Ponad stu mieszkańców wrocławskich osiedli Zacisze i Zalesie podpisało petycję do prezydenta Jacka Sutryka, domagając się likwidacji progów zwalniających na alei Jana Kochanowskiego. To już drugi podobny protest w ostatnich tygodniach. Wcześniej z analogicznym wnioskiem wystąpili mieszkańcy ulicy Wyszyńskiego.
Autorzy petycji podkreślają, że nie sprzeciwiają się poprawie bezpieczeństwa drogowego, ale ich zdaniem zastosowane rozwiązanie przyniosło więcej problemów niż korzyści.
Mieszkańcy wskazują, że nowe progi wymuszają niemal całkowite zatrzymanie samochodów osobowych, podczas gdy cięższe pojazdy często przejeżdżają przez nie ze znacznie większą prędkością. W efekcie dochodzi do powstawania silnych drgań, które mają być odczuwalne w okolicznych budynkach.
Według sygnatariuszy petycji problem nie ogranicza się wyłącznie do dyskomfortu kierowców. Skarżą się oni na pogorszenie jakości życia, zwiększony hałas oraz regularne wstrząsy odczuwalne w domach położonych przy ruchliwej arterii. Obawiają się również przyspieszonego zużycia infrastruktury drogowej oraz potencjalnych uszkodzeń budynków i instalacji.
Mieszkańcy proponują, aby zamiast progów zwalniających zastosować inne rozwiązania poprawiające bezpieczeństwo. Wśród propozycji znalazły się sygnalizacja świetlna, wyniesione przejścia dla pieszych czy odcinkowy pomiar prędkości.
Spór wokół progów zwalniających wpisuje się w szerszą debatę o polityce transportowej miasta. W ostatnich latach we Wrocławiu pojawiły się setki nowych elementów uspokojenia ruchu, które według magistratu mają chronić pieszych i mieszkańców przed kierowcami przekraczającymi dopuszczalne prędkości.
Władze miasta konsekwentnie bronią jednak stosowanych rozwiązań. Podczas jednej z ostatnich sesji Rady Miejskiej prezydent Jacek Sutryk przekonywał, że progi zwalniające nie są montowane z inicjatywy urzędników, lecz najczęściej na wniosek mieszkańców i rad osiedli.
Jak podkreślał, do magistratu każdego roku trafiają setki próśb o działania mające ograniczyć prędkość pojazdów na osiedlowych ulicach. Zdaniem prezydenta progi są często jedynym skutecznym narzędziem, jakie pozostaje gminie w miejscach, gdzie dochodzi do notorycznego łamania przepisów.
Problem polega jednak na tym, że coraz częściej pojawia się konflikt pomiędzy mieszkańcami domagającymi się większego bezpieczeństwa a tymi, którzy muszą mierzyć się z konsekwencjami zastosowanych rozwiązań. W przypadku alei Kochanowskiego i ulicy Wyszyńskiego przeciwnicy progów przekonują, że walka z nadmierną prędkością nie może odbywać się kosztem komfortu życia okolicznych mieszkańców.
Na razie nie wiadomo, czy prezydent Wrocławia przychyli się do postulatów zawartych w petycjach. Biorąc jednak pod uwagę dotychczasowe stanowisko magistratu, szanse na likwidację progów wydają się niewielkie.

















