Mieszkańców Wrocławia czeka kolejny cios po kieszeni. Od 1 września opłata za wywóz śmieci ma wzrosnąć z 41,24 zł do 57 zł miesięcznie od osoby. To podwyżka sięgająca blisko 38 procent.
Prezydent Jacek Sutryk przekonuje, że winne są rosnące koszty funkcjonowania systemu gospodarowania odpadami, inflacja oraz wzrost cen paliw. Miasto wylicza, że bez podwyżki w systemie zabraknie około 50 milionów złotych.
W uzasadnieniu projektu uchwały ratusz chwali się jednocześnie, że opłaty za śmieci wnosi 654 875 mieszkańców, czyli – według danych GUS – około 97 procent wszystkich wrocławian.
Problem w tym, że to właśnie władze Wrocławia od lat przekonują, iż dane Głównego Urzędu Statystycznego nie odzwierciedlają rzeczywistej liczby mieszkańców miasta.
Już kilka lat temu magistrat powoływał się na analizy naukowców Uniwersytetu Wrocławskiego, według których we Wrocławiu mieszka ponad 220 tysięcy osób więcej, niż wynika z oficjalnych statystyk. Co więcej, także w najnowszym „Raporcie o stanie Gminy Wrocław za 2025 rok” prezydent Jacek Sutryk ponownie wskazuje, że dane GUS mają ograniczoną wiarygodność. Dokument przywołuje szacunki Uniwersytetu Wrocławskiego oraz MPWiK, zgodnie z którymi w 2025 roku we Wrocławiu przebywało około 891,6 tysiąca osób.
Jeżeli te dane są prawdziwe, oznacza to, że za odbiór odpadów nie płaci nawet 236 tysięcy mieszkańców. To niemal jedna czwarta wszystkich osób faktycznie mieszkających we Wrocławiu.
Powstaje więc zasadnicze pytanie: dlaczego zamiast uszczelnić system i skutecznie wyegzekwować opłaty od wszystkich jego użytkowników, ratusz po raz kolejny przerzuca koszty na mieszkańców, którzy swoje zobowiązania regulują uczciwie?
Jeszcze większe wątpliwości budzi sposób argumentacji magistratu. Gdy trzeba wykazać wysoką skuteczność poboru opłat, urząd powołuje się na zaniżone – jak sam twierdzi – dane GUS i ogłasza sukces w postaci 97-procentowej ściągalności. Gdy jednak przedstawia własne raporty o rozwoju miasta, przekonuje, że rzeczywista liczba mieszkańców jest o ponad 200 tysięcy wyższa. Trudno nie odnieść wrażenia, że statystyki są wybierane w zależności od tego, która wersja w danym momencie lepiej uzasadnia stanowisko władz.
Jeżeli rzeczywiście we Wrocławiu mieszka blisko 900 tysięcy osób, to największym problemem systemu nie są dziś wyłącznie rosnące koszty, lecz jego nieszczelność. Tymczasem zamiast przedstawić plan uszczelnienia poboru opłat i ograniczenia liczby osób unikających płacenia, ratusz proponuje najprostszą drogę – kolejną wysoką podwyżkę dla tych mieszkańców, którzy od lat finansują system.















