Sceny przypominające czasy głębokiego PRL-u rozegrały się przed Ośrodkiem Diagnostyki Onkologicznej NSZZ „Solidarność” w Legnicy. Ponad 200 kobiet ustawiło się w kolejce jeszcze przed świtem, by zapisać się na profilaktyczne badania USG piersi finansowane przez NFZ.
Niektóre pacjentki czekały nawet pięć godzin.
Jak relacjonują kobiety, część z nich pojawiła się pod placówką już około trzeciej lub czwartej rano, obawiając się, że nie uda im się zapisać na badania do końca roku.
Ludzie musieli od 3:00 czy 4:00 rano czekać, bo później już nie będzie miejsc
– mówiły pacjentki stojące w kolejce.
Sytuacja wywołała ogromne emocje i po raz kolejny pokazała dramatyczny stan publicznej ochrony zdrowia w Polsce. Mimo nieustannych zapowiedzi „naprawy systemu” i miliardowych wydatków na służbę zdrowia, pacjenci nadal zmuszeni są walczyć o podstawową diagnostykę.
Dyrektor placówki Dorota Ferfecka tłumaczy, że ośrodek w pierwszej kolejności musi przyjmować pacjentki z już wykrytymi zmianami nowotworowymi, a problemem pozostaje brak specjalistów.
Od kilku lat poszukujemy radiologa specjalizującego się w chorobach piersi. To nie jest proste
– podkreśla.
Jednak dla wielu pacjentek takie tłumaczenia nie rozwiązują podstawowego problemu: państwowy system zdrowia nie jest dziś w stanie zapewnić sprawnej i dostępnej profilaktyki, która przecież może ratować życie.
Dolnośląski oddział NFZ zapowiedział już kontrolę w legnickiej placówce. Fundusz uważa, że sytuacja jest „niedopuszczalna” i nie powinno dochodzić do organizowania zapisów w sposób powodujący wielogodzinne kolejki.
Problem polega jednak na tym, że podobne sceny od dawna nie są wyjątkiem. W wielu miastach pacjenci miesiącami czekają na diagnostykę, specjalistów czy zabiegi, a dostęp do profilaktyki coraz częściej przypomina loterię.
Pacjentki z Legnicy zwracają uwagę, że nawet jeśli rejestracja zostałaby rozłożona na kolejne dni, problem nie zniknie. Chętnych na badania jest po prostu znacznie więcej niż możliwości systemu.
W praktyce oznacza to, że kobiety chcące regularnie kontrolować swoje zdrowie nadal muszą walczyć o terminy, stać godzinami w kolejkach i żyć w niepewności. A przecież w przypadku nowotworów czas bardzo często decyduje o życiu.
Cała sytuacja staje się kolejnym symbolem niewydolności publicznej ochrony zdrowia i pokazuje, że mimo politycznych deklaracji pacjenci nadal pozostają pozostawieni sami sobie.















