Premier Donald Tusk powołał Agnieszkę Mizę na stanowisko I Wicewojewody Dolnośląskiego. Nową nominację podczas konferencji prasowej w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim ogłosiła wojewoda Anna Żabska, podkreślając, że „bardzo się cieszy, że mamy kolejną kobietę na pokładzie urzędu”.
Zmiana następuje po odwołaniu Piotra Sebastiana Kozdrowickiego z Lewicy, który sam miał złożyć wniosek o rezygnację ze stanowiska. Oficjalnie mowa o zwykłej zmianie personalnej, jednak trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia z kolejnym etapem politycznego rozdzielania stanowisk pomiędzy środowiska tworzące obecny obóz władzy.
Nowa wicewojewoda przejęła dokładnie te same obszary kompetencyjne co jej poprzednik — między innymi geodezję, kartografię, nadzór nad inspekcją handlową i farmaceutyczną czy sprawy dotyczące orzekania o niepełnosprawności. Sama Agnieszka Miza podkreślała swoje doświadczenie w administracji publicznej, samorządzie oraz instytucjach kultury i ochrony środowiska.
Trudno jednak nie zauważyć, że cała operacja wpisuje się w coraz bardziej widoczny mechanizm politycznego obsadzania stanowisk publicznych osobami związanymi z konkretnymi środowiskami partyjnymi. W ostatnich miesiącach Dolny Śląsk stał się wręcz symbolem walk frakcyjnych i układów personalnych w obrębie Koalicji Obywatelskiej, Lewicy oraz zaplecza samorządowego.
Mieszkańcy regionu coraz częściej mogą mieć poczucie, że kluczowe decyzje kadrowe zapadają nie w oparciu o przejrzyste konkursy i kompetencje, lecz polityczne uzgodnienia między partyjnymi środowiskami. Zamiast odpartyjnienia administracji publicznej obserwujemy raczej dalsze wzmacnianie systemu politycznych nominacji.
Szczególnie mocno kontrastuje to z wcześniejszymi deklaracjami obecnej koalicji rządzącej, która zapowiadała większą transparentność i profesjonalizację państwa. Tymczasem kolejne stanowiska w urzędach wojewódzkich, spółkach czy instytucjach publicznych stają się elementem politycznej układanki i nagradzania lojalnych środowisk.
Dla mieszkańców Dolnego Śląska najważniejsze pozostaje jednak pytanie, czy za tymi zmianami personalnymi pójdzie realna poprawa funkcjonowania urzędu i rozwiązywanie problemów regionu — czy jedynie kolejna odsłona politycznego kupczenia stanowiskami.













