Pasaż Zielińskiego miał być nowoczesnym następcą dawnego targowiska przy ul. Zielińskiego. Gdy w 2013 roku kupcy przenosili się do nowego obiektu, liczyli na rozwój i stabilną przyszłość. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej optymistyczna.
Dziś wiele alejek świeci pustkami, a liczba klientów od lat systematycznie spada. W odpowiedzi na ten problem zarządzający obiektem zapowiedzieli gruntowną zmianę koncepcji funkcjonowania hali.
Nowy pomysł zakłada stworzenie rozbudowanej strefy gastronomicznej z restauracjami, kawiarniami, śniadaniowniami, piekarniami rzemieślniczymi, barami i punktami street foodowymi. Zarządcy mówią o stworzeniu miejsca „pełnego ludzi, smaku i muzyki”, które ma przyciągać mieszkańców od rana do późnego wieczora.
To kolejny przykład trendu widocznego w wielu polskich miastach. Coraz częściej tradycyjny handel ustępuje miejsca gastronomii i rozrywce. Klienci nie przychodzą już wyłącznie po zakupy – oczekują również miejsca spotkań, spędzania wolnego czasu i atrakcji towarzyszących.
Dla wielu kupców może to być jednak gorzka diagnoza rzeczywistości. Pasaż Zielińskiego powstał przede wszystkim jako przestrzeń dla handlu odzieżą, obuwiem i drobnym handlem detalicznym. To właśnie ci przedsiębiorcy mieli stanowić fundament funkcjonowania obiektu.
Dziś okazuje się, że sama oferta handlowa nie wystarcza, by konkurować z galeriami handlowymi i sprzedażą internetową. Zamiast kolejnych stoisk z odzieżą czy obuwiem pojawić się mają restauracje, bary i lokale gastronomiczne.
Dla części mieszkańców może to oznaczać utratę jednego z ostatnich miejsc przypominających tradycyjne miejskie targowisko.
Inspiracją dla zmian stał się raport przygotowany na zlecenie magistratu. Autorzy opracowania wskazywali, że gastronomia w Pasażu Zielińskiego powinna zostać znacząco rozbudowana i zróżnicowana. W dokumencie pojawiły się nawet propozycje wykorzystania food trucków oraz wydłużenia godzin funkcjonowania części gastronomicznej.
W praktyce oznacza to dalsze przekształcanie centrum Wrocławia w przestrzeń usługowo-rozrywkową. Krytycy takich zmian zwracają uwagę, że miasto coraz częściej wspiera rozwój gastronomii, podczas gdy tradycyjny handel i drobni przedsiębiorcy pozostają na dalszym planie.
Nie ulega wątpliwości, że Pasaż Zielińskiego potrzebuje zmian. Puste lokale i malejąca liczba klientów są faktem. Pytanie brzmi jednak, czy kolejne restauracje i bary rzeczywiście staną się receptą na problemy obiektu.
Wrocław nie cierpi dziś na niedobór lokali gastronomicznych. Szczególnie silną konkurencję stanowi pobliska ul. Bogusławskiego, która od lat uchodzi za jedno z najważniejszych kulinarnych miejsc na mapie miasta.
Przyszłość pokaże, czy mieszkańcy rzeczywiście tłumnie wrócą do Pasażu Zielińskiego. Pewne jest jedno – miejsce, które miało być symbolem nowoczesnego handlu targowego, coraz bardziej zmienia się w kolejną strefę gastronomiczną.















