Sytuacja mieszkańców słynnego Trzonolinowca przy ul. Kościuszki 72 pozostaje bez rozwiązania. Od dwóch lat nie mogą oni korzystać ze swoich mieszkań po tym, jak ekspertyza techniczna wykazała zagrożenie i konieczność pilnego wzmocnienia konstrukcji budynku. Projekt naprawy jest gotowy, a w grudniu 2025 roku wydano pozwolenie na budowę. Problemem pozostaje finansowanie inwestycji, której koszt szacowany jest na co najmniej 15 mln zł.
Trzonolinowiec to jeden z najbardziej charakterystycznych powojennych budynków Wrocławia. Ukończony w 1967 roku obiekt zaprojektowano w nietypowej konstrukcji – kondygnacje zostały zawieszone na stalowych linach wokół żelbetowego trzonu.
W budynku znajdują się obecnie 44 mieszkania – 33 prywatne i 11 komunalnych.
Po wydaniu nakazu opuszczenia budynku lokatorom mieszkań komunalnych zapewniono inne lokale. Właścicielom prywatnych mieszkań miasto zaoferowało możliwość przeprowadzki do zasobu TBS.
Nie rozwiązało to jednak wszystkich problemów. Jeden z mieszkańców wskazuje, że ponosi obecnie koszty zarówno nowego lokum, jak i swojego mieszkania w Trzonolinowcu. Miesięcznie płaci około 1700 zł za mieszkanie TBS na Brochowie oraz około 700 zł na fundusz remontowy wspólnoty.
Mieszkaniec przekonuje jednocześnie, że problemy techniczne obiektu nie są nowe, a przez dziesięciolecia brakowało odpowiedniej troski o jego nietypową konstrukcję.
Tak jak się wprowadziliśmy, w jakim stanie technicznym był ten budynek w 1978 r., w takim samym stanie on jest i do dzisiaj. Jak się kiwał od początku, tak się kiwa i teraz
– mówi pan Krzysztof.
Projekt naprawy przygotowała w 2025 roku pracownia Szlachcic Architekci. Zakres przedsięwzięcia jest bardzo szeroki.
Przewidziano m.in. wymianę lin nośnych, wzmocnienie ich obudowy w mieszkaniach, wykonanie nowych stalowych podpór w przyziemiu i piwnicach oraz wzmocnienie żelbetowego trzonu.
Rozebrane i wykonane w nowej technologii mają zostać stropy nad piwnicą i ostatnią kondygnacją. Projekt zakłada także całkowitą wymianę zawierającej azbest fasady.
Część okien ma odzyskać charakterystyczną dla pierwotnego projektu możliwość obrotu wokół pionowej osi. Przebudowana winda ma natomiast obsługiwać wszystkie kondygnacje, aby zwiększyć dostępność obiektu dla osób z niepełnosprawnościami. Przewidziano również zielony dach.
Największą przeszkodą pozostają pieniądze. Według obecnych szacunków remont będzie kosztował minimum 15 mln zł, podczas gdy zdolność kredytowa wspólnoty ma wynosić około 3,5 mln zł.
Ponieważ Trzonolinowiec jest zabytkiem, wspólnota stara się o dofinansowanie inwestycji przez miasto.
Pierwszy wniosek o dotację pozostał jednak bez rozpoznania. Według magistratu wymagane uzupełnienie dokumentów zostało złożone o jeden dzień za późno. Zarządca budynku Seweryn Chwałek kwestionuje tę wersję i zarzuca urzędnikom brak dobrej woli.
Nawet gdyby tak było, to też nie przeszkadzało procedować ten wniosek dalej przy dobrej woli urzędników
– przekonuje.
Przy drugim podejściu pojawił się kolejny problem. Wspólnota wystąpiła o około 7 mln zł dotacji, ale magistrat za kwalifikujące się do dofinansowania uznał wydatki rzędu około 3 mln zł.
Miasto zakwestionowało część przedstawionego kosztorysu, uznając niektóre ceny za zawyżone.
Zarządca odpowiada, że remont Trzonolinowca trudno porównywać ze standardowymi pracami budowlanymi. Jego zdaniem wyższe stawki wynikają właśnie z unikatowej i skomplikowanej konstrukcji obiektu.
Nie jest to pomalowanie ścian czy pomalowanie elewacji. Trudno oceniać, czy coś jest za wysokie, jeśli nie mamy ofert rynkowych
– argumentuje Seweryn Chwałek.
Magistrat odpiera te zarzuty. Michał Guz z Biura Prasowego Urzędu Miejskiego przekonuje, że kosztorys został zweryfikowany przez specjalistę m.in. na podstawie systemów Sekocenbud i Intercenbud.
Według miasta zawyżone mają być m.in. wyceny stali zbrojeniowej, lin stalowych czy rusztowań.
Miasto zwraca ponadto uwagę, że dotacja na remont zabytku nie może automatycznie pokryć wszystkich prac przewidzianych w projekcie.
Dofinansowaniu podlegają przede wszystkim tzw. nakłady konieczne, czyli wydatki związane z zachowaniem zabytkowej substancji i charakteru obiektu. Inaczej traktowane mogą być współczesne udogodnienia czy przebudowy instalacji.
To właśnie różnice w ocenie kosztów oraz zakresu prac kwalifikujących się do wsparcia sprawiają, że mimo gotowego projektu i pozwolenia na budowę finansowanie inwestycji nadal nie zostało zapewnione.
Czas działa jednak na niekorzyść mieszkańców i samego budynku. Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego oczekuje wykonania niezbędnych prac zabezpieczających.
W efekcie powstał finansowy i administracyjny impas. Mieszkańcy pozostają poza swoimi lokalami, wspólnota nie ma środków pozwalających samodzielnie przeprowadzić inwestycję, a miasto i zarządca spierają się o kosztorys i zakres możliwego dofinansowania. Jednocześnie kolejne opóźnienia mogą oznaczać dalsze koszty.
















