Po przełożeniu kluczowej sesji absolutoryjnej w dolnośląskim sejmiku konflikt pomiędzy Koalicją Obywatelską a PSL-em przeniósł się z gabinetów we Wrocławiu do partyjnych central w Warszawie. Oficjalnie chodzi o „rekonstrukcję zarządu” i nowy podział kompetencji. W praktyce jednak coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że politycy zajmują się przede wszystkim walką o wpływy i kolejne stanowiska dla swoich środowisk.
Koalicja Obywatelska domaga się zwiększenia swojej reprezentacji w zarządzie województwa. PSL i Bezpartyjni Samorządowcy nie chcą się na to zgodzić. Efektem był polityczny chaos podczas sesji sejmiku, wielogodzinne przerwy i ostateczne przełożenie głosowania nad absolutorium dla zarządu województwa na 20 maja.
Sytuacja pokazuje oderwanie czołowych polityków regionu od realnych potrzeb Dolnego Śląska. W czasie gdy mieszkańcy regionu oczekują odpowiedzi na kwestie bezpieczeństwa, infrastruktury czy afer obyczajowych i korupcyjnych, politycy KO koncentrują się przede wszystkim na personalnych układankach.
W ostatnich miesiącach Dolny Śląsk był miejscem kilku poważnych kryzysów wizerunkowych związanych ze środowiskiem Koalicji Obywatelskiej. Jednym z nich była szeroko komentowana afera pedofilsko-zoofilska w Kłodzku, w której pojawiały się pytania o polityczne powiązania i reakcję lokalnych działaczy. Drugim – ciągnąca się sprawa Jacka Sutryka i zarzutów związanych z Collegium Humanum.
Mimo ogromnych emocji społecznych i licznych pytań opinii publicznej trudno jednak dostrzec realną próbę politycznego uporządkowania sytuacji czy odbudowy zaufania mieszkańców. Zamiast tego uwagę opinii publicznej przyciągają kolejne doniesienia o negocjacjach dotyczących stanowisk, frakcyjnych rozgrywkach i partyjnych ambicjach.
Nieoficjalnie politycy KO przyznają, że sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Według medialnych ustaleń kierownictwo partii w Warszawie miało być niezadowolone z działań dolnośląskich działaczy, którzy eskalowali konflikt podczas sesji absolutoryjnej.
W tle całego sporu pojawiają się nazwiska Michała Jarosa i Grzegorza Schetyny, którzy mają zabiegać o zwiększenie wpływów swojego środowiska w regionie. Pojawiają się także spekulacje dotyczące możliwych zmian personalnych zarówno w Urzędzie Marszałkowskim, jak i w magistracie we Wrocławiu.
Coraz częściej pojawia się pytanie, czy mieszkańcy Dolnego Śląska nie stają się zakładnikami politycznych przepychanek prowadzonych wewnątrz koalicji rządzącej.
Samorządowcy PSL i Bezpartyjnych Samorządowców przekonują, że obecny zarząd działa sprawnie i realizuje rekordowe inwestycje. Ich zdaniem destabilizowanie sytuacji wyłącznie po to, by zmienić układ personalny, jest działaniem nieodpowiedzialnym.
Według nieoficjalnych informacji wszystko wskazuje na to, że 20 maja zarząd województwa ostatecznie otrzyma absolutorium i wotum zaufania. Nie oznacza to jednak końca konfliktu, który coraz mocniej pokazuje skalę napięć i ambicjonalnych sporów wewnątrz obozu rządzącego na Dolnym Śląsku.















