W Łężycach w gminie Szczytna znajduje się jedno z największych stanowisk barszczu Sosnowskiego na Dolnym Śląsku. Mieszkańcy od lat alarmują, że niebezpieczna roślina wymyka się spod kontroli i coraz śmielej zajmuje kolejne tereny w pobliżu domów, dróg oraz popularnych szlaków prowadzących w Góry Stołowe.
Mimo licznych zgłoszeń i apeli problem pozostaje nierozwiązany. Barszcz Sosnowskiego został sprowadzony do Polski z Kaukazu w czasach PRL. W latach 70. wykorzystywano go jako potencjalną paszę dla zwierząt hodowlanych. Szybko okazało się jednak, że eksperyment zakończył się katastrofą.
Dziś roślina uznawana jest za jeden z najgroźniejszych gatunków inwazyjnych występujących w Polsce. Osiąga nawet pięć metrów wysokości, błyskawicznie się rozprzestrzenia i jest niezwykle trudna do zwalczenia.
Mieszkańcy Łężyc przyznają, że walczą z nią od lat, jednak ich wysiłki przypominają walkę z wiatrakami.
Wystarczy tydzień czy dwa i wszystko odrasta na nowo
– mówią mieszkańcy.
Problem nie ogranicza się wyłącznie do estetyki krajobrazu. Kontakt z barszczem Sosnowskiego może prowadzić do bardzo poważnych poparzeń skóry, szczególnie podczas słonecznej pogody. W niektórych przypadkach konieczna jest hospitalizacja.
Niepokój mieszkańców budzi również fakt, że przez Łężyce przechodzą liczne trasy turystyczne prowadzące do Gór Stołowych.
Turyści często nie zdają sobie sprawy z zagrożenia. Wystarczy chwila nieuwagi, zerwanie liścia czy przypadkowy kontakt z rośliną, aby doszło do groźnych obrażeń.
Mieszkańcy zwracają uwagę, że barszcz pojawia się już nie tylko na nieużytkach, ale także w pobliżu zabudowań, ogrodów i przydomowych działek.
Sprawa pokazuje szerszy problem, z którym mierzą się samorządy w całej Polsce. Formalnie gminy odpowiadają za monitorowanie zagrożenia, jednak często nie dysponują odpowiednimi środkami ani narzędziami do skutecznej walki z inwazyjnym gatunkiem.
Burmistrz Szczytnej Krzysztof Żak podkreśla, że samorząd nie może samodzielnie wkraczać na prywatne działki, a koszty kompleksowego usuwania barszczu są ogromne.
Trudno nie zauważyć, że państwo od lat nie wypracowało skutecznego systemu walki z tym zagrożeniem. W efekcie odpowiedzialność spada na mieszkańców oraz lokalne samorządy, które często pozostają bez odpowiedniego wsparcia finansowego.
Eksperci zajmujący się monitorowaniem barszczu Sosnowskiego wskazują, że skuteczna walka wymaga wieloletnich, konsekwentnych działań prowadzonych równocześnie przez właścicieli gruntów, samorządy i instytucje państwowe.
Przykład Legnicy pokazuje, że jest to możliwe. Tam dzięki systematycznemu usuwaniu stanowisk przez kilka kolejnych lat udało się znacząco ograniczyć skalę problemu.
Tymczasem w skali całego kraju sytuacja pozostaje niepokojąca. Według ekspertów liczba stanowisk barszczu Sosnowskiego stale rośnie, a jego obecność odnotowano już w blisko czterech tysiącach lokalizacji.
Historia Łężyc jest symbolem szerszego problemu. Polska potrafi wydawać miliardy na kolejne programy i projekty, ale od dekad nie potrafi skutecznie rozwiązać kwestii gatunku, który stanowi realne zagrożenie dla zdrowia obywateli.
Mieszkańcy Łężyc nie oczekują cudów. Chcą jedynie skutecznych działań, które pozwolą zatrzymać ekspansję rośliny zanim problem stanie się jeszcze większy. Pytanie brzmi, czy tym razem ktoś ich wysłucha.















