Były wiceprezydent Wrocławia, były wiceminister sprawiedliwości i obecny radny Lewicy Bartłomiej Ciążyński został nieprawomocnie uniewinniony przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej. Chodzi o głośną sprawę korzystania ze służbowego samochodu i służbowej karty paliwowej podczas prywatnych wyjazdów, w tym wakacyjnego urlopu w Słowenii.
To właśnie ujawnienie tych informacji przez media doprowadziło w 2024 roku do błyskawicznego końca ministerialnej kariery polityka. Ciążyński zasiadał w fotelu wiceministra sprawiedliwości zaledwie kilkadziesiąt dni. Gdy sprawa wyszła na jaw, podał się do dymisji.
Według ustaleń śledczych polityk miał co najmniej osiem razy tankować paliwo do prywatnych przejazdów przy użyciu służbowej karty flotowej należącej do Instytutu Sieci Badawczej Łukasiewicz PORT we Wrocławiu. Wśród wydatków znalazł się także zakup płynu do spryskiwaczy. Łączna kwota, o którą toczył się spór, wyniosła 4619,82 zł.
Prokuratura uznała, że doszło do działania na szkodę interesu publicznego i skierowała do sądu akt oskarżenia. Za zarzucane czyny groziła kara od roku do nawet 10 lat pozbawienia wolności.
Obrona byłego wiceprezydenta opierała się jednak na argumentacji, która dla wielu mieszkańców może brzmieć zaskakująco. Ciążyński twierdził, że nie otrzymał jasnych instrukcji dotyczących korzystania ze służbowego pojazdu. Jak przekonywał, miał usłyszeć od pracownicy administracji, że z samochodu może korzystać „dowolnie”, również poza granicami kraju. W efekcie był przekonany, że prywatne użytkowanie pojazdu oraz tankowanie paliwa nie narusza żadnych zasad.
Sąd przychylił się do tej argumentacji i uniewinnił oskarżonego od wszystkich zarzutów.
Wyrok wywołuje jednak poważne pytania o standardy obowiązujące osoby pełniące funkcje publiczne. Trudno bowiem nie zauważyć, że przeciętny pracownik prywatnej firmy doskonale wie, iż służbowy samochód i służbowa karta paliwowa nie służą do finansowania prywatnych wyjazdów urlopowych. Tymczasem były wiceminister sprawiedliwości przekonywał, że pozostawał w błędnym przekonaniu co do zasad korzystania z majątku publicznego.
Co szczególnie istotne, sam Bartłomiej Ciążyński nie kwestionował faktu korzystania z samochodu ani tankowania paliwa. Spór od początku dotyczył tego, czy jego działanie było świadome i czy można uznać je za przestępstwo.
Nieprawomocny wyrok oznacza, że sprawa może jeszcze wrócić na wokandę. Niezależnie jednak od dalszego biegu postępowania pozostaje pytanie o odpowiedzialność osób zarządzających publicznymi instytucjami i o to, czy standard „nie wiedziałem, że nie wolno” powinien wystarczać do zamknięcia takiej sprawy. Zwłaszcza gdy chodzi o pieniądze podatników.















