Decyzje podejmowane przez Daniela Gibskiego w sprawie ograniczenia ogródków gastronomicznych na wrocławskim Rynku wywołały gwałtowny sprzeciw restauratorów i przedsiębiorców. Spór, który początkowo dotyczył estetyki przestrzeni publicznej, szybko przerodził się w poważny konflikt społeczno-gospodarczy.
Planowane zmiany zakładają likwidację zabudowanych, całorocznych ogródków, które przez lata stały się stałym elementem życia miasta. Dla wielu lokali oznacza to realne zagrożenie dla dalszego funkcjonowania. Termin demontażu ogródków gastronomicznych we wrocławskim Rynku minął 15 marca, ale część z nich wciąż stoi. Miasto początkowo deklarowało, że nie będzie naliczać kar, ale analizy prawne sprawiły, że nie ma innego wyjścia. Za każdy metr kwadratowy bezumownego zajmowania terenu grozi 6 zł dziennie
Przedsiębiorcy alarmują, że ograniczenie liczby miejsc dla gości przełoży się bezpośrednio na spadek przychodów. W konsekwencji może dojść do zamykania części działalności, zwolnień pracowników oraz osłabienia turystycznej atrakcyjności Wrocław. W ich ocenie decyzje konserwatora nie uwzględniają realiów prowadzenia biznesu ani znaczenia branży gastronomicznej dla lokalnej gospodarki. Miasto liczy na to, że restauratorzy albo zdecydują się na dobrowolny demontaż, albo wypracują z konserwatorem kompromis, który pozwoli im prowadzić ogródki w akceptowalnej dla ochrony zabytków formie.
To nie jedyne kontrowersje, związane z osobą i decyzjami Dolnośląskiego Konserwatora Zabytków. Wcześniej forsował on projekt przywrócenia oryginalnych dekoracji Mostu Grunwaldzkiego, uwzględniającej niemiecką nazwę i godła pruskiej dynastii Hohenzollernów. W ostatnich dniach pojawiły się też informacje dotyczące przeszłości konserwatora. Daniel Gibski miał być w młodości związany ze środowiskami alternatywnymi, w tym sceną punkową. Wrocławska prokuratura bada czy Daniel Gibski nie obraził uczuć religijnych dwójki Wrocławian. Wojewódzki konserwator zabytków miał dopuścić się tego jako członek zespołu muzycznego „Latające Odchody”.









