Nie będzie rewolucji na osiedlowej mapie Wrocławia. Rada Miejska odrzuciła projekt uchwały zakładający przeprowadzenie konsultacji społecznych dotyczących gruntownej reformy osiedli. Propozycja autorstwa radnych Koalicji Obywatelskiej Sławomira Czerwińskiego i Roberta Suligowskiego przepadła zdecydowaną większością głosów.
Za rozpoczęciem konsultacji opowiedziało się zaledwie 10 radnych. Przeciw było 19, a jedna osoba wstrzymała się od głosu. Co szczególnie wymowne, przeciwko projektowi zagłosowała również większość radnych Koalicji Obywatelskiej.
Projekt zakładał likwidację obecnego podziału Wrocławia na 48 osiedli i utworzenie w ich miejsce 22 znacznie większych jednostek. Na przedstawionej mapie nowe osiedla nie miały nawet nazw – oznaczono je jedynie numerami od I do XXII. Numer pierwszy otrzymało obecne Stare Miasto.
Autorzy reformy argumentowali, że obecny system jest niewydolny. Wskazywali na problemy z kompletowaniem składów rad osiedli, brak chętnych do pracy społecznej oraz trudności w organizowaniu działalności części jednostek.
Pomysł od początku budził jednak ogromne kontrowersje. Sprzeciw zgłaszały zarówno rady osiedli, jak i sami mieszkańcy. W wielu częściach miasta pojawiały się pytania, dlaczego wieloletnie lokalne wspólnoty miałyby zostać sztucznie połączone z sąsiednimi osiedlami.
Mieszkańcy Swojczyc, Strachocina i Wojnowa nie chcieli tworzyć jednego organizmu z Kowalami. Na północy miasta krytycznie oceniano pomysł połączenia Lipy Piotrowskiej z Rędzinem i Świniarami. Z kolei mieszkańcy Placu Grunwaldzkiego nie rozumieli, dlaczego mieliby zostać administracyjnie połączeni z Biskupinem i Sępolnem.
W trakcie sesji rady miejskiej nie brakowało krytycznych głosów. Radna Koalicji Obywatelskiej Ewa Wolak przekonywała, że reformy nie można rozpoczynać od rysowania nowych granic na mapie. Jej zdaniem nie ma żadnych dowodów na to, że większe osiedla będą działały sprawniej niż obecne.
Podobne stanowisko zajmowali przedstawiciele rad osiedli. Zwracali uwagę, że projekt nie zawierał odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące przyszłości osiedli – ich kompetencji, finansowania czy realnego wpływu na decyzje władz miasta.
Właśnie ten argument powtarzał się najczęściej. Krytycy projektu podkreślali, że autorzy proponowali zmianę granic administracyjnych, nie przedstawiając jednocześnie konkretnych rozwiązań dotyczących zwiększenia kompetencji osiedli. W praktyce mieszkańcy mieli więc najpierw zaakceptować likwidację dotychczasowych wspólnot, a dopiero później dowiedzieć się, co otrzymają w zamian.
Ostatecznie projekt przepadł. Nie oznacza to jednak, że problem nie istnieje. Wrocław od lat zmaga się z bałaganem w podziale administracyjnym miasta. Obok obowiązujących 48 osiedli funkcjonuje w świadomości mieszkańców dawny podział na pięć wielkich dzielnic: Krzyki, Fabryczną, Psie Pole, Stare Miasto i Śródmieście. Jeszcze inne granice obowiązują w ewidencji geodezyjnej, a jeszcze inaczej swoje osiedla postrzegają sami mieszkańcy.
Radni odrzucili jednak pomysł, który w ich ocenie bardziej dzielił mieszkańców niż rozwiązywał istniejące problemy. Tym samym Maślice, Jagodno, Lipa Piotrowska, Swojczyce czy Biskupin pozostaną na swoich miejscach, przynajmniej na razie.
Co dalej z ewentualną reformą osiedli? Na razie nie wiadomo. Jedno jest pewne – jeśli temat wróci, jego autorzy będą musieli przekonać nie tylko mieszkańców, ale przede wszystkim własne polityczne zaplecze.














