Dla mieszkańców Lądka-Zdroju wrzesień 2024 roku pozostanie symbolem katastrofy, która zmieniła życie całego regionu. Powódź po pęknięciu tamy w Stroniu Śląskim zniszczyła drogi, lokale usługowe i prywatne domy. Dziś jednak wielu lokalnych przedsiębiorców przekonuje, że największy dramat rozgrywa się dopiero teraz — już po opadnięciu wielkiej wody.
Kupcy i właściciele niewielkich punktów usługowych alarmują, że zamiast realnej pomocy spotykają się z biurokracją, utrudnieniami i brakiem skutecznej promocji miasta. Ich zdaniem sytuacja gospodarcza uzdrowiska jest dramatyczna.
Powódź to nie było najgorsze, co mogło nas spotkać. Teraz jesteśmy lekceważeni, pomijani i władze samorządowe robią wszystko, żebyśmy mieli jeszcze bardziej pod górę
– mówi Waldemar Załucki, właściciel sklepu z kryształami w centrum Lądka-Zdroju.
Przedsiębiorcy podkreślają, że po zakończeniu najpilniejszych remontów liczyli na stopniowy powrót turystów i odbudowę lokalnej gospodarki. Stało się jednak inaczej. W ich ocenie Lądek-Zdrój nadal kojarzony jest przede wszystkim ze zniszczeniami popowodziowymi, a miasto nie prowadzi wystarczająco skutecznej kampanii promocyjnej.
Rozumiemy, że infrastruktura wymaga odbudowy, ale dlaczego wszystko odbywa się naszym kosztem? Turystów praktycznie już nie ma
– mówią handlowcy z rynku.
Najwięcej emocji budzi organizacja ruchu w centrum miasta. Kupcy twierdzą, że zamknięcie rynku dla samochodów i ustawienie donic skutecznie odstrasza klientów. Dodatkowym problemem mają być mandaty wystawiane kierowcom próbującym zatrzymać się w pobliżu sklepów.
Kierowcy chcą zrobić zakupy, ale nie mają gdzie zaparkować. Straż miejska wystawia mandaty, więc ludzie po prostu przestają tu przyjeżdżać
– mówią przedsiębiorcy.
Do zarzutów odniósł się burmistrz Lądka-Zdroju Tomasz Nowicki. Jak podkreśla, ograniczenie ruchu samochodowego na rynku nie jest nową decyzją, lecz obowiązuje od lat.
Rynek został wyłączony z ruchu już po przebudowie w 2003 roku, aby chronić jego zabytkowy charakter i walory turystyczne. Organizacja ruchu od wielu lat pozostaje praktycznie niezmienna
– tłumaczy samorządowiec.
Burmistrz zaznacza również, że mieszkańcy są podzieleni w kwestii ruchu samochodowego w centrum miasta. Część opowiada się za większym dostępem dla aut, inni natomiast chcieliby całkowitego zakazu wjazdu.
Władze miasta odpierają także zarzuty dotyczące braku promocji uzdrowiska. Jak informuje magistrat, na działania marketingowe w tegorocznym budżecie przeznaczono ponad 572 tysiące złotych.
Rozumiemy problemy przedsiębiorców działających na obszarze rynku. Konsekwencje powodzi odczuwają dziś praktycznie wszyscy przedsiębiorcy, szczególnie z branży turystycznej
– podkreśla Tomasz Nowicki.
Choć od katastrofalnej powodzi minęły już niemal dwa lata, mieszkańcy Kotliny Kłodzkiej wciąż zmagają się z jej skutkami. W wielu miejscach nadal trwają remonty infrastruktury, a część przedsiębiorców walczy o utrzymanie działalności.
Dla lokalnych biznesów problemem okazuje się nie tylko odbudowa zniszczonych lokali, ale również odbudowanie zaufania turystów i normalnego ruchu gospodarczego. Wielu mieszkańców obawia się, że bez zdecydowanych działań promocyjnych i realnego wsparcia część rodzinnych firm może nie przetrwać kolejnych miesięcy.
W uzdrowisku coraz częściej słychać głosy, że walka o odbudowę regionu dawno przestała dotyczyć wyłącznie skutków samej powodzi. Dziś to także walka o przyszłość lokalnej społeczności i gospodarki.















