Decyzja Uniwersytetu Wrocławskiego o przyznaniu doktoratu honoris causa ukraińskiemu pisarzowi Serhijowi Żadanowi wywołała gwałtowną reakcję środowisk patriotycznych. Powodem nie jest literacki dorobek autora, lecz jego publiczne wypowiedzi dotyczące postaci Stepana Bandery i Romana Szuchewycza – symboli ukraińskiego nacjonalizmu, odpowiedzialnych w polskiej pamięci historycznej za ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Do sprawy ostro odniósł się poseł Prawa i Sprawiedliwości Paweł Hreniak. Jego zdaniem decyzja władz uczelni jest niezrozumiała w sytuacji, gdy wciąż nierozwiązane pozostają kwestie związane z pamięcią o ofiarach rzezi wołyńskiej.
Według polityka honorowanie osoby, która publicznie przedstawia Banderę jako bohatera, stanowi bolesny sygnał dla rodzin pomordowanych Polaków oraz wszystkich środowisk zabiegających o prawdę historyczną.
Kontrowersje wywołały słowa Żadana z 2024 roku. W wywiadzie dla ukraińskich mediów wskazywał on, że Rosja zwalcza symbole ukraińskiej państwowości i niepodległości, wymieniając w tym kontekście właśnie Stepana Banderę oraz Romana Szuchewycza.
Pisarz określał ich mianem bohaterów i zwycięzców, którzy stali się ważnymi symbolami dla współczesnych Ukraińców.
Problem polega na tym, że z polskiej perspektywy historycznej obie postacie są nierozerwalnie związane z działalnością Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. To właśnie UPA przeprowadziła masowe mordy na polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Historycy szacują liczbę ofiar nawet na ponad 100 tysięcy.
Dla wielu Polaków stawianie Bandery czy Szuchewycza w gronie narodowych bohaterów pozostaje nie do pogodzenia z pamięcią o tych wydarzeniach.
Uniwersytet Wrocławski odpiera jednak zarzuty. W uzasadnieniu decyzji podkreślono przede wszystkim literacki dorobek Serhija Żadana, którego książki tłumaczone są na wiele języków świata.
Według uczelni wyróżnienie jest wyrazem uznania dla jego twórczości, działalności obywatelskiej oraz zaangażowania w obronę Ukrainy podczas rosyjskiej agresji.
Podczas uroczystości rektor Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Robert Olkiewicz zwracał uwagę na potrzebę dialogu historycznego między Polakami i Ukraińcami. Podkreślał, że pojednanie wymaga spokojnej rozmowy o trudnych doświadczeniach przeszłości oraz wzajemnego szacunku.
Sprawa wpisuje się w coraz wyraźniejszy konflikt wokół ukraińskiej polityki historycznej. W ostatnich miesiącach kontrowersje budziły m.in. decyzje władz w Kijowie dotyczące patronów jednostek wojskowych, publicznego eksponowania symboliki UPA czy opóźniania części działań związanych z ekshumacjami polskich ofiar Wołynia.
Dla wielu Polaków wsparcie dla walczącej Ukrainy nie oznacza zgody na relatywizowanie zbrodni popełnionych przez OUN-UPA. Coraz częściej pojawiają się głosy, że prawdziwe pojednanie może zostać zbudowane wyłącznie na fundamencie prawdy historycznej, a nie przemilczania trudnych kart wspólnej przeszłości.
W tym kontekście decyzja Uniwersytetu Wrocławskiego stała się czymś więcej niż akademickim wyróżnieniem. Dla części opinii publicznej jest symbolem szerszego problemu – pytania o granice kompromisu między współczesną solidarnością z Ukrainą a pamięcią o polskich ofiarach ukraińskiego nacjonalizmu.















