Przyszłość trwającego od 25 lat partnerstwa Wrocławia i Lwowa staje pod znakiem zapytania. Do wrocławskiego ratusza wpłynęła petycja domagająca się natychmiastowego zakończenia współpracy z ukraińskim miastem. Autorzy dokumentu zarzucają lwowskim władzom gloryfikowanie postaci i formacji odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach. Przewodnicząca Rady Miejskiej Wrocławia Agnieszka Rybczak zwróciła się do prezydenta Jacka Sutryka o przedstawienie stanowiska w tej sprawie do końca listopada. Ostatecznie petycją zajmą się radni. Tymczasem podobne decyzje podjęły już władze Przemyśla i województwa lubelskiego.
Spór o politykę historyczną ukraińskich samorządów przybiera coraz poważniejsze rozmiary. Po październikowej decyzji Lwowskiej Rady Obwodowej o ustanowieniu 2027 roku rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii i jej dowódcy Romana Szuchewycza kolejne polskie samorządy zaczęły kwestionować zasadność utrzymywania dotychczasowej współpracy z ukraińskimi partnerami.
Kontrowersje nie ominęły Wrocławia, który ze Lwowem łączą szczególne więzi historyczne, kulturalne i społeczne. Teraz do Rady Miejskiej trafił formalny wniosek dotyczący zakończenia partnerstwa między miastami. Z żądaniem natychmiastowego zerwania współpracy partnerskiej wystąpiło Stowarzyszenie Stronnictwo Polskie, reprezentujące środowisko narodowo-konserwatywne.
W Biuletynie Informacji Publicznej Urzędu Miejskiego Wrocławia opublikowano petycje dotyczące zakończenia partnerstwa ze Lwowem, zarejestrowane pod numerami 60/2026 oraz 63/2026. Oba dokumenty wpłynęły 26 października i pozostają w trakcie rozpatrywania.
W związku z otrzymanym wnioskiem przewodnicząca Rady Miejskiej Wrocławia Agnieszka Rybczak wystąpiła do prezydenta Jacka Sutryka o przedstawienie jego stanowiska do końca listopada. Następnie sprawą ma zająć się Komisja Skarg, Wniosków i Petycji, a ostatecznie cała Rada Miejska. Procedura rozpatrzenia petycji powinna zakończyć się najpóźniej 26 stycznia 2027 roku.
Autorzy petycji przekonują, że dalsze utrzymywanie oficjalnych relacji partnerskich z władzami Lwowa jest nie do pogodzenia z polską pamięcią historyczną. W dokumencie wskazują na wieloletnie upamiętnianie przez lwowskie środowiska samorządowe i polityczne postaci związanych z ukraińskim nacjonalizmem.
Szczególne miejsce w argumentacji zajmują Stepan Bandera i Roman Szuchewycz, których nazwiska pozostają nierozerwalnie związane z historią Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Autorzy petycji przywołują między innymi nadawanie honorowych tytułów, obecność pomników oraz inicjatywy upamiętniające przedstawicieli ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego.
Krytycznie odnoszą się także do sposobu honorowania Iryny Farion, ukraińskiej polityk i działaczki nacjonalistycznej, której wypowiedzi dotyczące historii oraz przynależności państwowej niektórych polskich ziem budziły w Polsce sprzeciw.
W ocenie wnioskodawców nie chodzi zatem o pojedynczą kontrowersyjną uchwałę, lecz o szerszy kierunek polityki pamięci prowadzonej przez część ukraińskich elit. Autorzy dokumentu uważają, że utrzymywanie oficjalnego partnerstwa z miastem, w którym honoruje się osoby związane z formacjami odpowiedzialnymi za mordy na polskiej ludności cywilnej, wymaga zasadniczej rewizji.
Jednym z najpoważniejszych zarzutów zawartych w petycji jest sposób zorganizowania uroczystości pogrzebowych Zenona Wrublewskiego. Mężczyzna zmarł 1 października 2026 roku w wieku 99 lat. W młodości służył w 14. Dywizji Grenadierów Waffen-SS „Galizien”, a następnie był związany z podziemiem OUN i UPA. Jego uroczysty pogrzeb odbył się 3 października we Lwowie.
Po nabożeństwie w kościele garnizonowym świętych Apostołów Piotra i Pawła przed lwowskim ratuszem zorganizowano oficjalną miejską ceremonię pożegnania. Następnie Wrublewskiego pochowano na Cmentarzu Łyczakowskim. W uroczystościach uczestniczyli przedstawiciele organizacji kombatanckich, samorządowcy, wojskowi i mieszkańcy miasta.
Fakt zorganizowania ceremonii przed ratuszem potwierdziły również ukraińskie media oraz oficjalny komunikat Lwowskiej Rady Obwodowej. Autorzy petycji uznają takie uhonorowanie byłego członka dywizji Waffen-SS za kolejny dowód niewłaściwego, ich zdaniem, kierunku polityki historycznej ukraińskich władz.
Warto zaznaczyć, że sama służba Wrublewskiego w tej formacji nie stanowi dowodu jego indywidualnego udziału w konkretnych zbrodniach wojennych. Kontrowersje dotyczą przede wszystkim oficjalnego charakteru uroczystości i sposobu przedstawiania jego działalności.
Bezpośrednim impulsem do zaostrzenia sporu stały się wydarzenia z 20 października. Tego dnia Lwowska Rada Obwodowa przyjęła uchwały przewidujące ustanowienie 2027 roku rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz Romana Szuchewycza.
Decyzja wywołała stanowczą reakcję w Polsce. UPA i OUN ponoszą odpowiedzialność za masowe mordy na polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943–1945. Zbrodnie te zostały przez polski Sejm uznane za ludobójstwo.
Roman Szuchewycz od 1943 roku kierował UPA, w okresie gdy jej oddziały prowadziły akcje wymierzone w polskich mieszkańców dawnych Kresów Wschodnich. Istotne jest jednak rozróżnienie kompetencji samorządowych. Kontrowersyjne uchwały podjęła Lwowska Rada Obwodowa, będąca odpowiednikiem polskiego sejmiku wojewódzkiego, a nie Rada Miejska Lwowa.
Władze miasta nie odpowiadają więc formalnie za przyjęcie tych dokumentów. Polscy samorządowcy oczekują jednak, że mer Andrij Sadowy oraz lwowscy radni miejscy jednoznacznie odniosą się do ich treści. Co więcej, najnowsze doniesienia wskazują, że sporne uchwały mogły zostać zatrzymane przed wejściem w życie.
28 października Wirtualna Polska poinformowała, że na stronie Lwowskiej Rady Obwodowej opublikowano inne uchwały z sesji 20 października, natomiast dokumentów dotyczących UPA i Szuchewycza wśród nich nie było. Według informacji przekazanych przez stronę ukraińską uchwały nie zostały podpisane i nie weszły w życie. Nie zmienia to faktu, że samo ich przyjęcie wywołało poważny kryzys w relacjach z polskimi samorządami.
Wrocławska Rada Miejska zajmowała się tą sprawą już 22 października. Z inicjatywy klubu Prawa i Sprawiedliwości przygotowano apel do władz ukraińskich, w którym wyrażono stanowczy sprzeciw wobec gloryfikowania UPA i Romana Szuchewycza. Projekt uzyskał jednogłośne poparcie wszystkich ugrupowań reprezentowanych w Radzie Miejskiej oraz radnych niezrzeszonych.
Była to sytuacja szczególna, ponieważ inicjatywa opozycyjnego klubu PiS zyskała poparcie również środowisk politycznych współtworzących większość wrocławskiego samorządu. Radni zaapelowali do Lwowskiej Rady Obwodowej o wycofanie kontrowersyjnych uchwał, a do mera i Rady Miejskiej Lwowa o zajęcie jednoznacznego stanowiska.
Zwrócili się również do prezydenta Wrocławia o przekazanie apelu stronie ukraińskiej i powstrzymanie udziału przedstawicieli miasta w ewentualnych obchodach poświęconych UPA i Szuchewyczowi. Przewodniczący klubu PiS Łukasz Kasztelowicz zapowiedział wówczas, że w przypadku braku odpowiedniej reakcji ze strony Lwowa jego klub wystąpi z wnioskiem o zakończenie współpracy partnerskiej. Teraz podobne żądanie zostało już formalnie skierowane do Rady Miejskiej przez środowisko społeczne.
Wrocław nie jest jedynym polskim samorządem, który znalazł się w obliczu konieczności odniesienia się do działań ukraińskich władz regionalnych. 27 października radni Przemyśla jednogłośnie zdecydowali o zawieszeniu współpracy partnerskiej ze Lwowem.
Decyzję uzasadniono sprzeciwem wobec honorowania organizacji i postaci odpowiedzialnych za zbrodnie popełnione na polskiej ludności cywilnej. Prezydent Przemyśla Wojciech Bakun podkreślił, że dalsze relacje samorządowe powinny zależeć od jednoznacznego stanowiska ukraińskich partnerów wobec gloryfikowania tego rodzaju formacji.
Tego samego dnia Sejmik Województwa Lubelskiego podjął decyzję o zerwaniu współpracy z obwodem lwowskim. W tym przypadku uchwałę poparło wszystkich 30 radnych uczestniczących w głosowaniu.
Są to jednak dwie różne sytuacje. Przemyśl zawiesił współpracę z miastem Lwów, natomiast województwo lubelskie zakończyło współpracę z władzami całego obwodu lwowskiego. Wrocławscy radni będą musieli rozstrzygnąć, jakie stanowisko zająć wobec własnego miasta partnerskiego.
Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk już wcześniej odniósł się krytycznie do decyzji Lwowskiej Rady Obwodowej. W oświadczeniu z 21 października uznał honorowanie formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków oraz jej dowódcy za moralnie niedopuszczalne. Jednocześnie podkreślił, że Wrocław nie zamierza rezygnować ze wsparcia dla Ukrainy, która od lutego 2022 roku odpiera pełnoskalową rosyjską agresję.
Stanowisko magistratu opiera się na rozróżnieniu pomiędzy sprzeciwem wobec określonych działań ukraińskich polityków a współpracą z mieszkańcami partnerskiego miasta. Władze Wrocławia wskazują również na konkretne projekty pomocowe i społeczne realizowane we współpracy ze Lwowem.
W styczniu 2026 roku, gdy środowiska narodowe po raz pierwszy w tym roku domagały się zerwania partnerstwa, przedstawiciel magistratu Tomasz Sikora zdecydowanie odrzucał taki postulat. Obecnie sytuacja jest jednak inna. Po jednomyślnym apelu Rady Miejskiej i złożeniu formalnej petycji prezydent będzie musiał ponownie przedstawić swoje stanowisko. Nie jest przy tym przesądzone, że sam sprzeciw wobec gloryfikowania UPA doprowadzi do poparcia wniosku o całkowite zerwanie partnerstwa.
Stosunki obu miast mają wymiar wykraczający poza zwykłe kontakty samorządowe. Porozumienie o współpracy partnerskiej podpisano 27 czerwca 2001 roku, jednak związki Wrocławia ze Lwowem są znacznie starsze i głębsze. Po II wojnie światowej do Wrocławia przybyły tysiące Polaków z dawnych Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej, w tym liczni mieszkańcy Lwowa.
Wśród przesiedlonych znaleźli się przedstawiciele środowisk naukowych, kulturalnych i społecznych, których dorobek w ogromnym stopniu przyczynił się do odbudowy polskiego życia we Wrocławiu. Do stolicy Dolnego Śląska trafiły również zbiory Zakładu Narodowego im. Ossolińskich oraz Panorama Racławicka.
Szczególne miejsce w pamięci wielu wrocławskich rodzin zajmuje także historia zbrodni popełnionych na polskiej ludności Wołynia i Galicji Wschodniej. To właśnie dlatego spór o upamiętnianie UPA i Romana Szuchewycza ma dla Wrocławia znaczenie nie tylko polityczne, lecz również głęboko historyczne i rodzinne.
Wielu mieszkańców miasta jest potomkami osób, które osobiście doświadczyły dramatycznych wydarzeń na Kresach lub zostały zmuszone do opuszczenia swoich rodzinnych stron. Jednocześnie Wrocław od 2022 roku udziela znaczącego wsparcia mieszkańcom Ukrainy, a współpraca ze Lwowem obejmuje również przedsięwzięcia humanitarne i społeczne. Właśnie te dwa wymiary – obowiązek pamięci historycznej oraz współczesna solidarność z Ukrainą – będą musiały zostać uwzględnione podczas rozpatrywania petycji.
Najbliższe tygodnie pokażą, jaką drogę wybiorą władze Wrocławia. Prezydent Jacek Sutryk ma czas do końca listopada na przedstawienie stanowiska wobec postulatu zakończenia współpracy partnerskiej. Później petycję rozpatrzy Komisja Skarg, Wniosków i Petycji, a ostatecznie sprawa trafi pod obrady Rady Miejskiej. Procedura powinna zostać zakończona najpóźniej 26 stycznia 2027 roku. Radni będą musieli rozważyć, czy reakcja władz Lwowa na kontrowersje związane z upamiętnianiem UPA jest wystarczająca, a także jakie skutki miałoby ewentualne zawieszenie lub zakończenie współpracy.
Pytanie nie dotyczy już wyłącznie tego, czy Wrocław potępia gloryfikowanie osób odpowiedzialnych za ludobójstwo Polaków. W tej sprawie Rada Miejska wykazała już jednomyślność. Przedmiotem kolejnej decyzji będzie to, czy samorząd zamierza wyciągnąć z tego sprzeciwu również konsekwencje dotyczące oficjalnych relacji z partnerskim miastem.
Niezależnie od przyszłego rozstrzygnięcia szczególne historyczne więzi Wrocławia i Lwowa pozostaną faktem. Najbliższe miesiące rozstrzygną jednak, czy będą one nadal rozwijane w dotychczasowej formule oficjalnego partnerstwa, czy też spór o pamięć historyczną doprowadzi do zakończenia współpracy trwającej od ćwierćwiecza.















