Niedzielny mecz Polska–Ukraina będzie jednym z najważniejszych wydarzeń sportowych ostatnich miesięcy we Wrocławiu. Na stadionie przy al. Śląskiej spodziewany jest komplet publiczności, a dla nowego selekcjonera Jana Urbana spotkanie będzie okazją do sprawdzenia kadry przed jesiennymi rozgrywkami Ligi Narodów.
Wrocławskie MPK przygotowało specjalną organizację transportu. Na potrzeby kibiców uruchomione zostaną dodatkowe linie tramwajowe T1 i T2 oraz autobusowe S1 i S2. Przed meczem pojazdy będą kursować średnio co 10 minut, a po zakończeniu spotkania częstotliwość zostanie zwiększona nawet do jednego kursu co 3–6 minut. Miasto zachęca również do korzystania z parkingów Park&Ride, których tego dnia ma być dostępnych blisko trzy tysiące miejsc.
Sportowe emocje nie są jednak jedynym kontekstem niedzielnego spotkania. Mecz odbywa się bowiem w czasie kolejnego kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich, wywołanego decyzją władz w Kijowie o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”.
Z polskiej perspektywy taki gest jest trudny do zaakceptowania. Ukraińska Powstańcza Armia odpowiada za ludobójstwo dokonane na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Według historyków ofiarą zbrodni padło co najmniej 100 tysięcy obywateli II Rzeczypospolitej. Dla rodzin pomordowanych i środowisk kresowych gloryfikowanie UPA pozostaje więc nie tylko błędem politycznym, ale także moralną prowokacją.
Nie oznacza to jednak, że polscy kibice powinni przenosić historyczne spory na stadionowe trybuny. Trzeba bowiem odróżnić ukraińskich żołnierzy walczących dziś z rosyjską agresją od polityki historycznej prowadzonej przez część ukraińskich elit. To właśnie ta polityka budzi w Polsce uzasadniony sprzeciw.
Problem polega na tym, że Kijów od lat ignoruje polską wrażliwość w kwestii Wołynia. Spory wokół ekshumacji ofiar, pomników czy interpretacji działalności UPA regularnie wracają do debaty publicznej. Najnowsza decyzja władz Ukrainy tylko pogłębia istniejące napięcia i utrudnia budowanie trwałego partnerstwa między narodami.
Wrocławski mecz będzie więc wydarzeniem o podwójnym znaczeniu. Z jednej strony to sportowe święto i okazja do uczczenia pamięci zmarłego Jacka Magiery, który pracował w sztabie reprezentacji Polski. Z drugiej – przypomnienie, że nawet w czasie wojny i współpracy przeciw wspólnemu zagrożeniu nie można przemilczać prawdy historycznej.
Polska ma obowiązek przypominać, że nie ma zgody na relatywizowanie zbrodni wołyńskiej ani na wynoszenie sprawców ludobójstwa do rangi narodowych bohaterów.















