Kajdanki, interwencja policji i zarzuty o brutalne potraktowanie polskich działaczy patriotycznych. Wydarzenia, do których doszło w Berlinie podczas próby upamiętnienia Polaków zamordowanych przez III Rzeszę, wywołały falę oburzenia także po polskiej stronie Odry. Przed niemieckim konsulatem we Wrocławiu odbył się protest będący wyrazem sprzeciwu wobec działań niemieckich służb oraz bierności polskich władz.
Bezpośrednim impulsem do demonstracji były wydarzenia w stolicy Niemiec. Działacze związani z Ruchem Obrony Granic, wśród nich Robert Bąkiewicz, próbowali ustawić drewniany krzyż i złożyć kwiaty przy symbolicznym kamieniu poświęconym polskim ofiarom II wojny światowej. Niemieckie służby uznały jednak formę zgromadzenia za nielegalną i przystąpiły do interwencji.
Według relacji uczestników działania policji miały wyjątkowo brutalny charakter. Aktywiści zostali skuci kajdankami i obezwładnieni. Sam Robert Bąkiewicz poinformował później o obrażeniach, w tym wstrząśnieniu mózgu oraz złamanych żebrach. Dla wielu obserwatorów szczególnie bulwersujący jest fakt, że interwencja dotyczyła osób chcących oddać hołd polskim ofiarom niemieckiego terroru z okresu II wojny światowej.
Protestujący we Wrocławiu podkreślali, że trudno zrozumieć sytuację, w której państwo niemieckie deklaruje przywiązanie do pamięci historycznej i pojednania, a jednocześnie jego funkcjonariusze siłą usuwają osoby upamiętniające Polaków pomordowanych przez III Rzeszę.
Uczestnicy demonstracji domagali się zdecydowanej reakcji polskich władz. Wśród postulatów pojawiały się wezwania do zażądania wyjaśnień od strony niemieckiej, ukarania funkcjonariuszy odpowiedzialnych za interwencję oraz obrony dobrego imienia Polaków. Krytykowano również brak jednoznacznego potępienia działań niemieckiej policji przez rząd w Warszawie.
Sprawa wywołała ostry spór polityczny. Politycy opozycji określają wydarzenia w Berlinie jako niedopuszczalny atak na polskich patriotów i przejaw lekceważenia polskiej pamięci historycznej. Z kolei przedstawiciele rządu oceniają działania aktywistów jako prowokację mogącą szkodzić relacjom polsko-niemieckim. Takie stanowisko spotyka się jednak z ostrą krytyką środowisk patriotycznych, które zwracają uwagę, że niezależnie od politycznych sympatii trudno zaakceptować użycie siły wobec osób oddających hołd ofiarom niemieckich zbrodni.
Wrocławski protest był nie tylko wyrazem solidarności z zatrzymanymi działaczami, ale także przypomnieniem, że pamięć o polskich ofiarach II wojny światowej nie może podlegać politycznym kalkulacjom. Dla uczestników demonstracji sprawa ma wymiar znacznie szerszy niż jednorazowa interwencja policji. Ich zdaniem jest to test tego, czy państwo polskie potrafi skutecznie reagować wtedy, gdy godność swoich obywateli i pamięć narodowa zostają naruszone poza granicami kraju.















