Śląsk Wrocław wraca do Ekstraklasy po zaledwie roku przerwy. Wrocławianie pokonali Polonię Bytom 3:1 i już na kolejkę przed końcem sezonu zapewnili sobie awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Jeszcze jesienią taki scenariusz wydawał się mało realny. Drużyna grała nierówno, gubiła punkty i sprawiała wrażenie zespołu pogubionego zarówno sportowo, jak i organizacyjnie. Dziś przy Oporowskiej znów słychać jednak hasło: „Wracamy tam, gdzie nasze miejsce”.
Na sportowy sukces ogromny wpływ miała zimowa przebudowa zespołu. Transfery Michała Mokrzyckiego oraz Lamine Ba wyraźnie odmieniły jakość gry Śląska. Jeden uporządkował środek pola, drugi stał się liderem defensywy. Kluczowa okazała się także praca trenera Ante Šimundžy, który nadał drużynie nową organizację i charakter. Wiosną Śląsk zaczął punktować regularnie, odzyskał pewność siebie i błyskawicznie ruszył w górę tabeli.
Awans cieszy kibiców, ale trudno nie zauważyć, że sukces sportowy przykrywa jednocześnie bardzo poważne pytania o przyszłość klubu i sposób jego funkcjonowania. Śląsk Wrocław należy przecież do miasta i od lat jest utrzymywany głównie z publicznych pieniędzy mieszkańców. Tymczasem wokół klubu regularnie wybuchają kolejne kontrowersje organizacyjne, finansowe i wizerunkowe.
W ostatnich miesiącach głośno było między innymi o gigantycznej karze finansowej nałożonej przez PZPN po meczu z Wisłą Kraków, sporach dotyczących kibiców oraz przeciągających się postępowaniach odwoławczych. Nawet jeśli część sankcji zostanie zmniejszona, mieszkańcy Wrocławia mogą finalnie ponosić koszty chaosu organizacyjnego i konfliktów prowadzonych przez klubowe władze.
Nie da się też uciec od szerszego kontekstu. Wrocław od lat zmaga się z realnymi problemami: kryzysem komunikacyjnym, awariami kolei, niedoinwestowanymi osiedlami, drogimi remontami czy napięciami wokół miejskich wydatków. W tej sytuacji coraz więcej mieszkańców zadaje pytanie, gdzie kończy się uzasadnione wspieranie sportu, a zaczyna kosztowny projekt budowania politycznego wizerunku za publiczne pieniądze.
Awans do Ekstraklasy jest bez wątpienia sukcesem sportowym i ogromnym powodem do radości dla kibiców. Problem w tym, że sam powrót do elity nie rozwiązuje problemów, które od lat towarzyszą funkcjonowaniu klubu. A rachunek za błędy organizacyjne, polityczne konflikty i kolejne miliony pompowane w miejski futbol ostatecznie zawsze trafia do mieszkańców Wrocławia.















