Ponad 1,14 mln zł z miejskiej kasy trafi do organizatorów Deep House Festival, który odbędzie się pod koniec czerwca na Pergoli. Sama informacja o wysokości dotacji wywołała we Wrocławiu gorącą dyskusję. Powód jest prosty – uczestnicy wydarzenia mimo publicznego wsparcia i tak muszą zapłacić za bilety ponad 200 zł.
Coraz więcej mieszkańców zadaje więc pytanie: skoro impreza jest komercyjna i sprzedaje wejściówki, dlaczego dodatkowo finansują ją podatnicy?
Magistrat przekonuje, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Urzędnicy argumentują, że podobne mechanizmy funkcjonują przy wielu wydarzeniach sportowych, kulturalnych czy edukacyjnych. Problem w tym, że skala miejskich dopłat robi coraz większe wrażenie.
Tym bardziej że mowa o mieście, które regularnie tłumaczy mieszkańcom brak środków na rozwiązywanie codziennych problemów – remonty ulic, inwestycje osiedlowe, poprawę komunikacji miejskiej czy utrzymanie infrastruktury.
Tymczasem na organizację jednego festiwalu muzyki elektronicznej znalazło się ponad milion złotych.
Podczas publicznej dyskusji przedstawiciele magistratu sami przywołali kolejne przykłady wydawania publicznych pieniędzy. Jak ujawniono, milion złotych trafił również do organizatorów kongresu psychologicznego. Urzędnicy przypomnieli także, że miasto zapłaciło 60 tysięcy złotych Robertowi Makłowiczowi za realizację dwóch odcinków programu kulinarnego we Wrocławiu.
Według magistratu takie działania służą promocji miasta i wspieraniu lokalnej gospodarki. Krytycy odpowiadają jednak, że promocja stała się wygodnym uzasadnieniem dla coraz większych wydatków, których efekty trudno później realnie zmierzyć.
Wśród mieszkańców opinie są podzielone. Zwolennicy dotacji podkreślają, że duże wydarzenia przyciągają turystów i budują rozpoznawalność Wrocławia. Przeciwnicy wskazują natomiast, że samorząd powinien przede wszystkim zajmować się sprawami podstawowymi, a nie sponsorowaniem komercyjnych imprez.
Dyskusja wokół Deep House Festival wpisuje się w szerszy problem zarządzania miejskimi pieniędzmi. Coraz częściej pojawiają się pytania o priorytety władz Wrocławia. Czy w sytuacji, gdy mieszkańcy skarżą się na korki, stan dróg, opóźnienia inwestycji i rosnące koszty życia, wydawanie ponad miliona złotych na festiwal muzyczny rzeczywiście powinno należeć do najważniejszych zadań samorządu?
Bo o ile festiwal potrwa jeden dzień, o tyle problemy mieszkańców pozostaną na długo po tym, gdy z Pergoli ucichnie muzyka.















