Sprawa brutalnych przestępstw seksualnych wobec dzieci w Kłodzku stała się przedmiotem pilnej analizy na najwyższym szczeblu państwa. Waldemar Żurek, Prokurator Generalny i Minister Sprawiedliwości, podjął działania, mające wyjaśnić, czy w tej sprawie zawiodły instytucje oraz czy wymierzona kara odpowiada skali zbrodni.
Szef resortu sprawiedliwości od kilku dni szczegółowo analizuje dokumenty dotyczące sprawy. Jak sam podkreślił, jego celem jest ustalenie, dlaczego wobec 41-letniej kobiety zapadł wyrok zaledwie 6,5 roku więzienia, podczas gdy prokuratura wnioskowała o 18 lat.
Chciałbym wiedzieć, jaka była rola tej osoby i dlaczego kara jest tak znacząco niższa niż oczekiwania prokuratury
– wskazał Waldemar Żurek.
Minister zaznaczył, że jako Prokurator Generalny ponosi odpowiedzialność za funkcjonowanie prokuratury i dlatego musi dokładnie przyjrzeć się działaniom śledczych. Nie wykluczył również dalszych kroków, w tym wsparcia dla ewentualnej apelacji.
Jednocześnie jasno podkreślił, że w tego typu sprawach konieczne są najsurowsze możliwe kary, które będą realnie odstraszać sprawców.
To są bestie. Takie przestępstwa muszą spotykać się z bezwzględną reakcją państwa
– ocenił.
Przypomnijmy: kobieta została skazana za nieudzielenie pomocy małoletniej ofierze przemocy seksualnej oraz za znęcanie się nad zwierzętami. Przez ponad dekadę – od 2011 do 2022 roku – miała być świadkiem dramatycznych przestępstw dokonywanych przez jej męża i nie podjęła żadnych działań, by je powstrzymać.
Sam sprawca usłyszał wyrok 25 lat więzienia za gwałty na dzieciach, podawanie im środków odurzających oraz utrwalanie treści pornograficznych.
Mimo tak drastycznego charakteru sprawy, wyrok wobec kobiety został uznany przez wielu za rażąco łagodny – co stało się jednym z głównych powodów interwencji Prokuratora Generalnego. Równolegle do działań organów państwa trwa spór polityczny. Politycy Koalicji Obywatelskiej konsekwentnie dystansują się od sprawy, odpierając zarzuty o jakiekolwiek związki polityczne. Lider struktur KO na Dolnym Śląsku Michał Jaros wyraźnie podkreśla, że łączenie tej sprawy z jego środowiskiem politycznym jest nieuprawnione.
Próby łączenia tego z polityką są nadużyciem – stwierdził Jaros, zaznaczając, że najważniejsze jest dobro dzieci, a nie polityczne wykorzystywanie tragedii.
Do sprawy, po długim milczeniu, odniosła się również Monika Wielichowska. Wicemarszałek Sejmu i jedna z liderek kłodzkich struktur Koalicji Obywatelskiej wydała oświadczenie, podkreślając brak związku z działaniami skazanej oraz sprzeciw wobec łączenia tej sprawy z polityką. W jego treści stanowczo odpiera zarzuty i, pomimo wielu ich wspólnych zdjęć, podkreśla brak jakichkolwiek związków ze skazaną. Jednocześnie Wielichowska przedstawia się jako ofiara „zmasowanej kampanii nienawiści” i politycznej nagonki ze strony przeciwników, nie odnosząc się szerzej do samej sprawy przestępstw ani okoliczności wyroku.












