Na Dolnym Śląsku narasta zagrożenie pożarowe. Leśnicy alarmują, że pierwszy kwartał roku był jednym z najbardziej suchych od lat, a brak opadów przekłada się na rosnącą liczbę interwencji. W efekcie samoloty gaśnicze stacjonujące w Lubinie startują do akcji nawet dwa razy częściej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.
Szczególnie trudna sytuacja panuje w lasach już wczesną wiosną. Jak podkreślają specjaliści, to właśnie w kwietniu dochodzi do największej liczby pożarów. W tym roku warunki są wyjątkowo niekorzystne – marcowe opady były minimalne, a w kwietniu w wielu miejscach regionu zrealizowano zaledwie kilka procent miesięcznej normy deszczu.
Przy tak niskiej wilgotności ściółki – spadającej miejscami poniżej 10 procent – ryzyko pożaru jest skrajnie wysokie. Ogień może rozprzestrzeniać się błyskawicznie, dlatego służby pozostają w stałej gotowości.
W działaniach gaśniczych kluczową rolę odgrywają samoloty typu Dromader, stacjonujące na terenie Aeroklubu Zagłębia Miedziowego w Lubinie. To jedyne tego typu maszyny w regionie. W ostatnich tygodniach piloci pracują znacznie intensywniej niż zwykle, często wydłużając loty do późnych godzin wieczornych.
Leśnicy zwracają uwagę, że za większość pożarów odpowiada człowiek. Z danych wynika, że aż 79 procent zdarzeń to podpalenia lub przypadki o nieustalonej przyczynie, z czego ponad połowa to celowe działania.
Służby apelują o rozwagę podczas przebywania w lasach. Przypominają, że za spowodowanie zagrożenia pożarowego grożą wysokie kary – mandat może wynieść do 5 tysięcy złotych, a w poważniejszych przypadkach nawet 30 tysięcy złotych.









