Policja zatrzymała na Dolnym Śląsku 66-letniego mężczyznę podejrzewanego o przygotowywanie ataku na premiera Donalda Tuska i wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza. Służby zabezpieczyły potencjalnie niebezpieczne przedmioty i analizują internetowe kontakty zatrzymanego. Tymczasem kontrowersje wzbudza zachowanie samego szefa rządu. Choć o możliwym zamachu miał wiedzieć już około godziny 7 rano, niewiele później udał się pieszo na naradę do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, rozmawiając po drodze z dziennikarzami.
W niedzielę, 11 października, do Służby Ochrony Państwa dotarła informacja o możliwym zamachu na premiera Donalda Tuska oraz wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza. Zawiadomienie przesłała osoba, która miała znać zamiary potencjalnego sprawcy. Według ustaleń TVN24 zgłaszający nawiązał kontakt z radykalnym środowiskiem internetowym, a następnie spotkał się z mężczyzną o imieniu Krzysztof, z którym rozmawiał o dostępie do broni, nienawiści wobec rządu oraz planowanym zabójstwie masowym.
Informacje potraktowano na tyle poważnie, że minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński oraz minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak polecili natychmiastowe działania. O godzinie 11 w Centrum Antyterrorystycznym Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego odbyła się narada przedstawicieli policji, ABW i Służby Ochrony Państwa.
Sprawę traktujemy śmiertelnie poważnie
– oświadczył rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński, wskazując na duże prawdopodobieństwo realizacji gróźb.
Jeszcze tego samego dnia, około godziny 16, policjanci zatrzymali na Dolnym Śląsku mężczyznę podejrzewanego o planowanie ataku. Przeszukano jego mieszkanie, zabezpieczając przedmioty mogące stwarzać niebezpieczeństwo. Nie ujawniono jednak, o jakie konkretnie przedmioty chodzi ani czy znajdowała się wśród nich broń palna.
Według poniedziałkowych ustaleń reportera RMF FM Krzysztofa Zasady zatrzymany ma 66 lat. Noc spędził we wrocławskiej izbie zatrzymań, a 12 października rozpoczęto jego transport do Warszawy. Ze względu na stan zdrowia mężczyzny przewiezienie wymagało zgody lekarza.
Funkcjonariusze zabezpieczają elektroniczne nośniki danych, analizują korespondencję i sprawdzają internetową aktywność zatrzymanego. Minister Kierwiński ujawnił, że mężczyzna utrzymywał kontakty z osobami należącymi do radykalnych środowisk, posługiwał się językiem nienawiści i nawoływał do przemocy. Według RMF FM jest zdecydowanym przeciwnikiem obecnej władzy.
Śledczy nie przesądzili jeszcze o ostatecznej kwalifikacji prawnej czynu. Jednym z rozważanych wariantów jest przygotowanie zabójstwa, zagrożone karą do 15 lat pozbawienia wolności. Na obecnym etapie nie potwierdzono publicznie, aby zatrzymanemu przedstawiono taki zarzut.
Największe pytania dotyczą jednak chronologii niedzielnego poranka i zachowania samego Donalda Tuska. Jak informował rzecznik rządu Adam Szłapka, premier oraz szef MON zostali powiadomieni o możliwym zamachu około godziny 7 rano. Mimo to niedługo później Donald Tusk udał się pieszo ze swojej rezydencji do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, gdzie na godzinę 8.30 zaplanowano odprawę dotyczącą aktów przemocy w polskich szkołach.
Premier pokonał trasę w przestrzeni publicznej, rozmawiając po drodze z dziennikarzami. Towarzyszyli mu funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa oraz rzecznik rządu.
Dziennikarz Bartosz Godusławski relacjonował w mediach społecznościowych, że spotkał szefa rządu około godziny 8.05 na ulicy Belwederskiej. Według jego relacji premierowi towarzyszyło kilku funkcjonariuszy SOP, jednak reporter mógł przebiec w odległości około metra od chronionego polityka, nie będąc zatrzymanym przez ochronę.
W kontekście oficjalnych ostrzeżeń o możliwości zamachu okoliczność ta wywołała pytania o zasadność porannego spaceru. Dziennikarze zapytali rzecznika służb Jacka Dobrzyńskiego, czy zachowanie premiera nie było nieodpowiedzialne. Ten odpowiedział, że Donaldowi Tuskowi towarzyszyła ochrona, podkreślając, że nie dostrzega w tej sytuacji problemu.
Takie wyjaśnienie nie rozstrzyga jednak najważniejszej kwestii: czy w sytuacji, którą służby określały jako śmiertelnie poważną, piesze przemieszczanie się szefa rządu było rozwiązaniem odpowiednio bezpiecznym?
Nie wiadomo, czy decyzja o spacerze została wcześniej uzgodniona z funkcjonariuszami SOP i czy po otrzymaniu ostrzeżenia zastosowano dodatkowe środki ostrożności. Nie ma również dowodów, że premier naruszył obowiązujące procedury. Sama obecność ochrony nie wyjaśnia jednak, dlaczego w takich okolicznościach zdecydowano się na publiczne przejście.
Szef rządu nie jest bowiem wyłącznie osobą prywatną, która może samodzielnie decydować o podejmowanym ryzyku. Jego bezpieczeństwo ma znaczenie dla ciągłości funkcjonowania państwa. Dlatego pytania o ocenę zagrożenia i zasadność podjętych decyzji nie powinny być zbywane wyłącznie zapewnieniem, że premierowi towarzyszyli funkcjonariusze.
Co więcej, Donald Tusk już wcześniej był ostrzegany przed możliwością zamachu. W grudniu 2022 roku, będąc liderem Platformy Obywatelskiej, informował, że policja przekazała mu ostrzeżenie o konkretnym i realnym zagrożeniu. Wówczas wystąpił o ochronę SOP, którą otrzymał jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Wątpliwości dotyczą także sposobu informowania opinii publicznej o możliwym zamachu. Informacje o zagrożeniu zostały nagłośnione jeszcze przed zatrzymaniem podejrzewanego.
Były prezydent Andrzej Duda, komentując wydarzenia w Polsat News, przypomniał, że podczas sprawowania urzędu sam wielokrotnie otrzymywał groźby śmierci. Przyznał, że tego rodzaju informacje zawsze wymagają weryfikacji przez odpowiednie służby, zakwestionował jednak skalę medialnego rozgłosu. Duda zasugerował, że nagłośnienie zagrożenia wobec premiera może odwracać uwagę od problemów rządu z zapewnieniem bezpieczeństwa w szkołach, gdzie w ostatnich dniach doszło do poważnych aktów przemocy.
To polityczna ocena byłego prezydenta, a nie potwierdzony cel działań rządu. Nie przedstawiono dowodów wskazujących, że informację o groźbach celowo wykorzystano do przykrycia innych wydarzeń. Przedstawiciele służb tłumaczyli natomiast, że podanie informacji do wiadomości publicznej miało przeciwdziałać spekulacjom i rozprzestrzenianiu się niesprawdzonych doniesień. Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka wskazywała na potrzebę przekazywania obywatelom informacji z oficjalnych, zweryfikowanych źródeł.
Pozostaje jednak pytanie o właściwe proporcje między potrzebą informowania społeczeństwa a zachowaniem powściągliwości w trakcie prowadzenia działań operacyjnych. Zatrzymanie 66-latka stanowi ważny rezultat działań policji i służb specjalnych. Nadal nie wiadomo jednak, jak zaawansowane były przygotowania do ewentualnego ataku.
Nie potwierdzono publicznie, czy podejrzewany posiadał broń palną, czy miał konkretny plan działania ani czy współpracował z innymi osobami. Minister Kierwiński zaznaczył również, że choć badane są różne hipotezy, na obecnym etapie nie ma podstaw do stwierdzenia, że sprawa była inspirowana przez zagraniczne służby.
Groźby wobec przedstawicieli władz, niezależnie od ich przynależności partyjnej, wymagają zdecydowanej reakcji państwa. Ewentualna próba zamachu na premiera lub ministra obrony narodowej byłaby zagrożeniem nie tylko dla konkretnych polityków, ale również dla bezpieczeństwa całego kraju.
Równocześnie poważne ostrzeżenia powinny skłaniać do szczególnej ostrożności także osoby, których dotyczą. Niedzielne zachowanie Donalda Tuska pozostawia zatem pytanie, na które dotychczas nie udzielono publicznie jednoznacznej odpowiedzi: dlaczego premier, poinformowany o możliwym zamachu i chroniony przez państwowe służby, zdecydował się na pieszą drogę na naradę, zamiast skorzystać z innego sposobu przemieszczania się?















