Sąd Okręgowy w Świdnicy skazał 45-letniego mężczyznę na 25 lat więzienia za pedofilię oraz czyny o charakterze zoofilskim. Wśród stawianych mu zarzutów znalazły się m.in. gwałty na osobach poniżej 15. roku życia, podawanie substancji odurzających, nagrywanie przestępstw oraz znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem.
W materiale dowodowym śledczy zabezpieczyli setki gigabajtów nagrań dokumentujących przestępstwa. Proceder miał trwać latami, a na ławie oskarżonych zasiadła także jego żona, Kamila L., która została skazana na 6,5 roku więzienia. Sąd uznał, że kobieta nie udzieliła pomocy małoletniej ofierze, mimo że miała pełną świadomość sytuacji.
Choć sąd podkreśla, że rozpatrywał wyłącznie odpowiedzialność karną, sprawa z Kłodzka stała się elementem szerszego sporu politycznego. Chociaż znalazła swój finał w sądzie, po wyroku pierwszej instancji, sprawa nabrała szczególnego ciężaru, gdy ujawniono, że skazana Kamila L. była aktywną działaczką lokalnych struktur Koalicji Obywatelskiej w powiecie kłodzkim. Według doniesień medialnych utrzymywała aktywne kontakty z czołowymi politykami KO, w tym wicemarszałek sejmu Moniką Wielichowską oraz ministrem Tomaszem Siemoniakiem. Pozostawała aktywna politycznie już po usłyszeniu zarzutów w 2023, biorąc czynny udział w kampaniach wyborczych.
Po ujawnieniu wyroku lokalne struktury KO zaczęły dystansować się od skazanej. W oficjalnych oświadczeniach podkreślono, że jej działania nie mają nic wspólnego z wartościami ugrupowania, a sama kobieta od dłuższego czasu nie należy do partii. Jednocześnie reakcje polityków są niejednoznaczne. Tomasz Siemoniak zapewnia, że nie miał wiedzy o sprawie i nie może odpowiadać za czyny osób, z którymi miał jedynie przelotny kontakt. Z kolei Monika Wielichowska, wiceszefowa lokalnych struktur KO nadal nie zajęła jednoznacznego stanowiska w tej bulwersującej sprawie.
Zdaniem prokuratury Kamila L. odpowiadała również za czyny związane ze znęcaniem się nad zwierzętami. Dodatkowo sąd orzekł wobec niej zakaz pracy z dziećmi oraz zakaz posiadania zwierząt przez 10 lat. Mimo skali zarzutów i wniosku prokuratury o 18 lat więzienia, sąd wymierzył znacznie niższą karę. Śledczy zapowiadają analizę uzasadnienia i nie wykluczają apelacji.












