Mija 12 lat od jednej z najbardziej kontrowersyjnych decyzji kulturalnych w historii Wrocławia. W 2014 roku miejska spółka Hala Stulecia kupiła kolekcję ponad 3200 zdjęć Marilyn Monroe za około 6,5 miliona złotych. Zakup przedstawiano wtedy jako wielką inwestycję w kulturę i przyszłą atrakcję turystyczną miasta. Problem w tym, że po ponad dekadzie mieszkańcy nadal nie mają gdzie tej kolekcji oglądać.
Pomysłodawcą przedsięwzięcia był ówczesny prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz. Władze miasta zapowiadały stworzenie specjalnego muzeum lub galerii poświęconej hollywoodzkiej gwieździe. Rozważano lokalizacje w ścisłym centrum miasta — między innymi w Rynku czy przy placu Solnym. Z ambitnych planów nie zostało jednak praktycznie nic.
Dziś ogromna kolekcja fotografii autorstwa Miltona H. Greene’a przechowywana jest w Archiwum Państwowym, a zdecydowana większość mieszkańców nigdy jej nie widziała. Przez lata organizowano jedynie niewielkie, okazjonalne ekspozycje, które nie rozwiązały podstawowego problemu — braku stałego miejsca prezentacji kolekcji.
Sama transakcja od początku budziła ogromne kontrowersje. Wrocław wydał publiczne pieniądze na zakup fotografii amerykańskiej gwiazdy popkultury w czasie, gdy miasto mierzyło się z wieloma pilniejszymi potrzebami infrastrukturalnymi i społecznymi. Krytycy określali zakup mianem „fanaberii” i luksusowego gadżetu finansowanego z pieniędzy mieszkańców.
Najbardziej uderza jednak brak długofalowego planu. Już w momencie zakupu eksperci podkreślali, że sama kolekcja nie wystarczy — konieczne będą kolejne miliony na odpowiednią przestrzeń ekspozycyjną, promocję i utrzymanie muzeum. Tymczasem przez ponad dekadę nie udało się stworzyć nawet stałej wystawy.
Kuriozalnie brzmią dziś dawne zapowiedzi o „turystycznym hicie Wrocławia”. W praktyce mieszkańcy otrzymali kosztowną kolekcję schowaną w magazynach, o której większość wrocławian przypomina sobie jedynie przy okazji kolejnych rocznic lub medialnych publikacji.
Sytuacja stawia także pytania o sposób zarządzania miejskimi pieniędzmi i priorytety władz Wrocławia na przestrzeni ostatnich lat. Trudno bowiem uznać za sukces inwestycję, która po ponad dekadzie nadal nie spełnia swojej podstawowej funkcji — nie służy mieszkańcom ani promocji miasta.
Dziś coraz więcej osób pyta nie tylko o przyszłość kolekcji, ale również o odpowiedzialność za decyzję, która pochłonęła miliony złotych z publicznej kasy, nie przynosząc praktycznie żadnych trwałych efektów dla Wrocławia.















