Od miesięcy wokół największego przetargu w historii wrocławskiej gospodarki odpadami narastają kontrowersje. Chodzi o wart ponad miliard złotych kontrakt na odbiór śmieci od mieszkańców Wrocławia. Jak wynika z najnowszych ustaleń, miejska spółka Ekosystem mogła zakończyć postępowanie już na początku listopada 2025 roku. Zrobiła to jednak dopiero dwa miesiące później, doprowadzając do kolejnych opóźnień i kosztów, które – zdaniem opozycyjnych radnych – mogły obciążyć miejską kasę kwotą nawet 40 milionów złotych.
Przetarg ogłoszono w marcu 2025 roku. Już od początku budził jednak poważne zastrzeżenia. Pojawiały się odwołania wykonawców, spory przed Krajową Izbą Odwoławczą i zarzuty dotyczące zapisów specyfikacji. O problemach alarmowała między innymi Jolanta Pituła, kierująca działem zamówień publicznych w Ekosystemie. Według niej postępowanie prowadzone było w sposób narażający interes publiczny.
Kobieta została zwolniona z pracy, a następnie oskarżona przez spółkę o ujawnienie tajemnicy przedsiębiorstwa. To właśnie rzekomy wyciek dokumentów miał stać się podstawą do unieważnienia całego przetargu.
Problem polega na tym, że – jak wynika z ujawnionych dokumentów – już 2 listopada 2025 roku Ekosystem posiadał opinię prawną wskazującą możliwość unieważnienia postępowania. Prawnicy przygotowujący analizę przedstawili kilka argumentów przemawiających za takim rozwiązaniem. Mimo to decyzję ogłoszono dopiero 30 grudnia.
Powstaje więc zasadnicze pytanie: dlaczego zwlekano niemal dwa miesiące? Tym bardziej że władze spółki wielokrotnie przekonywały opinię publiczną i radnych, że przetarg znajduje się pod szczególnym nadzorem odpowiednich służb. Ówczesny prezes Ekosystemu Paweł Karpiński podczas obrad Rady Miejskiej sugerował wręcz bieżące konsultowanie działań związanych z przetargiem.
Jeżeli jednak rzeczywiście istniały przesłanki świadczące o nieprawidłowościach, dlaczego przez wiele tygodni nie podjęto żadnych zdecydowanych działań? Dlaczego nie zawiadomiono wcześniej organów ścigania? Dlaczego nie unieważniono przetargu od razu po uzyskaniu opinii prawnej?
Na te pytania Ekosystem nie udziela dziś odpowiedzi, zasłaniając się tajemnicą prowadzonego postępowania.
Jeszcze większe kontrowersje budzą informacje dotyczące ekspertyzy przygotowanej przez jednego z najbardziej znanych specjalistów od zamówień publicznych, radcę prawnego Włodzimierza Dzierżanowskiego. W oficjalnych komunikatach spółka przekonywała, że ekspertyza wskazywała na „potężną wadę prawną” postępowania oraz ryzyko gigantycznych odszkodowań dla wykonawców.
Z treści opinii wynika jednak coś innego. Ekspert analizował możliwość unieważnienia przetargu i wskazywał potencjalne podstawy prawne takiej decyzji. Jednocześnie wyraźnie zaznaczył, że w przypadku zaskarżenia unieważnienia sąd może nie podzielić tej interpretacji. W opinii nie ma natomiast mowy ani o „potężnej wadzie prawnej”, ani o groźbie wielomilionowych odszkodowań dla wykonawców.
To oznacza, że publiczne uzasadnienia przedstawiane przez Ekosystem mogły nie odzwierciedlać rzeczywistej treści ekspertyzy, na którą spółka się powoływała.
Cała sprawa nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście prowadzonego śledztwa. Prokuratura bada, czy działania związane z przetargiem nie doprowadziły do strat finansowych po stronie miasta i czy nie doszło do naruszenia zasad gospodarowania publicznymi pieniędzmi.
Tymczasem mieszkańcy Wrocławia od blisko roku płacą za system, który funkcjonuje w oparciu o kolejne umowy zawierane bez rozstrzygniętego przetargu. Ostateczny rachunek za wielomiesięczny chaos organizacyjny i prawny może okazać się znacznie wyższy niż tylko dodatkowe miliony wydane na odbiór odpadów.















