Miało być modelowym przykładem współpracy mieszkańców z miastem. Miało być szybko, sprawnie i z korzyścią dla lokalnej społeczności. Zamiast nowego podwórka są jednak chwasty, błoto i coraz większa frustracja mieszkańców.
Mieszkańcy wspólnoty przy ulicy Długosza 62 we Wrocławiu od ponad dwóch lat czekają na realizację inwestycji, którą sam magistrat przedstawiał jako jeden z flagowych przykładów programu „Nasze Podwórko”. To właśnie oni jako pierwsi zaufali nowej inicjatywie promowanej przez władze miasta.
W kwietniu 2024 roku nie brakowało optymistycznych deklaracji. Pojawił się symboliczny czek na 100 tysięcy złotych, były wizyty przedstawicieli miasta, prezentacje koncepcji oraz zapewnienia, że mieszkańcy już wkrótce będą mogli korzystać z uporządkowanej i atrakcyjnej przestrzeni.
Dziś po tych zapowiedziach pozostały głównie archiwalne zdjęcia.
Podwórko, które miało stać się miejscem spotkań, rekreacji i wypoczynku, nadal jest zaniedbane. Mieszkańcy wskazują na zarośnięty teren, brak prac porządkowych i postępującą degradację przestrzeni. Najbardziej boli ich jednak poczucie, że zostali pozostawieni sami sobie mimo publicznie składanych obietnic.
Szczególnie trudne do zrozumienia jest dla nich to, że od momentu inauguracji programu kolejne wspólnoty doczekały się realizacji podobnych inwestycji, podczas gdy pionierzy projektu nadal pozostają na etapie oczekiwania.
Miasto tłumaczy opóźnienia problemami proceduralnymi i trudnościami w znalezieniu wykonawcy. Jak przekazują Wrocławskie Mieszkania, w ubiegłym roku trzykrotnie ogłaszano postępowania przetargowe. Dwa zakończyły się brakiem ofert, a w trzecim przypadku zaproponowana cena przekroczyła dostępny budżet.
Takie wyjaśnienia nie przekonują jednak mieszkańców.
Trudno bowiem nie zadać pytania, dlaczego przez ponad dwa lata nie udało się skutecznie przygotować inwestycji, która od początku była przedstawiana jako priorytetowa. Jeszcze większe zdziwienie budzi fakt, że wspólnota została poproszona o zabezpieczenie dodatkowych 50 tysięcy złotych własnych środków, aby zwiększyć szanse na realizację przedsięwzięcia.
W praktyce oznacza to, że mieszkańcy nie tylko przez lata czekają na spełnienie miejskich obietnic, ale mają również dopłacić do projektu, który pierwotnie miał zostać zrealizowany w oparciu o publicznie zapowiadane finansowanie.
Sprawa Długosza 62 staje się symbolem szerszego problemu. Program „Nasze Podwórko” miał pokazać, że miasto potrafi skutecznie współpracować z mieszkańcami przy poprawie jakości życia na osiedlach. Tymczasem pierwszy i najbardziej nagłośniony projekt od ponad dwóch lat pozostaje wyłącznie na papierze.
Mieszkańcy słyszą kolejne zapewnienia, że inwestycja ruszy „już w tym roku”. Podobne deklaracje słyszeli jednak również wcześniej. Po dwóch latach oczekiwania coraz trudniej uwierzyć, że tym razem będzie inaczej.















