Prokuratura i policja badają sprawę dzikiego składowiska odpadów w Nowej Wsi Legnickiej. Na teren mokradeł znajdujących się pomiędzy zabudowaniami a bazą jednej z firm przez wiele tygodni miały trafiać odpady budowlane, w tym beton i asfalt. Alarm podniósł wójt gminy Legnickie Pole po sygnałach od mieszkańców.
Według samorządu proceder mógł odbywać się nielegalnie i doprowadzić do poważnych szkód środowiskowych. Szczególne obawy dotyczą zasypywania terenów podmokłych będących siedliskiem chronionych gatunków zwierząt.
My, samorządowcy, musimy bardzo dbać o przestrzeń wokół nas. Jeżeli zostanie udowodnione, że to składowisko odpadów, a firma nagle zniknie i osoby odpowiedzialne rozpłyną się w przestrzeni publicznej, to jako samorząd będziemy musieli ponieść koszty utylizacji i uprzątnięcia tych odpadów
– podkreśla wójt Rafał Plezia.
Sprawą zajmuje się już Prokuratura Okręgowa w Legnicy. Jak przekazała rzeczniczka prokuratury Liliana Łukasiewicz, prowadzone są obecnie czynności sprawdzające mające ustalić właściciela działki, legalność składowania odpadów oraz potencjalne zagrożenie dla środowiska naturalnego.
Według miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego teren ma charakter rolniczy, co dodatkowo budzi pytania o możliwość prowadzenia tam jakiejkolwiek działalności związanej ze składowaniem odpadów.
Szczególnie niepokojące są informacje dotyczące niszczenia cennych przyrodniczo mokradeł. Jak zaznacza wójt, na tym obszarze występuje m.in. chroniony kumak nizinny. To właśnie dlatego do sprawy włączono również Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska.
Kontrola została już przeprowadzona, a jednym z efektów ma być objęcie mokradeł ochroną jako użytku ekologicznego. To pokazuje skalę zagrożenia i fakt, że przez długi czas mogło dochodzić do dewastacji terenów cennych przyrodniczo praktycznie bez reakcji państwowych instytucji.
Według świadków na teren mogło zostać wywiezionych nawet kilka tysięcy ton odpadów pochodzących z jednej z inwestycji realizowanych w Legnicy. Proceder miał ustać dopiero po nagłośnieniu sprawy przez lokalne władze.
Cała sytuacja po raz kolejny pokazuje, jak łatwo w Polsce dochodzi do tworzenia nielegalnych składowisk i jak często reakcja państwa następuje dopiero wtedy, gdy sprawa staje się publiczna. Tymczasem mieszkańcy i samorządy zostają później z problemem kosztownej likwidacji odpadów oraz odbudowy zniszczonego środowiska.















