Przez Polskę przetacza się kolejna fala lokalnych inicjatyw referendalnych. Po głośnych sporach samorządowych w Krakowie, Ciechocinku czy niedawnej Sobótce, także mieszkańcy Kłodzka postanowili sięgnąć po narzędzie demokracji bezpośredniej. Do Komisarza Wyborczego w Wałbrzychu wpłynęło zawiadomienie o zamiarze przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania burmistrza miasta przed upływem kadencji.
Pełnomocnikiem pięcioosobowej grupy referendalnej został Oktawiusz Majowicz. Od tej chwili inicjatorzy mają 60 dni na zebranie wymaganej liczby podpisów mieszkańców.
Autorzy inicjatywy przedstawili obszerną listę powodów, dla których – ich zdaniem – mieszkańcy powinni otrzymać możliwość wypowiedzenia się na temat dalszego sprawowania urzędu przez obecnego włodarza.
Wśród zarzutów znalazły się między innymi problemy z funkcjonowaniem komunikacji publicznej, brak skutecznych działań po ubiegłorocznej powodzi, niewystarczająca komunikacja kryzysowa, kwestie mieszkaniowe oraz zarzuty dotyczące przejrzystości działania samorządu.
Mieszkańcy wskazują także na wysokie koszty życia, problemy infrastrukturalne, brak odpowiednich konsultacji społecznych przy realizacji inwestycji oraz atmosferę politycznych układów i konfliktów, która – ich zdaniem – zastępuje rzeczywistą współpracę na rzecz miasta.
Aby referendum mogło zostać zorganizowane, inicjatorzy muszą zebrać podpisy co najmniej 10 procent osób uprawnionych do głosowania.
Według danych Krajowego Biura Wyborczego na koniec pierwszego kwartału 2026 roku w Kłodzku znajduje się 19 060 wyborców. Oznacza to konieczność zebrania minimum 1907 ważnych podpisów.
Jeżeli ten warunek zostanie spełniony, mieszkańcy mogą zostać wezwani do urn już jesienią. Wstępnie mówi się o drugiej połowie października.
Inicjatywa z Kłodzka wpisuje się w coraz wyraźniejszy ogólnopolski trend. W ostatnich latach mieszkańcy wielu miast i gmin coraz częściej korzystają z możliwości organizowania referendów przeciwko lokalnym władzom.
Powody bywają różne – od sporów inwestycyjnych, przez kwestie finansowe, po zarzuty dotyczące stylu sprawowania władzy. Wspólnym mianownikiem pozostaje jednak rosnące przekonanie części obywateli, że między wyborami również powinni mieć realny wpływ na ocenę działań samorządowców.
Historia pokazuje jednak, że samo zebranie podpisów nie gwarantuje sukcesu. Największym wyzwaniem w przypadku referendów odwoławczych pozostaje frekwencja.
Aby głosowanie było ważne, do urn musi pójść co najmniej 3/5 liczby wyborców uczestniczących w wyborze odwoływanego burmistrza. W przypadku Kłodzka oznacza to konieczność udziału minimum 5071 mieszkańców.
Przed inicjatorami stoi więc nie tylko zadanie zebrania podpisów, ale również przekonania tysięcy mieszkańców, że warto pójść do lokali wyborczych i wyrazić swoją opinię na temat kierunku, w jakim zmierza miasto.















