Jedna z najgłośniejszych i najbardziej drastycznych spraw kryminalnych ostatnich lat na Dolnym Śląsku ponownie znalazła się na sądowej wokandzie. W piątek 18 września Sąd Apelacyjny we Wrocławiu rozpoczął rozpoznawanie apelacji dotyczących wyroku wydanego wobec Przemysława L. z Kłodzka.
45-latek został w marcu nieprawomocnie skazany przez Sąd Okręgowy w Świdnicy na 25 lat pozbawienia wolności. Sąd pierwszej instancji uznał go za winnego 26 przestępstw. Według informacji ujawnionych po procesie wśród pokrzywdzonych było dziewięć osób, w tym małoletnie. Czyny miały być popełniane w Polsce i Szwecji w latach 2011–2022.
Marcowy wyrok nie jest prawomocny. Zaskarżyła go obrona Przemysława L., ale własną apelację wniosła również prokuratura. Oznacza to, że Sąd Apelacyjny we Wrocławiu bada obecnie rozstrzygnięcie Sądu Okręgowego w Świdnicy w granicach zarzutów podniesionych przez obie strony.
W pierwszej instancji Przemysław L. odpowiadał między innymi za gwałty, przestępstwa seksualne wobec dzieci poniżej 15. roku życia, podawanie pokrzywdzonym substancji odurzających, utrwalanie materiałów o charakterze pornograficznym oraz przestępstwa związane ze znęcaniem się nad zwierzętami. Ze względu na charakter sprawy proces toczył się z wyłączeniem jawności.
Materiał dowodowy obejmował również nagrania i fotografie dokumentujące część czynów. Według ustaleń opisywanych przez „Rzeczpospolitą” postępowanie dotyczyło dziewięciu pokrzywdzonych, a jedną z ofiar była pasierbica Przemysława L.
Mężczyzna został zatrzymany w styczniu 2023 roku w Szwecji. W postępowaniu polscy śledczy współpracowali ze szwedzkimi organami ścigania. „Rzeczpospolita” opisywała, że zdecydowane działania w sprawie nabrały tempa między innymi po informacjach przekazanych przez szwedzkie służby.
Teraz to sąd drugiej instancji ma ocenić prawidłowość marcowego rozstrzygnięcia. Do czasu prawomocnego zakończenia postępowania Przemysław L. pozostaje osobą nieprawomocnie skazaną.
Z tą samą historią bezpośrednio związane jest nazwisko Kamili W., wcześniej L. – żony Przemysława L. Jej odpowiedzialność była jednak przedmiotem odrębnego procesu i nie należy łączyć obu postępowań w jedno.
18 marca Sąd Okręgowy w Świdnicy nieprawomocnie skazał Kamilę W. na sześć lat i sześć miesięcy pozbawienia wolności. Sąd uznał ją między innymi za winną nieudzielenia pomocy swojej małoletniej córce, która była krzywdzona seksualnie przez Przemysława L., oraz czynów związanych ze znęcaniem się nad zwierzętami.
Prokuratura domagała się dla kobiety 18 lat pozbawienia wolności i zaskarżyła orzeczenie, zarzucając między innymi rażącą niewspółmierność kar. Obrona również wniosła apelację i domaga się uniewinnienia.
Jej apelacja będzie jednak rozpoznawana osobno. Według informacji przekazanych wcześniej przez służby prasowe Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu termin ma zostać wyznaczony w październiku, a sama rozprawa może odbyć się w listopadzie.
W piątek na wokandę wróciła więc przede wszystkim sprawa Przemysława L. i to prawidłowość wymierzonego mu wyroku 25 lat więzienia jest obecnie przedmiotem kontroli sądu odwoławczego.
Afera zyskała jednak dodatkowy wymiar ze względu na polityczną działalność Kamili W. Kobieta przez lata była związana z Platformą Obywatelską w Kłodzku. W latach 2017–2021 pełniła funkcję wiceprzewodniczącej miejscowego koła partii, a w 2018 roku kandydowała z list PO do Rady Powiatu Kłodzkiego. Na początku 2024 roku powierzono jej również funkcję pełnomocnika wyborczego lokalnego komitetu Platformy w wyborach samorządowych.
Istotny jest przy tym kalendarz wydarzeń. Pierwsze zarzuty Kamila W. usłyszała już w 2023 roku. Mimo to w kolejnych miesiącach nadal pojawiała się przy aktywności lokalnych struktur Platformy i uczestniczyła w kampaniach politycznych. Onet opisywał jej udział w kampanii parlamentarnej jesienią 2023 roku oraz późniejszą funkcję przy kampanii samorządowej w 2024 roku.
To właśnie ten okres stał się jednym z głównych powodów politycznych pytań stawianych lokalnym strukturom ugrupowania: kto wiedział o zarzutach wobec działaczki, kiedy się o nich dowiedział i jakie działania wówczas podjęto. Samo członkostwo Kamili W. w Platformie Obywatelskiej ani jej znajomości z politykami nie dowodzą jednak, że osoby te posiadały wiedzę o przestępstwach Przemysława L. lub o czynach przypisanych później jego żonie.
Najwięcej pytań kierowano do pochodzącej z powiatu kłodzkiego wicemarszałek Sejmu Moniki Wielichowskiej. W internecie i mediach publikowano fotografie, na których Kamila W. pojawiała się z polityk KO, przede wszystkim podczas wydarzeń i kampanii wyborczych.
Prawo i Sprawiedliwość zarzucało lokalnym strukturom KO „zmowę milczenia” i zapowiedziało nawet wniosek o odwołanie Wielichowskiej z funkcji wicemarszałek Sejmu. Były to jednak zarzuty polityczne – nie przedstawiono dowodu, że Wielichowska wiedziała o przestępstwach Przemysława L. lub miała informacje pozwalające jej wcześniej poznać skalę sprawy.
Sama Wielichowska stanowczo odrzucała takie sugestie. W opublikowanym oświadczeniu podkreślała, że nie łączyły jej z Kamilą W. kontakty prywatne ani zawodowe oraz że kobieta nigdy nie była pracownikiem, asystentem ani współpracownikiem jej biura poselskiego. Znajomość wynikała – według jej stanowiska – z działalności w tym samym ugrupowaniu.
Do sprawy odnosił się również premier Donald Tusk, który krytykował próby politycznego wykorzystywania przestępstw seksualnych wobec dzieci i deklarował, że sprawcy takich czynów powinni być bezwzględnie ścigani.
Polityczna burza pozostaje jednak tłem. W piątek przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu rozgrywa się przede wszystkim kolejny etap postępowania karnego dotyczącego Przemysława L.
Sąd musi ocenić wyrok 25 lat więzienia wydany wobec człowieka uznanego w pierwszej instancji za winnego 26 przestępstw, w tym niezwykle ciężkich przestępstw seksualnych wobec małoletnich. Od rozstrzygnięcia odwołały się obie strony, dlatego dopiero postępowanie apelacyjne przesądzi, czy marcowy wyrok zostanie utrzymany, zmieniony czy uchylony.
Dopiero w dalszej kolejności przed wrocławski sąd wróci odrębna sprawa Kamili W. Tutaj rozbieżność między stanowiskami stron jest jeszcze większa: obrona chce uniewinnienia, podczas gdy prokuratura – zamiast sześciu i pół roku – domaga się kary 18 lat więzienia.
Afera kłodzka nie jest więc zakończoną historią. Po marcowych wyrokach rozpoczął się dopiero drugi etap sądowej batalii – a pierwsza z dwóch powiązanych, ale odrębnych apelacji właśnie ruszyła we Wrocławiu.















