Kilka miesięcy po zmianach dotyczących personelu pomocniczego Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu pracownicy alarmują o problemach. Blisko pół tysiąca osób odpowiedzialnych za utrzymanie czystości zostało w czerwcu przejętych przez zewnętrznego wykonawcę – konsorcjum firm należących do Grupy Impel. Teraz część zatrudnionych otrzymuje propozycje nowych umów z wynagrodzeniem na poziomie płacy minimalnej.
Przekazanie pracowników zewnętrznemu podmiotowi poprzedziły wielomiesięczne protesty. W obronę personelu zaangażowały się również ogólnopolskie związki zawodowe.
Po przejęciu pracownicy zachowali dotychczasowe umowy, jednak problem pojawia się w przypadku osób, którym kontrakty zawarte jeszcze z USK wygasają. Nowe warunki przedstawia już spółka Hospital Service z Grupy Impel.
Według relacji pracowników propozycje oznaczają dla części z nich zatrudnienie za najniższą krajową.
Na pewno nikt z zarządu szpitala ani z dyrekcji szpitala nie chciałby pracować za najniższą krajową. Chciałbym tu zwrócić uwagę, że pracownicy przyjęci przez firmę Impel też mają rodziny, opłaty i nikt w dniu dzisiejszym nie jest w stanie wyżyć za najniższą krajową
– mówi anonimowo jeden z pracowników.
Grupa Impel tłumaczy, że przedstawiane propozycje odpowiadają obecnym warunkom na rynku pracy.
Co tyczy się pracowników, których umowy na czas określony wygasają, to otrzymują oni od nas propozycje zatrudnienia zgodnie z aktualnymi warunkami rynkowymi. Oferty te przewidują również zawarcie umowy na czas próbny
– przekazał Karol Jan Berger, rzecznik Grupy Impel.
Zastrzeżenia nie dotyczą jednak wyłącznie wynagrodzeń. Personel wskazuje również na oszczędności w codziennym funkcjonowaniu. Według pracowników zdarzają się braki mopów, ręczników oraz innych środków potrzebnych do utrzymywania czystości w szpitalu.
Po zmianie pracodawcy część dotychczasowej załogi zdecydowała się odejść. Powstałe w ten sposób braki kadrowe mają być uzupełniane pracownikami kierowanymi do szpitala przez agencje pracy.
Jedna z wieloletnich pracownic USK twierdzi, że osoby te nie zawsze są odpowiednio przygotowane do wykonywania powierzonych zadań.
Przychodzące osoby z agencji pracy przebierają się różnie, nawet w pomieszczeniu, gdzie mamy wydawane czyste mopy. Nie mają szans na to, żeby dostać swoją szafkę. Osoby, które przychodzą z agencji pracy, mają umowy na 0,125 etatu, a reszta na umowę zlecenie
– relacjonuje.
Pracownicy zwracają uwagę, że w szpitalu, gdzie utrzymanie odpowiednich standardów sanitarnych ma szczególne znaczenie, brak przeszkolenia czy odpowiedniego zaplecza dla personelu może budzić dodatkowe obawy.
Przedstawiciele wykonawcy przyznają, że po przejęciu usługi doszło do odejść pracowników. Ich zdaniem skala zjawiska nie jest jednak nadzwyczajna.
Oczywiście w początkowym okresie realizacji usługi odnotowaliśmy rotację personelu na poziomie około 10 proc., natomiast mieści się to w poziomach obserwowanych przy dużych procesach przejęcia pracowników
– przekonuje Karol Jan Berger.
Oznacza to, że przy grupie liczącej blisko pół tysiąca osób zmiany kadrowe mogły objąć kilkudziesięciu pracowników.
Do zarzutów odniósł się również Uniwersytecki Szpital Kliniczny. Placówka przekazała pisemnie, że z punktu widzenia funkcjonowania szpitala dotychczas nie pojawiły się powody, aby zgłaszać wykonawcy zastrzeżenia dotyczące organizacji pracy.
USK nie odniósł się natomiast do informacji dotyczących braku szatni i szafek dla osób zatrudnianych dorywczo.
Sytuacja personelu pomocniczego pozostaje więc przedmiotem sporu. Pracownicy mówią o pogorszeniu warunków, oszczędnościach i problemach organizacyjnych. Wykonawca przekonuje natomiast, że proponowane warunki odpowiadają realiom rynku, a skala rotacji jest typowa dla tak dużego procesu przejęcia pracowników.















