Sprawa Marcina Borysa, radnego sejmiku województwa dolnośląskiego związanego z Koalicją Dolnośląską, nabiera coraz bardziej politycznego charakteru. Były prezes MPK w Legnicy znalazł się pod ostrzałem nie tylko z powodu sposobu zarządzania miejską spółką, ale także kontrowersji związanych z wydatkami finansowanymi z publicznych pieniędzy.
Władze Legnicy, informując o odwołaniu prezesa MPK, wskazywały między innymi na wydatki niezwiązane z działalnością spółki, finansowanie prywatnych wyjazdów i hoteli, zatrudnianie pracowników bez konkursów oraz opłacanie służbową kartą „masaży rekreacyjnych”.
To właśnie ostatni wątek wzbudził największe zainteresowanie opinii publicznej.
Sam Marcin Borys przekonuje, że podczas delegacji służbowej zapłacił za masaż prywatnie gotówką, a usługa miała omyłkowo znaleźć się na firmowej fakturze.
Problem w tym, że miejska spółka nie chce obecnie ujawnić szczegółów dotyczących tych wydatków.
MPK Legnica poinformowało, że trwa audyt działalności zarządu za okres od stycznia 2025 do kwietnia 2026 roku. Spółka twierdzi, że ujawnienie dokumentów mogłoby wpłynąć na przebieg postępowania audytowego.
Taka odpowiedź rodzi jednak kolejne pytania. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, na co wydawano środki publiczne i czy pieniądze miejskiej spółki były wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem.
Im bardziej MPK unika konkretnych odpowiedzi, tym większe pojawiają się spekulacje dotyczące charakteru wydatków.
Cała sprawa wpisuje się w coraz dłuższą listę politycznych i wizerunkowych problemów środowisk związanych z dawną Platformą Obywatelską i obecną Koalicją Obywatelską na Dolnym Śląsku.
W tle pojawiają się zarzuty wobec Jacka Sutryka związane z Collegium Humanum, głośna afera obyczajowa w Kłodzku, konflikty frakcyjne w dolnośląskiej KO oraz kolejne kontrowersje wokół osób pełniących publiczne funkcje.
Coraz więcej mieszkańców regionu może mieć poczucie, że zamiast rozwiązywania realnych problemów samorządów, politycy zajmują się przede wszystkim własnymi układami i walką o wpływy.















