Politycy i działacze sportowi wracają do pomysłu organizacji igrzysk olimpijskich w Polsce w 2040 roku. W gronie potencjalnych gospodarzy wymienia się także Wrocław. Entuzjazm władz zderza się jednak z pytaniem mieszkańców: czy miasto, które nie radzi sobie z podstawowymi problemami infrastrukturalnymi, powinno myśleć o olimpijskich ambicjach?
Temat organizacji igrzysk olimpijskich ponownie wrócił do debaty publicznej. Tym razem za sprawą konsultacji „Strategii Rozwoju Sportu do Roku 2040”, które odbyły się na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Przedstawiciele Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz samorządowcy przekonywali, że Polska mogłaby w 2040 roku zorganizować igrzyska olimpijskie, a Wrocław miałby odegrać w tym projekcie istotną rolę.
Pomysł od razu wywołał jednak mieszane reakcje. Wielu mieszkańców zwraca uwagę, że zanim miasto zacznie marzyć o olimpijskiej promocji i gigantycznych inwestycjach, powinno rozwiązać problemy, z którymi wrocławianie zmagają się każdego dnia.
Wrocław od miesięcy mierzy się z kryzysem komunikacyjnym. Kierowcy stoją w gigantycznych korkach, mieszkańcy południowych osiedli narzekają na chaos drogowy, a remonty — jak ten na Brochowie czy w rejonie ul. Gazowej — paraliżują całe części miasta.
Do tego dochodzą problemy transportu publicznego, przeciążona infrastruktura, wysokie ceny mieszkań, zaniedbane osiedla i kolejne kontrowersje wokół miejskich inwestycji.
W tym kontekście wizja organizacji igrzysk olimpijskich dla wielu mieszkańców brzmi bardziej jak polityczny slogan niż realny plan rozwoju miasta.
Wrocław ma dziś mnóstwo nierozwiązanych problemów. Mieszkańcy stoją godzinami w korkach, komunikacja miejska jest niewydolna, a ceny mieszkań uciekają zwykłym ludziom. Naprawdę teraz najważniejsze są igrzyska?
– pytają mieszkańcy w mediach społecznościowych.
To nie pierwszy raz, gdy Wrocław flirtuje z olimpijskimi ambicjami. Wrocław był już jednym z kandydatów do organizacji Expo 2012, wcześniej mówiło się także o innych wielkich projektach promocyjnych i sportowych. Część z nich kończyła się ogromnymi kosztami, które ostatecznie ponosili mieszkańcy.
Eksperci od lat podkreślają, że współczesne igrzyska olimpijskie coraz częściej przynoszą gigantyczne zadłużenie i problemy finansowe. Wystarczy spojrzeć na Ateny, Rio de Janeiro czy nawet Paryż, gdzie koszty organizacji wielokrotnie przekraczały pierwotne założenia.
Pojawiają się więc pytania, czy Polska — i sam Wrocław — są gotowe na przedsięwzięcie pochłaniające dziesiątki miliardów złotych.
Podczas konsultacji we Wrocławiu politycy przekonywali, że igrzyska mogłyby stać się impulsem rozwojowym dla kraju i regionu.
Wiceminister sportu Piotr Borys podkreślał, że przygotowywana strategia ma łączyć sport wyczynowy z aktywnością społeczną i rozwojem młodzieży.
Reformujemy system sportu, myśląc o igrzyskach olimpijskich, ale przede wszystkim o wyszkoleniu całego pokolenia młodych ludzi
– mówił Piotr Borys.
Z kolei wicemarszałek Dolnego Śląska Wojciech Bochnak przekonywał, że region posiada odpowiedni potencjał infrastrukturalny i organizacyjny.
Choć idea promocji miasta poprzez wielkie wydarzenia sportowe brzmi atrakcyjnie, coraz więcej wrocławian oczekuje przede wszystkim poprawy jakości codziennego życia.
Mieszkańcy pytają o remonty ulic, nowe linie tramwajowe, walkę z korkami, bezpieczeństwo, dostępność mieszkań czy stan miejskiej infrastruktury. Wiele osób obawia się, że olimpijskie ambicje mogą stać się kolejnym kosztownym projektem realizowanym kosztem realnych potrzeb mieszkańców.
Dyskusja o igrzyskach dopiero się zaczyna, ale już teraz widać, że obok sportowych emocji będzie jej towarzyszyć pytanie: czy Wrocław potrzebuje dziś olimpijskich marzeń, czy raczej rozwiązania problemów, które mieszkańcy widzą każdego dnia za oknem?














