Przed Sądem Okręgowym w Legnicy stanęli byli funkcjonariusze milicji, którzy uczestniczyli w pacyfikacji protestu „Solidarności” w Lubinie 31 sierpnia 1982 roku. To właśnie podczas tych wydarzeń zginęły trzy osoby, a kilkanaście zostało rannych.
Śledztwo w sprawie prowadzi Instytut Pamięci Narodowej, który oskarżył byłych milicjantów o udział w pobiciu z użyciem niebezpiecznych narzędzi. Zarzuty dotyczą zbrodni komunistycznej, która – zgodnie z obowiązującym prawem – nie ulega przedawnieniu. Oskarżonym grozi do 15 lat więzienia.
Proces jednak nie rozpoczął się zgodnie z planem. Podczas posiedzenia, które odbyło się bez udziału mediów i publiczności, sąd zdecydował o zwrocie aktu oskarżenia do IPN. Powodem są braki formalne w dokumentacji. Jak wyjaśnił prokurator IPN Przemysław Cieślik, chodzi o brak odpowiednich poświadczeń części dokumentów dołączonych z innych postępowań.
Aktem oskarżenia objęto 10 byłych funkcjonariuszy. Wszyscy są dziś w podeszłym wieku. Jeden z nich, 75-letni mężczyzna, przyznał w rozmowie, że wydarzenia sprzed lat były tragedią dla lokalnej społeczności, która – jak podkreślił – nie prowokowała zajść.
Sprawa tzw. zbrodni lubińskiej była już wcześniej przedmiotem kilku postępowań karnych. Dotychczas nie udało się jednak doprowadzić do skazania bezpośrednich sprawców śmierci demonstrantów. Obecne zarzuty koncentrują się na udziale w pobiciu i użyciu broni, co – zdaniem śledczych – może być łatwiejsze do udowodnienia.
Prokuratura wskazuje, że część funkcjonariuszy nie rozliczyła się z pobranej amunicji, co może świadczyć o jej użyciu wobec protestujących. Oznaczałoby to narażenie demonstrantów na utratę zdrowia i życia. Instytut Pamięci Narodowej zapowiada szybkie uzupełnienie braków formalnych, aby proces mógł ruszyć bez dalszych opóźnień.












