Gdy w połowie maja Jacek Sutryk odwoływał swoich najbliższych współpracowników, przedstawiano to jako efekt politycznych zmian i nowego otwarcia w relacjach z Koalicją Obywatelską. Dziś widać już wyraźnie, że dla samych zainteresowanych była to raczej zmiana gabinetów niż rzeczywista utrata wpływów.
Michał Młyńczak został właśnie prezesem miejskiej spółki Ekosystem, odpowiadającej za gospodarkę odpadami we Wrocławiu. To jedna z najważniejszych i najbardziej kosztownych miejskich instytucji, która w najbliższych miesiącach będzie rozstrzygała kontrakty warte setki milionów złotych.
Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja dotychczasowego prezesa Pawła Karpińskiego, również kojarzonego z Koalicją Obywatelską. Zamiast odejść ze spółki, został przesunięty na nowo utworzone stanowisko wiceprezesa. W efekcie nikt nie stracił miejsca przy stole – jedynie zmieniono układ krzeseł.
Podobny scenariusz spotkał Renatę Granowską. Była pierwsza zastępczyni prezydenta Wrocławia została członkiem zarządu MPK Wrocław. Sama przekonuje, że posiada doświadczenie w obszarze komunikacji miejskiej, jednak trudno nie zauważyć, że nominacja pojawiła się niemal natychmiast po jej odwołaniu z ratusza.
Cała sytuacja rodzi pytania o rzeczywisty sens wcześniejszych zmian personalnych. Jeśli odwołanie wiceprezydentów miało być wyrazem utraty zaufania lub próbą naprawy funkcjonowania magistratu, dlaczego niemal od razu powierzono im kolejne eksponowane stanowiska finansowane z publicznych pieniędzy?
Coraz więcej mieszkańców może odnieść wrażenie, że we Wrocławiu nie funkcjonuje zasada politycznej odpowiedzialności, lecz system wzajemnych transferów pomiędzy urzędem a miejskimi spółkami. Niezależnie od politycznych przetasowań, osoby należące do tego samego środowiska pozostają w strukturach władzy i zachowują wpływ na kluczowe decyzje.
Szczególnie wymowne jest to w kontekście kulis całej operacji. Odwołanie Granowskiej i Młyńczaka było efektem porozumienia Jacka Sutryka z dolnośląską Koalicją Obywatelską. Ceną za polityczne wsparcie miały być właśnie zmiany kadrowe. Dziś okazuje się, że „dymisje” nie oznaczały faktycznego odsunięcia od publicznych stanowisk, lecz jedynie ich reorganizację.
Wrocławianie mogą więc zadać proste pytanie: skoro odwołani wiceprezydenci byli tak wartościowymi menedżerami, dlaczego musieli odejść z ratusza? A jeśli ich odwołanie było konieczne, to dlaczego niemal natychmiast powierzono im kierowanie strategicznymi miejskimi spółkami?
Dla wielu mieszkańców odpowiedź wydaje się oczywista. To kolejny przykład tego, jak polityczne układanki i partyjne porozumienia przekładają się na obsadę stanowisk finansowanych z pieniędzy podatników.















