Zgorzelec traci rocznie kilkanaście milionów złotych dochodów z podatków. Powodem jest praca dużej części mieszkańców w Niemczech, gdzie odprowadzają oni podatek dochodowy. Chodzi o około 30 proc. osób aktywnych zawodowo w mieście. Tylko w sąsiedniej Saksonii pracuje ponad 20 tys. Polaków, z czego około połowa codziennie dojeżdża tam z terenów przygranicznych, w tym ze Zgorzelca.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami podatkowymi, osoby zatrudnione za granicą płacą PIT w kraju, w którym pracują. W efekcie wpływy z tego tytułu nie trafiają do polskich samorządów. Dla Zgorzelca oznacza to straty szacowane na 15–20 mln zł rocznie.
Przy budżecie miasta wynoszącym około 220 mln zł to istotna część dochodów. Władze miasta podkreślają, że to pieniądze, które mogłyby zostać przeznaczone na inwestycje, a których dziś po prostu brakuje. Samorząd zwraca uwagę, że mimo pracy za granicą mieszkańcy nadal funkcjonują po polskiej stronie. Tu mieszkają, korzystają z usług publicznych i infrastruktury, a także wydają pieniądze, zasilając budżet głównie poprzez podatki pośrednie.
Władze Zgorzelca postulują wprowadzenie mechanizmu rekompensaty dla miast przygranicznych. Jednym z rozważanych rozwiązań jest specjalna subwencja z budżetu państwa, która miałaby częściowo wyrównywać utracone dochody.
Z danych Związku Miast Polskich wynika, że w Niemczech pracuje około 100 tys. Polaków mieszkających na stałe w ojczyźnie. W Czechach pracuje w ten sposób kolejnych 50 tys. Zjawisko to w coraz większym stopniu wpływa na sytuację finansową samorządów przygranicznych.










