Mieszkańcy Stronia Śląskiego coraz głośniej mówią o strachu, frustracji i poczuciu pozostawienia samym sobie. Ponad półtora roku po katastrofalnej powodzi, która we wrześniu 2024 roku zniszczyła tamę na Morawce i doprowadziła do dramatycznego zalania Stronia Śląskiego oraz Lądka-Zdroju, odbudowa właściwie wciąż pozostaje na etapie dokumentacji i urzędniczych procedur. Tymczasem nad regionem ponownie zbierają się burzowe chmury.
Coraz więcej mieszkańców zadaje dziś pytanie: jak to możliwe, że w latach 1906–1908 zaporę udało się wybudować w zaledwie dwa lata, a współczesne państwo potrzebuje nawet siedmiu lat na jej odbudowę?
Według obecnych zapowiedzi Wód Polskich nowy zbiornik ma zostać oddany do użytku najwcześniej w 2030 lub 2031 roku. Na razie podpisano jedynie umowę na przygotowanie dokumentacji projektowej, a właściwe roboty budowlane jeszcze się nie rozpoczęły. Dla mieszkańców brzmi to jak ponury żart.
Sytuacja jest niepewna. Nikt nie zajmuje się tutaj dalszymi pracami odbudowy naszej tamy. A pora gwałtownych burz się zbliża. Pogoda nie poczeka. Jak przyjdą ulewy i burze, to będzie za późno
– mówią zaniepokojeni mieszkańcy Stronia Śląskiego.
W pamięci mieszkańców szczególnie mocno zapisał się fakt, że zaledwie dzień przed katastrofą premier Donald Tusk publicznie uspokajał opinię publiczną, mówiąc, że „prognozy nie są specjalnie alarmujące”. Kilkanaście godzin później tama pękła pod naporem wody, a przez Stronie Śląskie i okoliczne miejscowości przeszła niszczycielska fala powodziowa.
Dziś wielu mieszkańców uważa, że państwo ponownie reaguje zbyt wolno — tym razem nie w kwestii ostrzegania, lecz odbudowy infrastruktury przeciwpowodziowej.
Choć rząd chwali się miliardami złotych przeznaczonymi na pomoc po powodzi, mieszkańcy wskazują, że liczby i konferencje prasowe nie zatrzymają kolejnej wielkiej wody. Tym bardziej że obecnie zbiornik ma jedynie część dawnej pojemności, a prowizoryczne zabezpieczenia wykonano z kamieni i betonu.
Wody Polskie przekonują, że odbudowa wymaga nowoczesnego projektu, szeregu analiz oraz uzyskania licznych decyzji administracyjnych. Problem w tym, że mieszkańcy słyszą głównie o kolejnych etapach papierologii, a nie o realnych pracach w terenie.
Najpierw miesiące trwały zabezpieczenia tymczasowe. Potem rozpoczęto przygotowywanie koncepcji. Następnie ogłoszono przetargi. Teraz trwa projektowanie. Sama budowa ma ruszyć dopiero za kilka lat. To szczególnie trudne do zaakceptowania w regionie, który już raz zapłacił ogromną cenę za opóźnienia, zaniedbania i błędne decyzje.
Katastrofą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Świdnicy. Śledczy badają sprawę nieumyślnego sprowadzenia katastrofy budowlanej, jednak mimo upływu wielu miesięcy nikomu nie postawiono zarzutów.
Eksperci wskazywali wcześniej m.in. na wieloletnie zaniedbania oraz ogromny napór wody, który miał przekroczyć możliwości zbiornika. W tle pojawiają się również pytania o wcześniejsze prace ziemne prowadzone przy wale oraz stan infrastruktury przeciwpowodziowej.
Dla mieszkańców najważniejsze pozostaje jednak jedno pytanie: czy państwo zdąży przed kolejną wielką wodą? Na razie odpowiedź na to pytanie pozostaje niepokojąco niejasna.















