Szklana ekspozycja na placu Wolności we Wrocławiu miała być efektownym sposobem na pokazanie reliktów dawnych fortyfikacji ukrytych pod współczesną nawierzchnią. Problem w tym, że przez zastosowane tafle praktycznie nic nie widać. Sprawa wróciła po lipcowym wypadku, kiedy ciężki pojazd przygotowujący scenę wjechał na szklaną posadzkę. Część tafli pękła i zapadła się. Same zabytkowe mury nie zostały uszkodzone, ale wykonanie i montaż nowych paneli ma kosztować 189 tys. zł.
Obecnie na placu znajduje się osiem szklanych paneli. W dzień mocno ryflowane i półmleczne tafle przypominają bardziej fragment nawierzchni niż ekspozycję archeologiczną. Znajdujące się pod nimi pozostałości murów miejskich są praktycznie niewidoczne. Paradoks całej instalacji najlepiej widać więc właśnie za dnia: zabytek jest pod szkłem, ale szkło skutecznie uniemożliwia jego oglądanie.
Wieczorem i w nocy uruchamia się podświetlenie znajdującej się pod panelami ekspozycji. Teoretycznie wtedy relikty powinny stać się lepiej widoczne. W praktyce efekt nadal pozostawia wiele do życzenia. Podczas przeprowadzonej obserwacji przez cztery z ośmiu szyb nie było widać żadnego elementu ekspozycji. Przez kolejne trzy można było dostrzec jedynie niewyraźne kształty. Dopiero przez jedną taflę dało się stosunkowo wyraźnie zobaczyć fragment dawnego muru.
Z oddali podświetlone panele bardziej przypominają więc świecące płyty niż okna na historyczne pozostałości Wrocławia. Zarząd Dróg i Utrzymania Miasta zapewnia, że problemem nie jest kurz czy zabrudzenie tafli od wewnątrz.
Panele szklane są osadzone w komorach, które są otwieralne. Komory są szczelne, zabrudzenia atmosferyczne i kurz nie mają jak osadzić się na taflach od spodu
– wyjaśnia Ewa Mazur ze ZDiUM.
Według miejskiej jednostki ograniczona widoczność wynika z właściwości materiału zastosowanego podczas przebudowy placu Wolności w 2016 roku. Zdecydowano się wtedy na szkło półmleczne, dodatkowo ryflowane od góry. Nierówna powierzchnia miała przede wszystkim ograniczyć ryzyko poślizgnięcia się pieszych.
Takie rozwiązanie można tłumaczyć względami bezpieczeństwa, ale trudno nie zauważyć, że całkowicie rozmywa ono podstawowy sens ekspozycji. Jeżeli celem szklanych paneli miało być pokazanie mieszkańcom i turystom zabytkowych murów, to obecny efekt trudno uznać za udany. W dzień reliktów właściwie nie widać, a po zmroku sytuacja poprawia się tylko nieznacznie.
Tym bardziej uwagę zwraca koszt naprawy po lipcowym uszkodzeniu. 189 tys. zł za wykonanie i montaż nowych paneli to kwota, która przy tak ograniczonej funkcjonalności instalacji może budzić pytania o sens utrzymywania obecnego rozwiązania w niezmienionej formie.
Na razie ZDiUM nie zapowiada jednak żadnych zmian konstrukcyjnych ani materiałowych. Oznacza to, że po naprawie plac Wolności najpewniej znów otrzyma kosztowną szklaną ekspozycję, przez którą nadal będzie można zobaczyć bardzo niewiele.















