Zabytkowy parowóz, wagony z drugiej połowy XX wieku, salonki i restauracyjne Mitropy – 10 października na wrocławskim Dworcu Głównym pojawi się pociąg specjalny z Berlina. Przejazd przygotowano z okazji 180-lecia uruchomienia Kolei Dolnośląsko-Marchijskiej, czyli Niederschlesisch-Märkische Eisenbahn. Niemieccy organizatorzy reklamują wydarzenie jako jubileusz historycznego połączenia „Berlin – Breslau”, a polski partner sprzedaje bilety na „Berlin–Breslau Express”.
Samo przypominanie tej historii nie powinno dziwić. W połowie XIX wieku Wrocław znajdował się w granicach Królestwa Prus, a rozwój kolei należy do ważnych rozdziałów dziejów miasta. Pytanie dotyczy raczej proporcji – szczególnie w mieście, w którym w ostatnich latach coraz częściej podkreśla się właśnie niemiecki okres jego historii.
Za przejazd odpowiada niemieckie stowarzyszenie Lausitzer Dampflok Club we współpracy z polską Fundacją RailOps. Pociąg wyruszy nad ranem z Berlina. Oficjalny rozkład niemieckiego organizatora przewiduje wyjazd ze stacji Berlin-Lichtenberg o godz. 4.33 i przyjazd do Wrocławia około południa. LDC podaje obecnie godz. 12.15, podczas gdy polskie zapowiedzi mówią o przyjeździe około 12.30. Organizatorzy zastrzegają, że godziny mogą jeszcze ulec zmianie.
Trasa poprowadzi przez Cottbus, Żary, Żagań i Legnicę. Od Cottbus skład ma prowadzić parowóz BR 35 1097-1, pierwotnie oznaczony jako 23 1097, zbudowany w 1959 roku w Babelsbergu. Za lokomotywą znajdzie się 11 historycznych wagonów. Całość ma mieć około 250 metrów długości i ważyć ponad 500 ton. W składzie znajdą się wagony pasażerskie z lat 60.–80., salonki oraz wagony gastronomiczne Mitropa. Na wybranych fragmentach pociąg będzie rozpędzał się do 110 km/h.
Wrocław nie będzie jedynie punktem docelowym niemieckiego przejazdu. Po postoju na Dworcu Głównym o godz. 14.20 wyruszyć ma dodatkowy pociąg specjalny „Niedźwiadek”. Skład pojedzie odnowioną linią nr 285 w kierunku Sobótki, a następnie malowniczą trasą u podnóża Masywu Ślęży.
Przewidziano postój w Jaworzynie Śląskiej – historycznie jednym z najważniejszych węzłów kolejowych w tej części kraju. W drodze powrotnej parowóz ma jechać tendrem naprzód, a skład przejedzie także mniej dostępną dla regularnego ruchu pasażerskiego trasą przez Wrocław Gądów. Po powrocie na Dworzec Główny pociąg ma odjechać do Berlina około godz. 19.35. W ciągu całego dnia historyczny skład pokona blisko 900 kilometrów.
Jubileusz ma rzeczywiste historyczne podstawy. Towarzystwo Kolei Dolnośląsko-Marchijskiej otrzymało koncesję na budowę połączenia w 1843 roku. Już w październiku 1844 roku z Wrocławia ruszyły pociągi do Legnicy, a później kolejne fragmenty linii prowadziły przez Bolesławiec, Węgliniec, Lubsko i Gubin w kierunku Frankfurtu nad Odrą oraz Berlina. Pełne połączenie stolic Prus i Śląska funkcjonowało od 1846 roku.
We Wrocławiu funkcjonował nawet osobny Dworzec Dolnośląsko-Marchijski, wzniesiony obok Dworca Świebodzkiego. Był jednym z trzech dużych dworców, które powstały w mieście w pierwszej połowie lat 40. XIX wieku. Nie ma więc sensu udawać, że niemiecko-pruski etap historii kolei na Dolnym Śląsku nie istniał.
Wątpliwości może budzić raczej sposób, w jaki jubileusz jest komunikowany. Na oficjalnej stronie Berlina wydarzenie funkcjonuje jako „Historic-NME-Train – von Berlin über Cottbus nach Breslau (Wroclaw)”. Niemiecki organizator pisze o jubileuszu „Berlin – Breslau”. Polski RailOps sprzedaje natomiast przejazd pod nazwą „Berlin–Breslau Express”, reklamując go jako podróż historyczną magistralą „łączącą stolice Prus i Śląska”.
Można oczywiście powiedzieć: to przecież historyczna nazwa miasta i historyczny kontekst wydarzenia. Tyle że takie argumenty coraz częściej pojawiają się we Wrocławiu przy bardzo różnych przedsięwzięciach – wystawach, spacerach historycznych, wydarzeniach kulturalnych czy publikacjach. W marcu 2026 roku Muzeum Miejskie organizowało niemieckojęzyczne oprowadzanie po wystawie Gerda Stryi, artystki związanej z przedwojennym Breslau. Oficjalny miejski portal promował w tym roku także spacer „Festung Breslau – Ostatnia Twierdza”. Z kolei Centrum Historii Zajezdnia w swojej narracji świadomie wykorzystuje przemianę „niemieckiego Breslau w polski Wrocław” jako jeden z kluczowych punktów opowieści o mieście. Każde z tych przedsięwzięć z osobna można historycznie uzasadnić. Dyskusję warto jednak prowadzić o sumie takich akcentów.
Problem nie polega na tym, by wycinać z dziejów Wrocławia kilka stuleci tylko dlatego, że miasto znajdowało się wtedy poza granicami Polski. Byłoby to równie ahistoryczne jak twierdzenie, że współczesny Wrocław jest po prostu kontynuacją niemieckiego Breslau i niczego więcej. Wrocław ma historię piastowską, czeską, habsburską, pruską i niemiecką. Ma również niezwykle ważną historię powojennego polskiego miasta stworzonego przez ludzi przybyłych ze Lwowa, Wilna, Wielkopolski, centralnej Polski i innych regionów, którzy odbudowali zrujnowane miasto i nadali mu nową wspólnotową tożsamość.
To właśnie zachowanie tych proporcji powinno być kluczowe. Można interesować się niemiecką architekturą, historią kolei czy dziedzictwem technicznym bez budowania wrażenia, że najbardziej wartościowa historia Wrocławia skończyła się w 1945 roku, a późniejszy polski okres jest jedynie dopiskiem. I tutaj pojawia się pytanie szersze niż sam przejazd zabytkowego pociągu.
Skoro z takim rozmachem potrafimy celebrować 180 lat pruskiej magistrali Berlin–Breslau, to równie konsekwentnie warto opowiadać o powojennych kolejarzach, którzy uruchamiali transport na zniszczonym Dolnym Śląsku, o polskich pionierach Wrocławia, o przesiedleńcach z Kresów, o wrocławskiej nauce odbudowanej przez profesorów ze Lwowa czy o historii „Solidarności”, która uczyniła Wrocław jednym z najważniejszych ośrodków antykomunistycznego oporu.
Centrum Historii Zajezdnia faktycznie prowadzi szeroką opowieść o powojennych mieszkańcach i drodze od Breslau do polskiego Wrocławia. Pokazuje to, że oba wątki można prezentować równolegle. Nie chodzi więc o wymazywanie niemieckiej części historii. Chodzi o niedopuszczenie, by niemieckie dziedzictwo zaczęło dominować nad opowieścią o współczesnej, polskiej tożsamości miasta.
W samym wymiarze kolejowym sobotnie wydarzenie zapowiada się wyjątkowo. Parowóz BR 35, historyczne wagony, Mitropa, kilkusetkilometrowy przejazd oraz trasa pod Ślężę będą rzadką okazją dla fotografów i pasjonatów techniki kolejowej. Bilety na „Niedźwiadka” zostały już wyprzedane. Pociąg będzie można natomiast zobaczyć podczas postoju na Wrocławiu Głównym oraz na trasie jego dolnośląskiego przejazdu. Organizatorzy zapowiadają również możliwość śledzenia składu za pomocą mapy GPS.
Warto więc zobaczyć historyczny skład – a równocześnie pamiętać, co właściwie świętujemy i w jaki sposób opowiadamy o przeszłości miasta. Bo poznawanie dziejów Breslau jest częścią poznawania dziejów Wrocławia. Nie powinno jednak prowadzić do sytuacji, w której polski Wrocław staje się jedynie współczesnym dodatkiem do niemieckiej narracji. Dziedzictwo można szanować bez germanizowania pamięci. I właśnie o właściwe proporcje w tej opowieści warto dziś we Wrocławiu upominać się najgłośniej.















