Wrocław po raz kolejny zapowiada walkę z reklamowym chaosem. Problem w tym, że podobne deklaracje słyszymy już od dziesięciu lat. To właśnie dekadę temu rozpoczęły się pierwsze prace nad uchwałą krajobrazową, która miała uporządkować przestrzeń publiczną i ograniczyć zalew billboardów, banerów oraz przypadkowych nośników reklamowych szpecących miasto.
Rok później podczas konsultacji społecznych większość mieszkańców poparła pomysł wprowadzenia takich regulacji. Wydawało się, że Wrocław dołączy do miast, które zaczęły skutecznie walczyć z reklamozą. Tak się jednak nie stało.
Projekt utknął w urzędniczych szufladach na długie lata. Najpierw władze miasta tłumaczyły, że zbyt restrykcyjne przepisy mogłyby uderzyć w przedsiębiorców, którzy muszą walczyć o klientów. Później pojawiły się argumenty o rzekomej niezgodności ograniczeń reklamowych z konstytucją. Efekt? Przez kolejne lata billboardy rosły jak grzyby po deszczu, a mieszkańcy nadal musieli oglądać chaos reklamowy w przestrzeni publicznej.
Tymczasem inne polskie miasta nie miały podobnych problemów. Kraków, Gdańsk czy Poznań przyjęły własne uchwały krajobrazowe i rozpoczęły porządkowanie przestrzeni. We Wrocławiu przez dekadę nie udało się doprowadzić sprawy do końca.
Teraz magistrat ogłasza powrót do tematu. Już wkrótce rada miejska ma formalnie rozpocząć prace nad nową uchwałą krajobrazową. Konkretów na razie jednak brakuje. Nie wiadomo, jakie ograniczenia obejmą reklamy, jakie będą terminy dostosowania nośników ani jakie sankcje grozić będą za łamanie przepisów.
Miejska plastyk Małgorzata Jordan zapowiada, że urzędnicy analizują rozwiązania funkcjonujące w innych miastach i nie zamierzają wprowadzać jednolitych zasad dla całego Wrocławia. Inne regulacje mają obowiązywać w centrum, inne na osiedlach mieszkaniowych, a jeszcze inne na terenach przemysłowych.
Wiceprezydent Grzegorz Roman przyznaje, że sprawa jest skomplikowana, ponieważ ścierają się różne interesy. Według obecnych zapowiedzi uchwała mogłaby wejść w życie za około dwa lata.
To oznacza, że od pierwszych prac nad dokumentem do momentu jego ewentualnego wdrożenia minie nawet dwanaście lat.
Dla wielu mieszkańców trudno nie postawić pytania, dlaczego miasto potrzebuje ponad dekady na rozwiązanie problemu, z którym inne samorządy poradziły sobie znacznie szybciej. Zwłaszcza że przez cały ten czas reklamowy chaos nie znikał, lecz stawał się coraz bardziej widoczny.
Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem zapowiedzi nie skończą się na kolejnych konsultacjach, analizach i prezentacjach, a Wrocław rzeczywiście doczeka się przepisów chroniących przestrzeń publiczną przed niekontrolowaną ekspansją reklam.















