W Ostaszowie, niewielkiej miejscowości położonej niedaleko Przemkowa na Dolnym Śląsku, narasta konflikt wokół planowanego wpisania całej wsi do rejestru zabytków. Procedura prowadzona przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków już trwa, a jej skutki mieszkańcy odczuwają na co dzień – część prac budowlanych i remontowych została wstrzymana.
Dla jednych Ostaszów jest unikatowym przykładem modernistycznej architektury i świadectwem historii XX wieku. Dla innych – przede wszystkim miejscem do normalnego życia, które po objęciu ochroną konserwatorską może stać się źródłem ogromnych kosztów i problemów.
Ostaszów powstał w latach 30. XX wieku na terenach osuszonych bagien. Była to tzw. wieś modelowa, budowana według jednolitej koncepcji urbanistycznej. Jak podkreślają eksperci Narodowego Instytutu Dziedzictwa, podobnych założeń praktycznie nie ma ani w Polsce, ani nawet na terenach dzisiejszych Niemiec.
Powstało według jednego konceptu osiedle składające się z luźno rozłożonych zagród, co jest dość wyjątkowe
– tłumaczy dr Grzegorz Grajewski z Narodowego Instytutu Dziedzictwa.
Jednocześnie eksperci przyznają, że historia miejscowości jest związana z okresem III Rzeszy, ponieważ projekt realizowały niemieckie organizacje wspierające osadnictwo rolne. Mieszkańcy nie kwestionują wyjątkowości swojej miejscowości, ale obawiają się skutków objęcia jej ścisłą ochroną konserwatorską.
Zmieniać jego wcale nie chcę, tylko bym chciała nowe okna, nowe drzwi, takie, jak ja chcę i na takie jakie mnie stać, a nie takie, jak narzuci nam konserwator.
– mówi mieszkanka Ostaszowa Marzena Juźwiak.
Podobne obawy ma wielu właścicieli domów. Jak podkreślają, nawet niewielkie remonty po wpisie do rejestru zabytków mogą wymagać kosztownych uzgodnień i używania droższych materiałów.
My byśmy sobie zrobili sami, bo zależy nam na kosztach, jednak jak tak obliczamy, gdzie 10 tysięcy mniej więcej nas to wyniesie, to z konserwatorem około 30 tysięcy
– wyjaśnia Marta Goch.
Mieszkańcy obawiają się również utraty swobody w zarządzaniu własnymi nieruchomościami. Po wpisaniu układu ruralistycznego do rejestru zabytków nawet drobne prace mogą wymagać zgody konserwatora.
Będę musiał uzgadniać każdą rzecz, chociażby założenie czegokolwiek czy wymianę dachówki
– podkreśla Waldemar Kudła, mieszkaniec dawnego budynku nauczycielskiego.
Dodatkowe emocje budzi fakt, że – według mieszkańców – konserwator nie zaoferował konkretnych programów wsparcia finansowego dla właścicieli nieruchomości.
Konserwator powiedział prosto i wyraźnie, że żadnych dofinansowań oni nie dają, oni tylko wymagają
– mówi Marzena Juźwiak.
Narodowy Instytut Dziedzictwa przekonuje, że ochrona takich miejsc jest konieczna, by zachować unikalne elementy krajobrazu kulturowego dla przyszłych pokoleń.
Musimy coś wybrać. Albo wszystko puszczamy na wolną stopę i decyduje tylko zysk, albo chronimy coś, co ma wartość, żeby to przekazać następcom
– podsumowuje dr Grzegorz Grajewski.
Mieszkańcy Ostaszowa odpowiadają jednak, że nie są przeciwnikami historii ani zabytków. Chcą jedynie, by decyzje dotyczące ochrony miejscowości uwzględniały realia codziennego życia i możliwości finansowe zwykłych rodzin.















