Prokuratura Rejonowa w Głogowie wszczęła śledztwo w sprawie ogromnego pożaru zakładu mięsnego w Chróścinie koło Góry. Ogień, który wybuchł w nocy z 14 na 15 maja, doszczętnie zniszczył halę produkcyjną oraz część wyposażenia firmy. Straty mogą sięgać nawet kilkudziesięciu milionów złotych.
Już pierwsze ustalenia śledczych pokazują, że sprawa może mieć poważniejszy charakter niż zwykły pożar techniczny. Prokuratura bierze pod uwagę dwie wersje wydarzeń – zwarcie instalacji elektrycznej lub celowe podpalenie.
Po oględzinach przez biegłego prokurator założył wstępnie dwie wersje zdarzenia. Mogło dojść do samozapłonu, np. na skutek zwarcia instalacji elektrycznej. Zakładamy również taką wersję, że mogło tam dojść do podpalenia. Na ten moment żadna z tych wersji nie jest wiodąca
– poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy Liliana Łukasiewicz.
W akcji gaśniczej uczestniczyło aż 40 zastępów straży pożarnej. Ogień był tak intensywny, że walka z żywiołem trwała wiele godzin. W chwili wybuchu pożaru w hali znajdowało się 12 osób. Wszystkim udało się opuścić budynek, choć część pracowników wymagała pomocy medycznej po zatruciu dymem.
Biegły z zakresu pożarnictwa ustalił, że źródło ognia znajdowało się najprawdopodobniej w pomieszczeniu myjki, skąd pożar rozprzestrzenił się na kolejne części zakładu.
Cała sytuacja budzi ogromny niepokój w regionie, ponieważ firma była jednym z największych pracodawców w okolicy. Zakład zatrudniał około 400 osób, w tym również cudzoziemców. Dla wielu rodzin oznacza to dziś ogromną niepewność dotyczącą dalszej pracy i utrzymania.
W poniedziałek mają odbyć się rozmowy pomiędzy kierownictwem firmy a Powiatowym Urzędem Pracy w Górze. Problem w tym, że lokalny rynek pracy praktycznie nie jest przygotowany na tak dużą falę potencjalnych zwolnień. Urząd dysponuje obecnie zaledwie kilkunastoma ofertami pracy.
Pożar w Chróścinie pokazuje również, jak kruche potrafią być fundamenty lokalnych gospodarek opartych na pojedynczych dużych zakładach pracy. Jedna noc wystarczyła, by setki osób stanęły przed widmem bezrobocia, a cały region znalazł się w stanie niepewności.
Jeżeli śledczy potwierdzą wersję o podpaleniu, sprawa może okazać się jedną z najpoważniejszych afer kryminalnych ostatnich miesięcy na Dolnym Śląsku.















