„Mówiąc wprost, oszukują nas” – tak Jacek Sutryk mówi o osobach mieszkających we Wrocławiu, które nie zostały ujęte w systemie opłat za odpady. Problem nie jest marginalny. Według danych wykorzystywanych przy rozliczeniach system obejmuje około 667 tys. osób, podczas gdy różne szacunki liczby ludzi rzeczywiście przebywających w mieście wskazują od blisko 788 tys. aż do około 891,5 tys. osób.
Ta różnica oznacza nie tylko problem ze ściągalnością opłat. Pojawia się również pytanie, czy przy ustalaniu nowej, znacznie wyższej stawki miasto prawidłowo oszacowało liczbę mieszkańców, którą zgodnie z ustawą rada gminy powinna brać pod uwagę.
Od 1 września podstawowa opłata za segregowane odpady wynosi we Wrocławiu 55 zł miesięcznie od mieszkańca. Dla czteroosobowej rodziny oznacza to 220 zł miesięcznie, czyli 2640 zł w ciągu roku. Uchwała została przyjęta przez Radę Miejską Wrocławia 9 lipca.
Jeżeli przyjmiemy, że tych deklaracji śmieciowych jest tam ponad 600 tysięcy, już nie wchodząc w szczegóły, a mieszka nas 850 tysięcy plus, no to widzimy, że ciągle jednak mnóstwo ludzi w tym systemie obecnych nie jest. Znaczy, mówiąc wprost, oszukuje nas
– stwierdził Jacek Sutryk.
Jak dodał, konsekwencje ponoszą pozostali mieszkańcy:
To oznacza, że po prostu wszyscy inni muszą za nich płacić.
Problem w tym, że wypowiedź prezydenta dotyka dokładnie jednej z kwestii, które pojawiły się w sporze dotyczącym sposobu wyliczenia nowej stawki. Rozbieżności są znaczne.
Według danych przywoływanych przy kalkulacji systemu opłat około 667 tys. osób jest we Wrocławiu objętych rozliczeniami dotyczącymi odpadów. W tej liczbie mieszczą się osoby wykazane w deklaracjach oraz część studentów i pracowników rozliczanych na innych zasadach.
Tymczasem eksperymentalne badanie GUS wykorzystujące tzw. „ślady życia” wskazało, że pod koniec 2025 roku we Wrocławiu faktycznie przebywało 787 726 osób. To aż o około 115 tys. więcej niż wynikało ze standardowego bilansu ludności. GUS zaznacza przy tym, że są to dane eksperymentalne, a nie oficjalna statystyka ludności. Jeszcze wyższą liczbą posługuje się sam Wrocław.
W przedstawionym przez prezydenta Raporcie o stanie gminy za 2025 rok znalazły się wyliczenia MPWiK, według których z miasta korzysta około 891,5 tys. osób. Urząd sam określa tę liczbę jako bardziej zbliżoną do rzeczywistej liczby użytkowników Wrocławia niż standardowe dane demograficzne. Jeżeli więc porównać około 667 tys. osób objętych systemem z szacunkami MPWiK, różnica przekracza 220 tys. osób.
Nie oznacza to automatycznie, że wszystkie te osoby powinny płacić we Wrocławiu opłatę śmieciową – poszczególne metody liczą różne kategorie użytkowników miasta, a część osób może przebywać tu czasowo. Pokazuje jednak skalę problemu, którego istnienie potwierdza sam prezydent.
To rozróżnienie jest istotne z prawnego punktu widzenia. Ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach wskazuje wprost, że ustalając wysokość stawek rada gminy bierze pod uwagę m.in. liczbę mieszkańców zamieszkujących gminę, ilość wytwarzanych odpadów oraz koszty funkcjonowania systemu.
Podobne stanowisko pojawia się w orzecznictwie sądów administracyjnych: liczba mieszkańców jest jednym z ustawowych elementów, które muszą być uwzględniane w procesie kalkulowania stawki.
Nie oznacza to jednak automatycznie, że miasto naruszyło prawo, jeśli liczba osób składających deklaracje różni się od szacowanej populacji. Kluczowe będzie to, jaką metodologię przyjęto podczas kalkulacji i czy rada dysponowała wystarczającymi danymi, aby prawidłowo ustalić wysokość opłaty.
I właśnie to ma ocenić sąd. Uchwała podnosząca opłaty trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu. Skargę złożył wrocławski prawnik Grzegorz Prigan. Zarzuca radzie m.in., że przed głosowaniem nie przedstawiono radnym kompletnej i możliwej do zweryfikowania kalkulacji, w tym jasnego sposobu ustalenia liczby mieszkańców przyjętej do wyliczenia stawki 55 zł.
W skardze wskazano również na – zdaniem jej autora – „niewyjaśnione i wzajemnie sprzeczne dane” dotyczące liczby mieszkańców i osób objętych systemem gospodarowania odpadami. Miasto argumentowało natomiast, że podwyżka jest konieczna ze względu na rosnące koszty systemu. Według materiałów przedstawionych w czasie prac nad uchwałą planowane dochody z opłat w 2026 roku miały wynieść około 469,2 mln zł, przy kosztach szacowanych na około 532,4 mln zł.
Rada Miejska nie zgodziła się z zarzutami skargi i opowiedziała się za jej oddaleniem. Teraz o legalności uchwały będzie rozstrzygał WSA.
Słowa Jacka Sutryka nie przesądzają oczywiście wyniku postępowania sądowego. Pokazują jednak wyraźnie, że władze miasta same dostrzegają dużą różnicę pomiędzy liczbą osób faktycznie mieszkających we Wrocławiu a liczbą uczestników systemu odpadowego. To stawia przed miastem dwa odrębne problemy.
Pierwszy dotyczy skuteczności pobierania opłat. Jeżeli w mieście rzeczywiście żyją dziesiątki czy nawet setki tysięcy osób, które powinny być objęte systemem, lecz nie są wykazywane w deklaracjach, ciężar finansowania systemu rzeczywiście może w większym stopniu spadać na osoby prawidłowo rozliczone.
Drugi jest jednak jeszcze poważniejszy: czy przy ustalaniu podwyżki na 55 zł miasto właściwie uwzględniło rzeczywistą liczbę mieszkańców? Samo stwierdzenie, że część ludzi „oszukuje”, nie odpowiada na to pytanie. Egzekwowanie deklaracji i należności jest bowiem jednym zagadnieniem, a metodologia wykorzystana przy uchwalaniu wysokości stawki – drugim.
Z perspektywy mieszkańców sytuacja jest szczególnie drażliwa. Od września płacą oni o ponad jedną trzecią więcej, podczas gdy prezydent otwarcie przyznaje, że znaczna grupa osób pozostaje poza systemem. Jeżeli część mieszkańców rzeczywiście unika obowiązku, miasto ma powód, by intensywniej identyfikować takie przypadki i egzekwować należności. Nie powinno się jednak z góry zakładać, że każda różnica pomiędzy szacowaną populacją a liczbą deklaracji oznacza oszustwo – część rozbieżności może wynikać z metod liczenia, czasowego pobytu czy specyfiki poszczególnych gospodarstw.
Najważniejszą kwestią w sporze o podwyżkę pozostaje coś innego: czy mieszkańcy, którzy płacą zgodnie z przepisami, otrzymali stawkę wyliczoną na podstawie prawidłowych i spójnych danych. Odpowiedź ma przynieść Wojewódzki Sąd Administracyjny. Termin rozprawy nie został jeszcze wyznaczony. Do czasu ewentualnego rozstrzygnięcia uchwała pozostaje w mocy, a wrocławianie płacą 55 zł miesięcznie od osoby.















