Sesja absolutoryjna sejmiku województwa dolnośląskiego po raz kolejny pokazała, że dla części polityków Koalicji Obywatelskiej najważniejsze nie są sprawy mieszkańców regionu, lecz polityczne układanki i podział stanowisk. Zamiast spokojnej debaty o inwestycjach, bezpieczeństwie czy odbudowie po powodzi, opinia publiczna obserwowała przeciąganie liny o wpływy i kolejne miejsca w zarządzie województwa.
Choć ostatecznie zarząd województwa otrzymał wotum zaufania, samo głosowanie odbywało się w atmosferze chaosu, politycznych napięć i zakulisowych targów. Wprost przyznawano, że spór dotyczy przede wszystkim układu sił w zarządzie województwa oraz żądań Koalicji Obywatelskiej dotyczących przejęcia kolejnego stanowiska.
W praktyce oznaczało to próbę wymuszenia zmian personalnych na obecnych koalicjantach — PSL i Bezpartyjnych Samorządowcach. Jak wynika z relacji uczestników rozmów, lokalni liderzy KO chcieli uzyskać trzeci fotel w zarządzie województwa dla swojego środowiska politycznego.
Cała sytuacja pokazuje narastający problem w polskiej polityce samorządowej: mieszkańcy coraz częściej stają się jedynie widzami brutalnej walki partyjnych frakcji o wpływy, stanowiska i kontrolę nad instytucjami publicznymi. Samorząd, który powinien być miejscem pragmatycznej współpracy dla dobra regionu, coraz bardziej przypomina pole politycznej wojny między partyjnymi grupami interesów.
Szczególnie bulwersujące są doniesienia o naciskach przenoszonych na poziom centralny. Według medialnych ustaleń rozmowy dotyczące dolnośląskiego zarządu miały trafić aż do Warszawy, gdzie omawiano możliwość politycznych retorsji w innych województwach.
To pokazuje skalę upartyjnienia samorządów. Zamiast merytorycznej oceny pracy zarządu województwa pojawia się polityczny handel poparciem i wzajemne blokowanie głosowań. Trudno nie odnieść wrażenia, że dla części środowiska KO absolutorium stało się narzędziem nacisku w negocjacjach o kolejne stanowiska.
Niepokojące są również wypowiedzi samych polityków koalicji, którzy otwarcie mówią o „stabilności układu” czy „adekwatnym podziale miejsc”. W praktyce oznacza to traktowanie województwa jak politycznego łupu wyborczego, a nie wspólnoty mieszkańców oczekujących sprawnego zarządzania regionem.
Coraz więcej mieszkańców Dolnego Śląska może zadawać dziś pytanie: czy samorząd wojewódzki ma zajmować się realnymi problemami regionu, czy przede wszystkim politycznym kupczeniem stanowiskami?















