarbowy udaje, że jesteśmy w biurze, że jesteśmy w biurowcu, a nie w muzeum. To jest taka sztuczna figura, żeby spróbować temu miejscu naliczyć podatek
– mówiła podczas otwarcia.
To jednak stanowisko Magdaleny Ogórek. Administracja skarbowa nie potwierdziła takiej interpretacji sprawy publicznie. Izba Administracji Skarbowej we Wrocławiu, pytana przez dziennikarzy o kontrolę, odmówiła przekazania szczegółów, powołując się na ustawową tajemnicę skarbową. Nie można więc na podstawie dostępnych informacji rozstrzygnąć, czy argumentacja przedstawiana przez Ogórek odpowiada pełnemu stanowisku organu podatkowego.
Osobnym wątkiem jest postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Świdnicy. Śledztwo dotyczy podejrzenia doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w związku z trzema darowiznami przekazanymi Polish Lost Art Foundation przez Fundację Orlen, Fundację Energa oraz Fundację KGHM Polska Miedź.
Pieniądze miały być przeznaczone na budowę Muzeum Sztuki Zagrabionej i przygotowanie wystawy. Postępowanie wszczęto 2 kwietnia 2025 roku w Prokuraturze Rejonowej w Ząbkowicach Śląskich, a następnie przejęła je Prokuratura Okręgowa w Świdnicy. Dotyczy podejrzenia przestępstwa z art. 286 §1 w związku z art. 294 §1 Kodeksu karnego.
Kluczowe jest jednak zastrzeżenie prokuratury: śledztwo prowadzone jest „w sprawie”, a nie przeciwko Magdalenie Ogórek czy innej konkretnej osobie. Nikomu w tym postępowaniu nie przedstawiono dotychczas zarzutów. Nie ma więc podstaw do przedstawiania samego istnienia śledztwa jako dowodu na nieprawidłowości po stronie założycielki muzeum.
Muzeum przygotowało na swojej stronie specjalne odpowiedzi na pytania dotyczące finansowania inwestycji. Fundacja twierdzi, że przeważająca część pieniędzy przeznaczonych na budowę pochodziła od prywatnych osób fizycznych i prawnych, natomiast środki przekazane przez fundacje związane ze spółkami Skarbu Państwa stanowiły uzupełnienie budżetu przeznaczone na konkretne zadania. To właśnie prawidłowość wykorzystania części tych darowizn pozostaje przedmiotem postępowania prokuratorskiego. Ogórek podczas otwarcia wielokrotnie odnosiła się do kontrowersji, które towarzyszyły powstawaniu placówki.
Czuję wielką dumę i satysfakcję. Melduję wykonanie zadania. Udało się
– mówiła.
Podkreślała również, że muzeum ma być formą hołdu dla osób, które podczas okupacji ratowały polskie zbiory. I właśnie ten temat pozostaje najważniejszym elementem nowej placówki. Ponad osiem dekad po zakończeniu wojny dziesiątki tysięcy polskich strat wojennych wciąż figurują w państwowej bazie obiektów poszukiwanych, a proces ich odnajdywania i odzyskiwania trwa. Ministerstwo Kultury podkreśla, że restytucja jest prowadzona na całym świecie we współpracy z muzeami, domami aukcyjnymi i organami ścigania. Muzeum w Sulisławicach ma przypominać zarówno o skali tego rabunku, jak i o tym, że historia polskich strat wojennych nie zakończyła się w 1945 roku – część najcenniejszych dzieł nadal pozostaje zaginiona.















