Decyzja Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu wywołała ogromne oburzenie i niedowierzanie. Bohdana i Ivan Y., obywatele Ukrainy podejrzani o wielomiesięczne znęcanie się nad swoją niespełna dwuletnią córką, która ostatecznie zmarła w wyniku odniesionych obrażeń i sepsy, opuścili areszt mimo wyjątkowo ciężkich zarzutów.
Śledczy nie mają wątpliwości, że dziecko przez długi czas doświadczało skrajnej przemocy i zaniedbań. Dziewczynka trafiła do szpitala w dramatycznym stanie — lekarze stwierdzili między innymi ropnie, zmiany martwicze, ciężkie odwodnienie, skrajną anemię oraz ślady przemocy fizycznej. Według prokuratury obrażenia były wynikiem długotrwałego znęcania się i całkowitego zaniedbania podstawowych potrzeb dziecka.
Mimo że podejrzanym grozi nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności, sąd apelacyjny uznał, że dalszy areszt „nie jest konieczny”. Co szczególnie bulwersujące, po uchyleniu aresztu początkowo nie zastosowano wobec małżeństwa żadnego środka zapobiegawczego. Dopiero po wyjściu podejrzanych na wolność prokuratura wprowadziła dozór policyjny, zakaz opuszczania kraju i zatrzymała im paszporty.
Sprawa budzi tym większe emocje, że sędzia Jerzy Skorupka, który podjął decyzję o uchyleniu aresztu, już wcześniej wydawał podobne, szeroko krytykowane orzeczenia. W przeszłości miał zwalniać z aresztu osoby oskarżane o wyjątkowo brutalne przestępstwa, co później prowadziło do kolejnych dramatycznych wydarzeń lub utrudniania postępowań.
Jedną z takich spraw był przypadek lekarza podejrzanego o zrzucenie żony z balkonu. Po opuszczeniu aresztu proces przeciągał się miesiącami, a podejrzany ostatecznie zmarł przed rozpoczęciem procesu, unikając odpowiedzialności karnej. W innym przypadku recydywista zwolniony z aresztu miał brutalnie pobić własnego brata — świadka w sprawie.
W obecnej sprawie szczególnie niepokojący jest fakt, że podejrzani nie mieli stałego miejsca pobytu i — według prokuratury — deklarowali chęć wyjazdu z Polski. Śledczy obawiali się więc realnego ryzyka ucieczki lub utrudniania postępowania.
Coraz więcej pytań pojawia się dziś nie tylko o samą decyzję sądu, ale również o bezpieczeństwo społeczne i skuteczność wymiaru sprawiedliwości. Dla wielu mieszkańców Dolnego Śląska niezrozumiałe pozostaje, jak osoby oskarżone o doprowadzenie własnego dziecka do śmierci mogły opuścić areszt jeszcze przed zakończeniem śledztwa.
Sprawa dwuletniej dziewczynki stała się symbolem szerszego problemu — rosnącego poczucia bezradności wobec decyzji sądów, które w opinii części społeczeństwa coraz częściej stawiają prawa podejrzanych ponad bezpieczeństwo i poczucie sprawiedliwości ofiar.















