Setki tysięcy złotych kar, wypowiedziane umowy, wezwania do demontażu i coraz bardziej realna perspektywa kolejnych procesów sądowych. Trwający od miesięcy konflikt o ogródki gastronomiczne na wrocławskim Rynku wchodzi w kolejną fazę. Żadna ze stron nie zamierza ustąpić.
Sprawa dotyczy kilkunastu przedsiębiorców oraz tzw. ogródków kubaturowych – rozbudowanych, częściowo zamkniętych konstrukcji ustawionych przed restauracjami w historycznym centrum Wrocławia. Zdaniem miasta część z nich funkcjonuje obecnie bez wymaganych podstaw. Restauratorzy nie zgadzają się z takim stanowiskiem i chcą, aby ostatecznie spór rozstrzygnął sąd.
Początkiem obecnego konfliktu był brak zgody Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków na funkcjonowanie zabudowanych ogródków w dotychczasowej formie.
Konserwator wskazywał m.in. na kwestie związane z bezpieczeństwem przeciwpożarowym oraz zasłanianiem przez konstrukcje zabytkowych elewacji kamienic. Znaczenie ma również szczególny status wrocławskiego Rynku – przestrzeni objętej ochroną konserwatorską i znajdującej się w obrębie zespołu uznanego za pomnik historii.
Ja tego nie rozumiem, że jest możliwość takich działań w przestrzeni miasta, w centrum miasta, w rejonie wpisanym do rejestru zabytków, uznanym za pomnik historii
– mówił w marcu Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków Daniel Gibski.
Pod koniec lutego magistrat wypowiedział restauratorom umowy dzierżawy zajmowanej powierzchni. Według Urzędu Miejskiego przedsiębiorcy naruszyli warunki umów, ponieważ byli zobowiązani do uzyskania we własnym zakresie odpowiednich zgód konserwatorskich.
Umowy zostały im wypowiedziane, ponieważ złamali zasady tych umów. Mieli mieć we własnym zakresie pozwolenia konserwatorskie – nie mieli ich
– tłumaczy Michał Guz z Urzędu Miejskiego Wrocławia.
Restauratorzy mieli usunąć konstrukcje do 15 marca. Tak się jednak nie stało. Ogródki nadal funkcjonują, a wraz z upływem kolejnych miesięcy rośnie finansowy wymiar konfliktu. Według przedstawionych informacji miasto naliczyło przedsiębiorcom już ponad 700 tys. zł kar.
Nie wszyscy restauratorzy je regulują, ponieważ część z nich kwestionuje zasadność i legalność naliczanych należności. Magistrat przechodzi więc do kolejnego etapu. Do przedsiębiorców trafiają wezwania wyznaczające termin demontażu konstrukcji.
Kilka takich wezwań już wyszło, kolejne wyjdą w najbliższych dniach, do demontażu w określonym terminie. Jeśli do tego się nie zastosują, to nie pozostanie nic innego jak złożyć w sądzie pozwy eksmisyjne
– zapowiada Michał Guz.
Przedsiębiorcy zrzeszeni wokół Stowarzyszenia „Nasz Rynek” nie zamierzają jednak dobrowolnie zakończyć działalności w ogródkach. Ich zdaniem magistrat zamiast wypracowania kompromisu próbuje wymusić na nich zaakceptowanie swojego stanowiska.
Dalej brak jakiegokolwiek porozumienia i próba wymuszania. W ten sposób nie będziemy działać i powiem wprost – przeżyliśmy wielu prezydentów, przeżyjemy też i tego
– mówi Zbigniew Andrzej Dobek, prezes Stowarzyszenia „Nasz Rynek”.
Restauratorzy chcą, aby o tym, która ze stron ma rację, zdecydował sąd.
Istotnym elementem sporu ma być wydane w toku postępowania sądowego zabezpieczenie. Według Zbigniewa Andrzeja Dobka sąd miał zakazać miastu ingerowania w istniejące ogródki do czasu rozstrzygnięcia sprawy, jednocześnie umożliwiając przedsiębiorcom dalsze prowadzenie działalności.
Sąd nakłada zabezpieczenie na miasto, że do dnia rozstrzygnięcia sprawy, która toczy się między miastem a nami, nie wolno im dotknąć żadnego ogródka. Mało tego, sąd nadal dopuścił tam prowadzenie działalności gospodarczej
– twierdzi prezes stowarzyszenia.
To stanowisko przedstawiciela restauratorów. Bez treści samego postanowienia sądu nie sposób przesądzić, jaki jest dokładny zakres zabezpieczenia i jakie konsekwencje prawne wywołuje ono wobec poszczególnych ogródków. Jedno jest natomiast pewne – konflikt, który początkowo dotyczył wyglądu i formalnego statusu konstrukcji w Rynku, coraz wyraźniej przenosi się na drogę sądową.
Do sporu dochodzi kolejny problem. Kończy się sezon letni i w normalnych warunkach część ogródków byłaby przygotowywana do demontażu na okres jesienno-zimowy. Tym razem przedsiębiorcy rozważają jednak pozostawienie konstrukcji.
Obawiają się, że jeśli sami je rozbiorą, wiosną nie otrzymają możliwości ponownego ustawienia ogródków w dotychczasowej formie. Paradoksalnie trwający konflikt może więc doprowadzić do sytuacji, w której część konstrukcji pozostanie w Rynku właśnie ze względu na niepewność dotyczącą przyszłego sezonu.
Spór dotyczy kilkunastu przedsiębiorców i jednej z najbardziej reprezentacyjnych przestrzeni Wrocławia. Stawka jest jednak większa niż wygląd kilku restauracyjnych ogródków. Miasto argumentuje, że musi egzekwować warunki umów oraz wymogi obowiązujące w przestrzeni objętej ochroną konserwatorską. Restauratorzy odpowiadają, że działania urzędników są zbyt daleko idące i zamierzają bronić swoich racji przed sądem.
Na razie zamiast kompromisu są ponad 700 tys. zł naliczonych kar, wypowiedziane umowy, wezwania do demontażu i zapowiedź pozwów eksmisyjnych. Jeżeli żadna ze stron nie zmieni stanowiska, o przyszłości zabudowanych ogródków w sercu Wrocławia zdecydują sądy.
















