Sprawa dokumentów znalezionych w jednym z kłodzkich śmietników nabiera nowego wymiaru. Choć w przestrzeni publicznej pojawiły się sugestie, że mogły to być listy poparcia pod referendum w sprawie odwołania burmistrza Michała Piszki, dotychczas nie potwierdziły tego ani policja, ani prokuratura. Również przedstawiciele Komitetu Referendalnego podkreślają, że nie mają podstaw, by uznać odnalezione dokumenty za własne.
Dodatkowe kontrowersje wywołał materiał Radia Wrocław. Grupa referendalna zarzuca redakcji wykorzystanie wypowiedzi jednego z mieszkańców w zupełnie innym kontekście, niż została ona udzielona.
Według Tomasza Łukaszczyka został on poinformowany, że rozmawia o dokumentach związanych z inną inicjatywą – kartami dotyczącymi partii Konfederacja Korony Polskiej. Nie miał natomiast wiedzy, że jego wypowiedź zostanie wykorzystana w materiale dotyczącym rzekomych list referendalnych.
Co więcej, w materiale Radia Wrocław pojawiła się informacja, że jeden z mieszkańców, którego dane widnieją na odnalezionych drukach, twierdzi, iż nie składał podpisu pod listą poparcia. Tymczasem – jak podkreśla grupa referendalna – Tomasz Łukaszczyk potwierdza, że około dwa tygodnie wcześniej podpisał wniosek o przeprowadzenie referendum.
Przedstawiciele inicjatywy referendalnej przypominają również, że wszystkie ich karty posiadają wewnętrzny system identyfikacji, który pozwala ustalić ich pochodzenie. Do tej pory nie otrzymali jednak dostępu do zabezpieczonych przez policję dokumentów, dlatego – jak podkreślają – nie mogą potwierdzić ani wykluczyć, czy mają one jakikolwiek związek z prowadzoną akcją.
W tej sytuacji coraz częściej pojawiają się pytania, czy odnalezione dokumenty rzeczywiście pochodzą od Komitetu Referendalnego, czy też mogły zostać wykorzystane do wywołania medialnego skandalu wokół inicjatywy zmierzającej do odwołania burmistrza Kłodzka. Na obecnym etapie brak jest dowodów pozwalających przesądzić o którejkolwiek z tych wersji.
Grupa referendalna apeluje o rzetelność w przekazywaniu informacji oraz powstrzymanie się od formułowania jednoznacznych wniosków przed zakończeniem postępowania prowadzonego przez organy ścigania. Zdaniem jej przedstawicieli dopiero pełna analiza zabezpieczonych dokumentów pozwoli odpowiedzieć na pytanie, czy cała sprawa była wynikiem zaniedbania, czy też próbą uderzenia w obywatelską inicjatywę referendalną.















