Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła rok 2027 rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii i jej dowódcy Romana Szuchewycza, odpowiedzialnych za ludobójstwo polskiej ludności na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Decyzja wywołała oburzenie w Polsce i postawiła w trudnej sytuacji również Wrocław, który od 25 lat pozostaje miastem partnerskim Lwowa. Prezydent Jacek Sutryk zdecydowanie potępił gloryfikowanie sprawców zbrodni, a także przypomniał swoje zastrzeżenia wobec postawy mera Lwowa Andrija Sadowego. Jednocześnie zapowiedział, że nie zamierza rezygnować z partnerstwa obu miast. Spór o pamięć historyczną po raz kolejny stawia jednak pytanie o granice polsko-ukraińskiej współpracy samorządowej.
Decyzja zapadła we wtorek, 20 października, podczas posiedzenia Lwowskiej Rady Obwodowej. Ukraińscy radni postanowili poświęcić nadchodzący rok Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), Romanowi Szuchewyczowi oraz Ołehowi Olżyczowi, poecie i działaczowi Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.
Uchwały uzasadniono przypadającymi w 2027 roku rocznicami: 85-leciem powstania UPA oraz 120. rocznicą urodzin Szuchewycza i Olżycza. Władze regionu zapowiedziały organizację wydarzeń historycznych, kulturalnych, edukacyjnych i upamiętniających.
Podczas obrad przewodniczący komisji kultury Swiatosław Szeremeta przekonywał, że Ukraina powinna należycie honorować postacie uznawane za narodowych bohaterów. Problem polega na tym, że dla Polaków Ukraińska Powstańcza Armia jest przede wszystkim formacją odpowiedzialną za masowe mordy na ludności cywilnej, uznawane w Polsce za ludobójstwo.
Decyzja lwowskich radnych ma szczególne znaczenie dla Wrocławia. Stolica Dolnego Śląska od ćwierćwiecza utrzymuje formalne partnerstwo ze Lwowem. Porozumienie o współpracy obu miast podpisano 27 czerwca 2001 roku. Wspólne kontakty mają jednak znacznie głębsze korzenie historyczne.
Po II wojnie światowej, gdy Lwów znalazł się w granicach Związku Sowieckiego, do Wrocławia przybyły tysiące Polaków z dawnych Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej. Wśród nich znaleźli się mieszkańcy Lwowa, naukowcy, nauczyciele i przedstawiciele środowisk kulturalnych.
To właśnie lwowscy profesorowie odegrali istotną rolę w odbudowie i organizacji wrocławskiego życia akademickiego. Do stolicy Dolnego Śląska trafiła również część zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich oraz Panorama Racławicka. Związki Wrocławia ze Lwowem nie są więc jedynie rezultatem współczesnych porozumień samorządowych. Stanowią część powojennej historii miasta oraz tożsamości wielu wrocławskich rodzin.
W ostatnich latach współpraca nabrała także wymiaru humanitarnego. Po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2022 roku Wrocław organizował pomoc dla swojego partnerskiego miasta i jego mieszkańców. Samorządy współpracowały między innymi przy dostarczaniu wsparcia humanitarnego oraz inicjatywach związanych z pomocą ofiarom wojny. Tym większe emocje wywołuje dzisiejszy spór o gloryfikowanie postaci odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach.
Na decyzję Lwowskiej Rady Obwodowej stanowczo zareagował prezydent Wrocławia Jacek Sutryk. W opublikowanym oświadczeniu zatytułowanym „Solidarność wymaga prawdy” potępił upamiętnienie UPA i Romana Szuchewycza.
Uhonorowanie formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej oraz człowieka, który nią dowodził w okresie masowych mordów, jest moralnie niedopuszczalne
– podkreślił prezydent Wrocławia.
Samorządowiec zaznaczył, że pamięć o zamordowanych Polakach nie może być podporządkowywana bieżącym interesom politycznym ani usprawiedliwiana trwającą wojną na Ukrainie.
Nie każdy przeciwnik Moskwy zasługuje jednak na pomnik
– stwierdził Sutryk.
Prezydent Wrocławia przyznał, że rozumie potrzebę poszukiwania przez Ukrainę symboli narodowego oporu wobec rosyjskiej agresji. Zastrzegł jednak, że walka o niepodległość własnego narodu nie może usprawiedliwiać zbrodni popełnionych na innym. W swoim stanowisku wezwał ukraińskich partnerów do uznania prawdy historycznej, wskazując, że autentyczne pojednanie nie może opierać się na przemilczaniu cierpienia ofiar.
Wrocławski prezydent odniósł się nie tylko do najnowszej uchwały, ale również do postawy mera Lwowa Andrija Sadowego, z którym utrzymuje wieloletnie kontakty. Sutryk zaznaczył, że decyzję o ustanowieniu roku UPA podjęła Lwowska Rada Obwodowa, będąca regionalnym organem samorządowym, odrębnym od władz samego miasta. Nie przypisał więc Sadowemu bezpośredniej odpowiedzialności za uchwałę.
Przypomniał jednak swój sprzeciw wobec wcześniejszego udziału mera Lwowa w uroczystościach ku czci Stepana Bandery, przywódcy radykalnego nurtu ukraińskiego nacjonalizmu. Postawa Sadowego od dawna budzi w Polsce kontrowersje. Szczególnie krytycznie oceniane są jego wypowiedzi i gesty związane z upamiętnianiem Bandery, którego organizacja odegrała kluczową rolę w przygotowaniu i przeprowadzeniu antypolskich czystek etnicznych podczas II wojny światowej.
Sprawa już wcześniej wywoływała napięcia we Wrocławiu. W styczniu 2026 roku przedstawiciele Ruchu Narodowego i Konfederacji zwrócili się do władz miasta z żądaniem zerwania współpracy partnerskiej ze Lwowem. Powodem były uroczystości upamiętniające Banderę z udziałem lwowskiego mera.
Wówczas wrocławski magistrat zdecydowanie odrzucił ten postulat, argumentując, że współpraca ma służyć mieszkańcom miasta dotkniętego wojną i nie powinna być uzależniana od poglądów jego włodarza. Dzisiejsza decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej ponownie stawia jednak temat partnerstwa w centrum publicznej dyskusji.
Pomimo jednoznacznego potępienia decyzji dotyczącej UPA Jacek Sutryk nie zamierza rezygnować z partnerskich relacji obu miast. W swoim oświadczeniu podkreślił, że współpraca ze Lwowem ma długą historię i nabrała szczególnego znaczenia po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji.
Będę tego partnerstwa konsekwentnie bronił
– zapowiedział prezydent Wrocławia.
Zastrzegł jednak, że utrzymywanie przyjaznych stosunków nie może oznaczać milczenia wobec gloryfikowania sprawców zbrodni na Polakach. Takie stanowisko oznacza próbę pogodzenia dwóch celów: dalszej pomocy ukraińskiemu miastu partnerskiemu i zdecydowanej obrony polskiej pamięci historycznej.
Pozostaje jednak pytanie, czy sama krytyka wystarczy, aby skłonić ukraińskich partnerów do zmiany podejścia. Uchwała Lwowskiej Rady Obwodowej nie jest przecież wyłącznie symbolicznym gestem. Na jej podstawie w 2027 roku planowane są przedsięwzięcia edukacyjne, kulturalne i upamiętniające, które mogą przyczyniać się do dalszego utrwalania pozytywnego wizerunku UPA i jej dowódcy w ukraińskiej świadomości historycznej. Na razie władze Wrocławia nie zapowiedziały konkretnych działań dyplomatycznych lub samorządowych wobec partnerskiego miasta poza publicznym oświadczeniem prezydenta.
Roman Szuchewycz był jednym z najważniejszych przywódców ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego i naczelnym dowódcą Ukraińskiej Powstańczej Armii od 1943 roku. Wcześniej współtworzył formacje współpracujące z nazistowskimi Niemcami, w tym batalion Nachtigall. W okresie jego dowództwa oddziały UPA uczestniczyły w masowych mordach polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.
Zbrodnie dokonywane w latach 1943–1945 pochłonęły życie dziesiątek tysięcy Polaków. Wśród ofiar znajdowały się całe rodziny, kobiety, dzieci i osoby starsze. Mordom często towarzyszyło wyjątkowe okrucieństwo, a ich celem było usunięcie polskiej ludności z terenów uznawanych przez ukraińskich nacjonalistów za przyszłe państwo ukraińskie. Instytut Pamięci Narodowej uznaje te zbrodnie za ludobójstwo i wskazuje Szuchewycza jako jedną z kluczowych osób odpowiedzialnych za ich przeprowadzenie.
Polski IPN ostro skrytykował najnowszą decyzję Lwowskiej Rady Obwodowej, uznając ją za kolejny przejaw budowania oficjalnego kultu przywódców radykalnego ukraińskiego nacjonalizmu. Potępienie gloryfikowania UPA wyraził również wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, który wezwał władze Ukrainy do odcięcia się od decyzji regionalnego samorządu.
Spór wokół decyzji lwowskich radnych dotyka szczególnie wrażliwej kwestii w stosunkach polsko-ukraińskich. Z jednej strony Polska pozostaje jednym z najważniejszych sojuszników Ukrainy w jej obronie przed rosyjską agresją. Z drugiej – dla wielu polskich rodzin, zwłaszcza wywodzących się z dawnych Kresów Wschodnich, pamięć o zbrodniach OUN i UPA pozostaje osobistym, bolesnym doświadczeniem przekazywanym kolejnym pokoleniom.
We Wrocławiu oba te wątki spotykają się w sposób szczególny. Miasto, którego powojenna historia jest tak mocno związana ze Lwowem, od 25 lat utrzymuje z nim oficjalne partnerstwo i angażuje się w pomoc jego mieszkańcom. Najnowsza decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej nie oznacza automatycznie zerwania tych relacji. Pokazuje jednak, jak głęboko różnią się polska i część ukraińskiej narracji dotyczących wydarzeń II wojny światowej.
Prezydent Jacek Sutryk opowiedział się za kontynuowaniem współpracy, jednocześnie stawiając wyraźną granicę wobec gloryfikowania sprawców ludobójstwa. Teraz najważniejsze pytanie brzmi, czy partnerskie relacje Wrocławia i Lwowa będą okazją do rzeczywistego dialogu o trudnej historii, czy też krytyczne oświadczenia pozostaną jedynie gestem bez wpływu na działania ukraińskich samorządowców. Przyjaźń między narodami nie wymaga zapomnienia o ofiarach. Przeciwnie – bez poszanowania prawdy historycznej trudno mówić o trwałym pojednaniu.
















